nasze media Najnowszy numer MGN 09/2020

Franek fałszerz

|

MGN 06/2013

dodane 16.05.2013 05:00

Poranek prawie jak dziś

Słyszeliście o Waldmüllerze? Nie? A to chociaż o Millerze? No widzicie, o Millerze słyszeliście. Okej, czyli Waldmüllera znacie w połowie.

W takim razie musicie jeszcze poznać tego „wald”. Otóż Waldmüller był malarzem (ale zdziwienie, co?). Praktykował styl akademicki, bo też w pierwszej części XIX wieku nawet trudno było inaczej. Prawie wszyscy artyści plastycy malowali wówczas w ten sposób. Ideałem dla nich były starożytność i renesans, stąd chętnie czerpali wzorce ze starych mistrzów. Robili to z niezwykłą starannością. To nawet ładne było, chociaż miało swoje wady – akademizm nie bardzo tolerował własny, wyrazisty styl, mocno odbiegający od stylu „ogólnego”. To dlatego potem oburzenie wywołały impresjonizm i inne takie rzeczy. Nawet, wyobraźcie sobie, ten Waldmüller, choć był profesorem na wiedeńskiej uczelni, choć zyskał uznanie potężnego księcia Metternicha i choć sam cesarz Franciszek I zamówił u niego portret, spotkał się jednak z potężnym sprzeciwem swoich kolegów, gdy zaczął uczyć malarstwa nie tak, jak oni uważali za właściwe. A cóż takiego zrobił? Ano radził skupiać się na studiowaniu przyrody, na oddawaniu natury, gdy – według nich – należało uczyć kopiowania starych dzieł. Opór innych profesorów był tak duży, że Waldmüller stracił najpierw swoją pracownię, a potem posadę na akademii. Ponieważ jednak, jak to i dziś bywa, zwykłym ludziom podoba się to, co nie podoba się fachowcom, Waldmüller zyskał sławę i popularność u odbiorców. Dzięki temu zajmuje do dziś ważne miejsce w sztuce austriackiej, a tym samym w najważniejszych muzeach tamtego kraju. Ten obraz, który tu sfałszowałem, zobaczyłem w oryginale rok temu w wiedeńskim muzeum Belweder – i bardzo mi się spodobał. „Poranek Bożego Ciała” (bo tak się nazywa) ma naprawdę atmosferę słonecznego poranka. Gdy człowiek się przypatrzy, poczuje radość wydarzenia, do którego przygotowują się ludzie widoczni na obrazie – a szczególnie dzieci w bieli. W sumie wszystko dość podobne do tego, co jest dzisiaj: białe ubranka „komunistek” (chłopak akurat inaczej niż u nas – ani na biało, ani na ciemno, ale za to z szarfą), kwiatki, wianki, koszyczki z płatkami kwiatów.

Żywe kolory pozwalają odczuć chłód cienia i ciepło majowego (lub czerwcowego) słońca. Już choćby to sprawia, że obrazy Waldmüllera są nieco inne niż większości jego kolegów. I chyba robą niezłe wrażenie, co?

No, to odbierajcie te wrażenia, co ułatwiam wam jedenastoma fałszerstwami.