nasze media Najnowszy numer MGN 10/2018

Franek Fałszerz

|

MGN 12/2010

dodane 03.02.2012 09:50

Straszni jeźdźcy

Wiktor Michajłowicz Wasniecow (1848 - 1926, „Jeźdźcy Apokalipsy” 1878 r., Muzeum Historii Religii w Sankt Petersburgu

Pismo Święte jest bardzo obrazowe. Dlatego nadaje się znakomicie na obrazy. Szczególnie obrazowa jest Apokalipsa – ostatnia księga Biblii. Jan apostoł spisał w niej swoje widzenia dotyczące przyszłości. Widzenia niezwykłe. Choć właściwie to wszystkie widzenia są niezwykłe – z wyjątkiem takich, które mają więźniowie, gdy ich ktoś odwiedzi. Jednak widzenia Janowe są chyba najniezwyklejsze. Święty w jakimś nadprzyrodzonym skrócie ujrzał przyszłość. Zobaczył historię zbawienia i zło, które zbawieniu się sprzeciwia. Zobaczył ludzi i siły, które o ludzi walczą. Cnota i grzech, światło i ciemność, groza i ratunek. Ogrom znaków i symboli. To było coś takiego, czego nie da się opowiedzieć, a jednak Jan opowiedzieć to musiał. Dlatego szukał porównań. „Słońce stało się czarne jak włosienny wór, a cały księżyc stał się jak krew” – czytamy. Ten księżyc widzicie na obrazie. Czy on jest „jak krew”? Trudno powiedzieć. Ale skoro słowa nie mogły oddać tego, co się widzi, to czy malowidło zdoła to uczynić?

Duchowny malarz
W każdym razie wielu malarzy próbowało. Wśród nich Wiktor Wasniecow. Nazwisko zdradza, że to Rosjanin. To niejedyny religijny temat, jaki podejmował. Nic zresztą dziwnego, bo był bardzo religijny. Miał dziesięć lat, gdy podjął naukę w… seminarium duchownym. Bo to był XIX wiek w prawosławnej Rosji. Tam duchowni, o ile nie zostali mnichami, kształcili się w innym trybie niż katolicy. Przygotowanie do święceń przebiegało trochę jak w zwykłej szkole. Ojciec Wiktora zresztą też był duchownym, a jego dziadek miał święcenia malarza ikon – bo prawdziwi malarze ikon mieli specjalne święcenia. Jak widać Wasniecow miał idealne warunki, żeby zostać duchownym malarzem. Toteż po zdobyciu dyplomu z seminarium, zajął się doskonaleniem umiejętności malarskich. W tym celu wyjechał do stolicy, którą wtedy był Petersburg. Tam dostał się na Akademię Sztuk Pięknych. Był na trzecim roku, gdy na uczelni pojawili się Pieriedwiżnicy. Byli to artyści, którzy zbuntowali się przeciw panującemu w XIX wieku akademizmowi. Nie chcieli malować wiecznie tych samych sztampowych tematów. Chcieli pokazać Rosję, jej tradycję i teraźniejszość. Stworzyli znakomite dzieła, zwłaszcza Ilia Riepin.

Woda z ogniem
Sam Wasniecow sprzyjał Pieriedwiżnikom, ale malował po swojemu. Miał w głowie jakby dwa malarskie światy: ten od ikon i ten, który wypracowała zachodnia Europa. I próbował to połączyć. Szczególne efekty jego starań widać na ścianach cerkwi św. Włodzimierza w Kijowie. Niektórzy uważali, że to skandal, że świętokradztwo. Ale byli też tacy, którym się to podobało. Dzięki temu freski Wasniecowa można podziwiać w kijowskiej cerkwi do dzisiaj. Zresztą różne malowidła tego artysty są powszechnie znane, choć niekoniecznie wszyscy kojarzą je z nazwiskiem autora.

Na koniec lepiej
Skoro już coś wiemy o autorze, wróćmy do powyższego obrazu. Widać na nim przede wszystkim tytułowych jeźdźców. Czytamy o nich w szóstym rozdziale Apokalipsy. Pojawiają się jeden za drugim, po tym, jak Baranek (widoczny u góry) łamie kolejne pieczęcie. Pierwszy jest jeździec na białym koniu – ten wygląda jak wojownik. Św. Jan mówi, że „wyruszył jako zwycięzca, by jeszcze zwyciężać”. I zwycięża. Spod kopyt jego konia pierzchają władcy i mocarze. A robi się coraz groźniej. Następny jest „koń barwy ognia, a siedzącemu na nim dano odebrać ziemi pokój, by się wzajemnie ludzie zabijali – i dano mu wielki miecz”. U dołu widać skutki aktywności tego jeźdźca: ludzie walczą ze sobą. Kolejny, to „czarny koń, a siedzący na nim miał w ręce wagę”. I jest wreszcie „koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła”. Poniżej tego konia widać „klimaty piekielne”. W gęstniejącej ciemności kotłują się potępieńcy. Atmosfery dopełniają łamiące się wskutek trzęsienia ziemi kolumny, sine kolory na linii horyzontu. Czuje się też niemal trzepot skrzydeł widocznych w tle aniołów i nadchodzących w chwale nieba świętych. I ten ostatni motyw jest najważniejszy – bo Apokalipsa, mimo budzących grozę opisów, opisuje szczęśliwy koniec czasów. Po ciężkich przejściach zło zostanie pokonane i nastanie wieczne panowanie Chrystusa. I o to chodzi. Bez tego nic nie miałoby sensu – również malowanie takich obrazów. I nie tylko takich. To miłego szukania 11 fałszerstw.