Prawda nadęta

Franciszek Kucharczak

|

MGN 02/2010

publikacja 19.01.2010 15:51

Balon pokazuje, że nie każda duża rzecz jest wielką sprawą

BALON 1. Marsjanie

Ludzie czasem robia innych w balona dla zartu, ale najczesciej dla zysku i dla władzy. Dzis ofi ara wielkich oszustw padaja miliony, a nieraz nawet miliardy ludzi. Informacje docieraja błyskawicznie do wszystkich. Tylko nieliczni maja mozliwosc, czas i ochote je sprawdzac. Niestety, skutki naiwnej wiary we wszystko, co widac i słychac, moga byc tragiczne, a juz na pewno kosztowne. Był 30 października 1938roku.

Prawda nadęta   Orson Wells na antenie radia CBS. Wells był autorem słuchowiska o Marsjanach, które wywołało panikę w USA fot. HARLIEKENNEDY.WORDPRESS.COM „Prosze panstwa, to najbardziej przerazajaca rzecz, jaka w zyciu widziałem!” – dyszał do mikrofonu reporter amerykanskiej stacji radiowej CBS. Przed odbiornikami setki tysiecy słuchaczy dowiedziało sie własnie, ze Ziemie zaatakowali przybysze z Marsa: „Potworne istoty atakuja ludzi jakimis promieniami, miazdza ich i truja gazem. Wysłane przeciw nim wojsko z artyleria i czołgami ponosi kompletna kleske. Tysiacami gina cywile”. Reporter usadowiony na dachu jednego z nowojorskich wiezowców krzyczał, ze nadchodza maszyny wielkie jak drapacze chmur. Wyrzucaja chmury dymu, od którego ludzie padaja jak szczury: „Dym jest coraz blizej. Jeszcze tylko 100 jardów, jeszcze 15…”.

Nagle w głosnikach zapadła cisza. A w miastach i na wsiach zapanowała panika. Jakas kobieta z krzykiem wpadła podczas Mszy do koscioła w Indianapolis, krzyczac: „Koniec swiata! Nowy Jork zniszczony!”. Na ulice wyległy tłumy uciekinierów. Niektórzy z mokrymi szmatami na głowach, zeby uchronic sie przed atakiem gazowym. Wielu modliło sie, oczekujac smierci. Byli tacy, którzy przysiegali dziennikarzom i policji, ze na własne oczy widzieli Marsjan. Policja w Nowy m Jorku w krótkim czasie odnotowała 10 tysiecy zapytan telefonicznych, a szpitale zapełniły sie zszokowanymi ludzmi. Drogami wylotowymi z miast uciekali mieszkancy. Byle dalej atakujacych Marsjan.

Co stało sie w rzeczywistosci? Radio nadało słuchowisko Orsona Wellsa, oparte na powiesci fantastycznej „Wojna swiatów”. Zapowiedziano to wyraznie na poczatku, ale poniewaz słuchowisko udawało relacje „na zywo”, mnóstwo ludzi uwierzyło, ze to dzieje naprawde. Pracownicy stacji CBS, widzac, co sie dzieje, zaczeli wyjasniac, ze to tylko fi kcja literacka, ale te komunikaty niewiele dały. Rozgłosnie zobowiazano do pokrycia strat, które wyniosły prawie milion dolarów. Stanowiło to sume ogromna, bo wartosc dolara w tamtych czasach była znacznie wyzsza niz dzisiaj.

BALON 2. Jaskiniowcy

W roku filipiński minister Manuel Elizalde odkrył na wyspie Mindanao plemie jaskiniowców. Ludzie ci mówili niezrozumiałym jezykiem, mieszkali w skalnych grotach, posługiwali sie kamiennymi narzedziami, jedli owoce i rosliny znalezione w lesie. Ubierali sie w przepaski z lisci. Byli łagodni, nie zabijali, nie kradli, nie walczyli ze soba. Gdy swiat obiegła wiesc o odkryciu, media okrzykneły je odnalezieniem raju.

Prawda nadęta   „Odkrywca” ludu Tasady, filipinski minister Manuel Elizalde (w centrum zdjęcia). Ministra i jego towarzyszy otaczają członkowie plemienia z wyspy Mindanao, którym kazał udawać jaskiniowców fot. CORBIS/BETTMANN Napisano o tym ksiazke, a cenione czasopismo „National Geographic” jedno ze zrobionych tam zdjec umiesciło na okładce. Plemie odwiedzili sławni ludzie, miedzy innymi aktorka Gina Lollobrigida. Sprawa zainteresowali sie antropolodzy, czyli naukowcy badajacy człowieka i jego pochodzenie. Chcieli prowadzic dokładniejsze obserwacje, ale ówczesny prezydent Filipin Marcos utworzył tam rezerwat i zabronił wstepu.

Powołana fundacja miała chronic plemie Tasaday i zbierac pieniadze na jego utrzymanie. W 1986roku, gdy upadła dyktatura prezydenta Marcosa, do rezerwatu wkradli sie dwaj dziennikarze. Okazało sie, ze „jaskiniowcy” mieszkaja w domach, nosza dzinsy i fi rmowe koszulki. Z okolicznymi farmerami handlowali wedzonym miesem i ani im w głowie było uganiac sie po lesie za korzonkami. Dlaczego udawali dzikusów z epoki kamienia łupanego?

Minister Elizalde kazał im ubrac sie w liscie i siedziec w grotach. Porobił sobie z nimi zdjecia i... odkrycie gotowe. Po co ta maskarada? Proste – chodziło o pieniadze. W 1983 roku pan Elizalde zabrał z fundacji zebrane miliony i tyle go na Filipinach widzieli.

BALON 3. Tajemnicze kręgi

W latach 70. ubiegłego wieku zauważono – głównie na Wyspach Brytyjskich – wygniecione w zbożu figury geometryczne. Przeważnie kręgi i linie. Z czasem pojawiały się wymyślniejsze wzory. Gospodarze pól rozkładali ręce. Nie mieli pojęcia, jak powstały te dziwne „rysunki”. Tropiciele przybyszów z kosmosu mieli na to jedną odpowiedź: UFO. „Specjaliści” od pozaziemskich cywilizacji wypowiadali się przed kamerami. Twierdzili, że człowiek nie potrafi stworzyć czegoś tak precyzyjnego, co daje się należycie ocenić tylko z lotu ptaka.

Prawda nadęta   Wzór wygnieciony w zbożu na jednym ze szwajcarskich pól w 2007 roku fot. PAP/EPA/SANDRO CAMPARDO Zaraz też znaleźli się świadkowie, którzy słyszeli nad polami dziwne dźwięki, a nawet widzieli świetliste kule. Niektórzy twierdzili, że znaki na polach to tajemne symbole i kody. Nie brakowało i takich, którzy upierali się, iż symbole te mają moc uzdrawiania. Aż tu w 1991 roku dwaj starsi panowie Doug Bower i Dave Chorley przyznali się, że to oni wygniatali zboże. Pokazali nawet, jak to robią. Wystarczyły im sznurki i przytwierdzona do stopy deska.

A potem setnie bawili się, oglądając relacje o „nadzwyczajnym zjawisku” i słuchając uczonych wywodów „fachowców” od UFO. Ci ostatni nie chcieli jednak dać za wygraną. Chwycili się nadziei, że niektóre wgniecenia w zbożu, z powodu nadzwyczajnie skomplikowanego kształtu, pochodzą jednak spoza ziemi. Jednak i te nadzieje rozwiano, gdy ujawniły się całe grupy specjalizujące się w tworzeniu skomplikowanych wzorów w zbożu.

Pomagali sobie techniką komputerową, a w nocy używali noktowizorów. Jedna z takich grup sfilmowała nawet tworzenie wzorów na polu. Gdy sprowadzony tam czołowy „znawca ufolog” Terence Meaden zbadał dokładnie zjawisko, orzekł „na sto procent”, że to dzieło pozaziemskiej cywilizacji. Wtedy zbożowi artyści pokazali mu film z powstawania „pozaziemskiego dzieła”. Pan Meaden miał odpowiedzieć: „No cóż, nawet ekspert może się czasem pomylić”. Jak widać, jeśli ktoś chce być oszukiwany, nie ma sposobu, żeby go wyprowadzić z błędu.

BALON 4. Przeludnienie

W 1972 roku zebrali się najbardziej wpływowi ludzie świata, tworząc tak zwany Klub Rzymski. Radzili nad zagrożeniami, przed jakimi ich zdaniem stoi świat. Owocem spotkania był raport pod tytułem „Granice wzrostu”. Autorzy stwierdzili, że trzeba natychmiast zatrzymać przyrost liczby ludzi, bo ziemia nie będzie w stanie nas wyżywić, bo wyczerpią się zasoby naturalne, a środowisko ulegnie zniszczeniu.

Prawda nadęta   Paul Ehrlich, gorący zwolennik zmniejszenia liczby ludności świata fot. WWW.IISD.CA/CLIMATE Sposobem na to miały być ułatwienia w zabij aniu dzieci przed narodzeniem, rozpowszechnienie antykoncepcji, pozbawianie ludzi płodności i tym podobne działania. Każdy kraj powinien był zmniejszyć liczbę ludności. Dennis Meadows, jeden z członków Klubu Rzymskiego, powiedział, że na przykład zaludnienie Polski powinno zmaleć do 15 milionów (czyli o ponad połowę) i na tym poziomie pozostać.

O zmniejszenie liczby ludzi szczególnie zabiegał Paul Ehrlich, autor książki „Bomba demografi czna”. Straszył, że z powodu przeludnienia w najbliższych latach setki milionów ludzi umrą z głodu. „Najbliższe lata” minęły już kilkadziesiąt lat temu, więc pan Ehrlich przesuwał spełnienie swojego proroctwa o kolejne dziesięciolecia. W końcu w 1990 roku ogłosił, że każdego dnia na świecie umiera z głodu 40 tysięcy dzieci.

Kłamał, bo tylko 5 procent spośród tej liczby to ofi ary głodu. Reszta umiera z powodu chorób i wypadków. Ale tak jakoś jest, że ludziom łatwiej wierzyć w kłamstwa niż w prawdę. Dlatego też raport Klubu Rzymskiego został bez zastrzeżeń przyjęty w wielu krajach i przyrost naturalny w niektórych częściach świata zmalał, a gdzieniegdzie nawet zaczęło ludzi ubywać. Widać to w najbardziej rozwiniętych państwach Europy.

Dziś ich starzejący się mieszkańcy boją się o to, kto będzie ich utrzymywał na starość. W wymierającej Europie, która jeszcze nigdy w dziejach nie pławiła się w takim dobrobycie, panuje największy lęk przed przeludnieniem. Jak widać świat ma problemy nie dlatego, że jest na nim za dużo ludzi, lecz dlatego, że jest na nim za dużo egoistów.

BALON 5. Pluskwa milenijna

T o miała być olbrzymia katastrofa. Gdy kończył się rok 1999, komputery miały zgłupieć, po podobno ich systemy operacyjne były nieprzystosowane do przestawienia się na rok 2000. Chodziło o to, że kilkadziesiąt lat przed rokiem 2000, kolejne lata oznaczano w komputerach dwoma ostatnimi cyframi. I tak zostało.

Prawda nadęta   Przygotowywanie zabezpieczeń przed pluskwą milenijną w Kuala Lumpur – 30 grudnia 1999 roku fot. EAST NEWS/AFP PHOTO/JIMIN LAI Gdy zbliżał się koniec roku 1999, oznaczany cyframi 99, niektóre firmy informatyczne zaczęły straszyć, że rok 2000 komputery odczytają jako 00 i „zrozumieją”, że jest na przykład rok 1900. To zagrożenie nazwano pluskwą milenijną.

Specjaliści twierdzili, że cały świat może opanować chaos. Stanąć miały elektrownie, zatrzymać miały się pociągi, zamilknąć miały telefony. Zamęt miał zapanować nawet w urządzeniach wojskowych. Siły zbrojne mogły stracić kontrolę nad swoimi arsenałami. Na szczęście te fi rmy miały odpowiednie oprogramowanie i sprzęt pozwalający uniknąć problemu. Rządy przeznaczyły ogromne kwoty na zapobieżenie katastrofie.

Nieliczne kraje, wśród nich Rosja i Chiny, zlekceważyły zagrożenie. Spotkała je za to wielka krytyka ze strony szefów państw „zapobiegliwych”. W sylwestrowy wieczór 1999 roku zastępy dziennikarzy do północy dyżurowały w elektrowniach, w szpitalach i w zakładach pracy. Gdy nadeszła godzina 0.00, rozległ się huk.

Jak co roku w Nowy Rok, strzelały petardy, sztuczne ognie i korki od szampanów. I... to wszystko. Poza kilkudziesięcioma drobnymi usterkami nic się nie stało. Poza tym, że na „antypluskwowy” sprzęt i oprogramowanie wydano na świecie 300 miliardów dolarów.