Ty też, mój synu?

Franciszek Kucharczak

|

MGN 03/2010

publikacja 17.02.2010 11:49

Ten zamach byłby nieudany, gdyby ofiara przeżyła. Ponieważ stało się inaczej - zamach był nieudany podwójnie.

Ty też, mój synu? MAL. JEAN LEON GEROME/WALTERS ART MUSEUM (BALTIMORE/MARYLAND/USA)

Nadchodziły idy marcowe – 15 marca w kalendarzu rzymskim. Nad ranem Kalpurnia, żona Juliusza Cezara, obudziła się przestraszona. Śnił się jej mąż w kałuży krwi. – Nie idź dzisiaj do senatu – błagała. Cezar do tej pory lekceważył ostrzeżenia, a ostrzegano go już kilkakrotnie, że grozi mu zamach. Mówił, że życie w ciągłej obawie to żadne życie.

GORZKI OWOC ZBRODNI
Zamachowcy spodziewali się, że swoim czynem uchronią Rzym od władzy jednego człowieka, a tym samym zachowają własną władzę, wpływy i majątki. Srodze się pomylili. Gdy miesiąc później odbywał się pogrzeb Cezara, stronnik zamordowanego, Marek Antoniusz, wygłosił do tłumu płomienną przemowę, w której wychwalał zasługi zmarłego. W pewnym momencie uniósł w górę okrwawioną togę Cezara. To zadziałało jak iskra na proch. Wybuchły zamieszki. Rzymianie chcieli krwi sprawców zamachu. Ci zdołali umknąć, ale nie na długo. Większość z nich nie przeżyła Cezara dłużej niż trzy lata, a ostatnich trzech zostało straconych 13 lat później. Chociaż Juliusz Cezar nie zdążył objąć pełnej władzy nad państwem, zdołali to zrobić jego następcy. Kilkanaście lat później uczynił to jego adoptowany syn Oktawian August. Choć słowo „Cezar” było rodowym mianem Juliusza i Oktawiana, z czasem stało się tytułem władców Rzymu, a później monarchów, którzy przypisywali sobie władzę większą niż królewska.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.