nasze media Najnowszy numer MGN 07-08/2020

Franek Fałszerz

|

MGN 02/2006

dodane 28.05.2020 19:05

Malowanie malowania

Maerten van Heemskerck, "Św. Łukasz malujący, Madonnę" 1532

Poniżej zamieszczony obraz namalował, uwaga, Maerten van Heemskerck. No. Najtrudniejsze za nami. Nie proście, żebym napisał, jak się to wymawia, bo każdy gada inaczej. Można by o to zapytać najbliższego Holendra, ale gdybym nawet takiego znalazł, to skąd miałbym wiedzieć, że to, co mówi, to właśnie nazwisko malarza, a nie na przykład „nie mam pojęcia”. Całe szczęście, że Holendrzy przynajmniej malowali po polsku. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo ich obrazy wydają się całkiem zrozumiałe. No, może nie całkiem, ale też nie mniej niż te, które malowali Polacy. Dlaczego wybrałem akurat to malowidło? Dlatego, że w tym „Małym Gościu” wszystko się kręci wokół zdjęć.

Obraz też ma związek ze zdjęciem, bo można go ze ściany co? – Zdjąć. Ale nie tylko takie zdjęcie zdecydowało o wyborze akurat tego dzieła. Powodem jest temat, czyli malowanie. Jest to zatem malowidło o malowaniu, a konkretnie o świętym Łukaszu, który maluje portret Matki Bożej z Dzieciątkiem. Malowanie to też pewnego rodzaju fotografowanie, tyle że w roli obiektywu występuje ludzkie oko, a nawet dwoje oczu – o ile malarz jednego nie stracił. Tu, dziwna sprawa, Łukasz ma nawet czworo oczu, bo własne plus binokle (takie wcześniejsze okulary). W rzeczywistości Łukasz Ewangelista nie miałby szans mieć okularów, bo w tamtych czasach nie znano czegoś takiego, jak okulary. Nie ma się jednak co czepiać, bo w tym obrazie prawie nic nie mogło wyglądać tak, jak namalował to Maerten van… van… no dobra.

Autor przedstawił świętego Łukasza, mającego objawienie, bo według średniowiecznych legend kilka razy pokazała mu się Maryja z małym Jezusem. Łukasz – jak widać – korzysta z okazji i portretuje swoich niezwykłych gości. Tradycja bowiem głosiła, że ewangelista był nie tylko lekarzem, ale również posługiwał się pędzlem. Z tego powodu cechy malarzy w XV i XVI wieku obrały go za swojego patrona i nieraz umieszczały jego wizerunki w ołtarzach kościołów. Tak zdarzyło się i w niderlandzkim Harleemie, gdzie mieszkał mistrz Maerten. W 1532 roku wyjeżdżał na dłużej do Włoch, więc w podarunku pożegnalnym przekazał cechowi ten obraz, prosząc o umieszczenie go w tamtejszym kościele świętego Bawona. W roli modela do świętego Łukasza wystąpił podobno piekarz z Haarlemu. Pewnie nie chciał zdjąć tej dziwnej czapki, no i tak zostało. Bok siedzenia, z którego korzysta Łukasz, zdobi płaskorzeźba byka. To jego symbol jako ewangelisty.

Po lewej u dołu widać przybitą do podestu kartkę papieru. Na niej artysta zamieścił słowa wiersza, w którym koledzy po fachu dziękują mu za podarowanie obrazu cechowi. Za Łukaszem stoi jakiś dziwny człowiek z laurem na głowie. Wyciąga ręce, jakby chciał nimi otoczyć malującego świętego. Prawdopodobnie to Natchnienie, czyli taka Muza, choć trochę nazbyt umięśniona. Jeszcze bardziej umięśnione jest Dzieciątko. Wygląda raczej jak kulturysta niż jak dziecko, ale to był częsty błąd, powtarzany przez artystów tamtych czasów. Jakoś nie zauważali, że dzieci mają inne proporcje niż dorośli i zazwyczaj przedstawiali je jako zmniejszonych dorosłych.

Dziwną rzeczą jest przednia noga krzesła, na którym siedzi Maryja. U góry ma ludzką twarz, a kończy się ptasim szponem. Można się kłócić, o co chodzi, ale po co, skoro autor i tak nie powie. Może co najwyżej przewrócić się w grobie, gdy ktoś wymyśli coś szczególnie głupiego, ale co, grób będziemy otwierać i sprawdzać? Anioł z pochodnią to wyposażenie pracowni świętego, albo też uczestnik objawienia – znowu zagadka. Ciekawa jest sztaluga, której używa Łukasz. Rzeźbiona głowa i zdobiona podstawa – pełna ekstrawagancja. Aż głupio byłoby z takiej korzystać, żeby nie pobrudzić. Ale świętemu wolno. Dość tego. Fałszerstw jest dziewięć. Pozdrawiam ochryple.