Co łączy prezydenta Ignacego Mościckiego, premiera Tadeusza Mazowieckiego, błogosławionego ojca Honorata Koźmińskiego i podróżnika Tony Halika? Wszyscy chodzili do tej samej szkoły – najstarszej szkoły w Polsce.
Maturzysta Krzysztof Olejniczak na schodach prowadzących do szkolnego muzeum
fot. ROMAN KOSZOWSKI
Wąskimi schodami schodzimy w dół. Ocieramy się o gotyckie cegły pamiętające czasy Kazimierza Jagiellończyka, a może nawet wcześniejszych władców Polski. Zapach jak w lochach starego zamczyska. Ale to nie w zamku jesteśmy, ani w miejskim muzeum. Tuż obok trwa powtórka przed maturą. To tak zwana Małachowianka, czyli Liceum im. Stanisława Małachowskiego w Płocku. 1180 Cztery cyfry w herbie szkoły wskazują, że lekcje odbywają się w tym miejscu od ponad ośmiuset lat. To oznacza, że Małachowianka to nie tylko najstarsza szkoła w Polsce, ale też jedna z najstarszych szkół w Europie. Zanim w 1921 r. otrzymała imię marszałka Stanisława Małachowskiego, kilkakrotnie zmieniała rodzaj nauczania. A wszystko zaczęło się dzięki kobiecie o imieniu Dobiechna...
SOPRANY, TENORY, BASY I ALTY
Setki lat temu w murach szkoły z pewnością brzmiał średniowieczny chorał. Teraz we wtorki i czwartki znów niesie się pieśń. W szkolnym chórze Minstrel śpiewa prawie... setka dziewcząt i chłopców. Koncertują w kraju i za granicą. – Śpiewamy wielogłosem. Najbardziej czekamy na czwartki – wtedy soprany i tenory mają próbę razem z basami i altami – opowiada Magda Grzegorzewska śpiewająca sopranem. – Próby, koncerty, ale i obozy szkoleniowe to świetna okazja, by pobyć ze sobą i lepiej się poznać – dodaje Tomek Bielak. Co roku dyrygent chóru przesłuchuje każdego pierwszoklasistę. – W 30-osobowej klasie średnio ósemka nadaje się do chóru – ocenia pan Sławomir Gałczyński, który 18 lat temu założył Minstrel. Licealiści spotykają się też na próbach szkolnego teatru. Od wielu lat zapraszają niepełnosprawnych z dwóch płockich ośrodków szkolno-wychowawczych. – To nasi partnerzy – mówią o tych aktorach uczniowie. – W teatrze uczymy się cierpliwości i odpowiedzialności za drugiego człowieka – przyznaje Alek Pietrzak, drugoklasista. – I czasem musimy improwizować – uśmiecha się maturzystka Ania Korzeniak.
SZTUKA ZAMIAST BAZGROLENIA
Pamiątek po wychowankach jest w Małachowiance wiele. Nie brakuje też śladów dawnego nauczania. Na przykład nauczyciel fizyki już ponad sto lat temu nie musiał z tablicy zbyt często ścierać kredy. A to dlatego, że tablica miała cztery obrotowe płaszczyzny. Z kolei profesor rysunku bardzo zainteresowany astronomią, za pomocą świeczki, soczewki, tabliczki i małego globusa skonstruował urządzenie wyjaśniające, jak powstają zaćmienia słońca i księżyca. Wśród ciekawych eksponatów w szkolnym muzeum zobaczyć można kartę z zeszytu do kaligrafi i z 1835 r. Nauka starannego pisania była kiedyś jednym z podstawowych przedmiotów. Na koniec roku uczeń wpisywał do klasowego zeszytu zdanie, którym miał pokazać, jak dużo ćwiczył z piórkiem w ręku. – Żałuję, że za moich czasów nie było zajęć z kaligrafii – mówi pani Elżbieta Ciesielska-Zając, która Małachowiankę ukończyła w 1959 r. Zresztą większość nauczycieli to wychowankowie szkoły.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł