nasze media MGN 10/2020

Franek fałszerz

|

MGN 09/2012

dodane 30.08.2012 11:32

Lekcje toporne

Młodzi, jak wiadomo, uwielbiają się uczyć. Co? Nie wiadomo? No widzicie – kto nie uwielbia się uczyć, temu nic nie wiadomo.

Ale kiedyś – o, kiedyś to dzieci bardzo lubiły się uczyć. Tak jak te na obrazie. Jeden chłopak przymierza się do rzutu toporkiem w tarczę. Drugi chłopak czeka na swoją kolej, a trzeci chłopak jeszcze nie czeka, bo za mały. Tuli się tylko do mamy – Klotyldy. To żona Chlodwiga, władcy Franków (nie fałszerzów), a chłopcy to jej i Chlodwiga dzieci.
Uczą się rzemiosła wojennego.

Ja tam nie namawiam do takiej „topornej” nauki, bo rzucanie siekierami to niebezpieczne zajęcie, wybrałem jednak ten obraz z dwóch powodów.
Pierwszym jest początek roku szkolnego… Halo! Proszę mi tu nie szlochać! Wakacje już niedługo. Jeszcze tylko jesień, wiosna i już. No dobra, jeszcze zima, ale co tam taka zima. A zatem mamy początek roku szkolnego i musimy temu stawić czoła.
Drugim powodem, dla którego wybrałem ten obraz, jest jego twórca, Lawrence Alma-Tadema. Jak dla mnie, to bardzo interesująca postać. To, co widzicie, to jedno z bardzo wielu dzieł tego nadzwyczaj popularnego w XIX wieku artysty. Od dzieciństwa chciał być malarzem, ale chyba nie byłby nim, gdyby nie… choroba. Bo rodzice chcieli, żeby został prawnikiem i gdy miał 15 lat zapisali go do odpowiedniego gimnazjum. Ale wtedy nagle posypało się jego zdrowie, i to bardzo poważnie. Lekarze orzekli, że to choroba śmiertelna i że zostało mu niewiele czasu.

Lekcje toporne   Lawrence Alma-Tadema (1836 – 1912) „Nauka dzieci Chlodwiga”, 1861, kolekcja prywatna

Zrozpaczeni rodzice pozwolili synowi robić to, co lubi, a on lubił najbardziej malarstwo. Zaczął więc malować, ale zamiast umrzeć, zaskoczył wszystkich i całkowicie wyzdrowiał. Wtedy już nikt mu nie stawiał przeszkód, gdy oznajmił, że chce całkowicie poświęcić się malarstwu. Studiował więc sztuki piękne, a po studiach opuścił rodzinną Holandię i wyjechał do Anglii. Zasłynął obrazami przedstawiającymi czasy antyczne. Ta tematyka była wtedy modna, podobnie jak i klasycystyczny styl, w jakim tworzył. Alma-Tadema malował tak, jakby się urodził w starożytności i jakby obracał się głównie wśród ówczesnych arystokratów. Jego obrazy pełne są szczegółów z życia bogatych Rzymian, spędzających czas w luksusie, wśród marmurów i sztukaterii, i wygrzewających się pod błękitnym niebem Morza Śródziemnego.
Obraz, który tu widzicie, nie całkiem pasuje do tego opisu, bo dotyczy nie Rzymu i nie starożytności, ale różnica niewielka, bo to wczesne średniowiecze, a od Franków do Rzymian też specjalnie daleko nie było.

Alma-Tadema był bardzo ambitny i gdy kiedyś krytyk sztuki skrytykował jego obraz (skoro krytyk, to przecież musi krytykować, no nie?) za niedoskonałości w przedstawieniu marmuru, on tak wziął się za poprawianie techniki, że stał się chyba najlepszym na świecie malarzem faktur marmuru, granitu i innych powierzchni. Możecie to zauważyć także w tym obrazie. Niemal czuje się szorstkość kamienia, z którego wykonano kolumny i gładkość posadzki pałacu Chlodwiga. Do tego dochodzi wielka dbałość o szczegóły historyczne i perfekcja wykonania detali. Każdy nit na hełmie i każda dachówka na dachu – wszystko dopieszczone do granic możliwości. Tak się wtedy malowało – podobną perfekcję zauważa się choćby w obrazach Matejki. No i też wtedy bardzo takie dzieła ceniono. Nic dziwnego, że obraz „Nauka dzieci Chlodwiga” (bo tak się to dzieło nazywa) przyjęto z dużym uznaniem, a jego nabywcą został król Leopold z Belgii.

W XX wieku tego rodzaju malarstwo przestało być cenione i Alma-Tadema popadł w zapomnienie. Potem jednak przypomniano sobie o nim i jego obrazy dziś sprzedają się na aukcjach za olbrzymie, bo liczone w milionach dolarów, kwoty.
Jak widać, nie ma się co oglądać na ludzkie gusta, tylko malować tak, jak człowiekowi w sercu gra.