Lubi zadawać zagadki. Po śniadaniu studiuje opasłe księgi historyczne. Twierdzi, że prawdziwą modlitwą jest życie. Nawet tętno ma z Ewangelii.
Wielką pasją Karola Nahlika jest jego „Historia pisana inaczej”
fot. ROMAN KOSZOWSK
W Śledziejowicach, niedaleko Wieliczki, stoi dom. Nazywa się Effatha. To po hebrajsku: „Otwórz się”. Od 24 lat razem ze swoimi przyjaciółmi ze Wspólnoty Arka mieszka tutaj Karol Nahlik. Urodził się z zespołem Downa, dlatego nie od razu można go zrozumieć. Mówi cicho, ale to, o czym mówi, zapada w pamięci bardzo bardzo głęboko.
HISTORIA INACZEJ
Mieszkańcy Effathy przyzwyczaili się już, że wczesnym rankiem ktoś szura w domu kapciami. – Wstaję prawie jak kameduła. To znaczy wtedy, gdy za oknem jest jeszcze ciemno – pan Karol woli nie zdradzać godziny pobudki. – W zakonach są różne zwyczaje, nazywane formułami. Ja mam własną formułę, nazwij my ją „formułą karoliańską” – śmieje się. – Przygotowuję śniadanie, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią. Później zwykle zaczynam coś pisać. Czasem tak piszę aż do obiadu. W saloniku przy oknie leży gruby tom Encyklopedii Powszechnej PWN. Na nim zeszyt z notatkami. Tu powstaje „Historia pisana inaczej”. Tak Karol Nahlik nazywa swoje wieloletnie zapiski. „Historia Armenii”, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, „Święty Bernard z Clairvaux”, „Historia wierzeń i idei religijnych” – to tylko niektóre tytuły książek, które zawsze ma pod ręką. „Milczanie było to zaś plemię serbołużyckie zamieszkujące w rejonie Budziszyna” – tak zaczyna się zeszyt, który aktualnie zapisuje. – Ile już powstało tomów „Historii pisanej inaczej”? – dopytuję. – Lepiej nie mówić – autor łapie się za głowę.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł