Misja specjalna

Piotr Sacha

|

MGN 05/2009

publikacja 07.04.2009 14:25

Jak przeliczać ułamki w języku suahili? Nauczycielka matematyki z Chorzowa zrezygnowała z pracy na uniwersytecie, by uczyć afrykańskie dzieci.

Misja specjalna Tanzańscy licealiści uczą się matematyki po angielsku fot. ARCHIWUM JOLANTY KAZAK

Przez siedem lat Jolanta Kazak prowadziła zajęcia na Uniwersytecie Śląskim. Z roku na rok coraz częściej myślała o tym, by wyjechać na misje. Ale jak ja mogłabym pomóc – głowiła się. Gdy usłyszała, że afrykańskie dzieci bardzo potrzebują nauczycieli, znała już odpowiedź. Najpierw przez miesiąc mieszkała w Togo, a potem przez trzy miesiące w Tanzanii. W maju wraca do swoich tanzańskich uczniów z Bugisi. Zostanie z nimi co najmniej przez dwa lata.

Pięć godzin matematyki
Gdy w minionym roku po raz pierwszy zjawiła się w Bugisi, w Polsce rozpoczynał się rok szkolny. – Myślałam, że na początku przyjrzę się wszystkiemu z boku, przygotuję się do prowadzenia lekcji w zupełnie nowych warunkach. A tu już pierwszego dnia usłyszałam, że nazajutrz poprowadzę korepetycje, bo zostało tylko 10 dni do matury – śmieje się misjonarka. W Tanzanii rok szkolny zaczyna się 15 stycznia i trwa do końca listopada. Później są długie ferie, ale nie zimowe, bo temperatura powietrza jest tu wysoka przez cały rok. Misja Bugisi to 28 wiosek, gdzie znajduje się 40 szkół podstawowych i 8 średnich. Pani Jolanta wspomina swoje pierwsze zajęcia w szkole średniej.

– W klasie czekało na mnie 80 uczniów – opowiada. – Wszyscy w mundurkach szkolnych, czyli jednokolorowych koszulkach. Jak się okazało, w całej szkole było w sumie 450 młodych Tanzańczyków i... trzech nauczycieli. Pewnego razu lekcja trwała pięć godzin. Gdy zaproponowałam uczniom przerwę, zaprotestowali. Od dłuższego czasu nie mieli matematyki, a zbliżał się egzamin. Chłonęli każde słowo – opowiada nauczycielka. – Jeśli zdarzało się, że któryś z uczniów przysypiał na lekcji, to nie ze zmęczenia, a z głodu. Trudno z pustym żołądkiem myśleć o logarytmach – mówi pani Jolanta. – Innym razem, gdy zrobiłam klasówkę, zauważyłam, że tylko niektóre z dzieci piszą. Pozostałe czekają na... długopis. Ci, którzy skończyli, przekazywali kolegom swoje długopisy.

Różniczki, całki i macierze
Jolanta Kazak skończyła w Polsce dwa kierunki: matematykę i teologię. Z matematyki obroniła doktorat. 11 stycznia odebrała krzyż misyjny w kościele w swoim rodzinnym Chorzowie. – Będę go nosiła w Afryce – zapewniała. – Tym razem wyjeżdżam już jako misjonarka świecka Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Nie jest to już tylko moja misja, ale posyła mnie Kościół. Gdy będzie mi ciężko, zawsze będę mogła spojrzeć na mój krzyż – dodaje. – Kiedy odkryła Pani swoje powołanie? – pytam. – Po raz pierwszy było to cztery lata temu. Podczas studiów teologicznych na wykładzie z misjologii. Mij ały miesiące, a ja coraz bardziej chciałam wyjechać na misje – wspomina chorzowianka. Jest przekonana, że uczenie matematyki dzieci w Afryce to specjalna misja. Pani Jolanta daje im szansę na znalezienie dobrej pracy i godniejsze życie. Tym bardziej że w Bugisi talentów nie brakuje.  Dzieci, choć biedne, są bardzo ambitne. W ostatnich klasach liceum afrykańscy uczniowie przerabiają rachunek różniczkowy, całkowy i macierze. W Polsce można ten materiał znaleźć dopiero w podręcznikach studentów. Uczniowie w Bugisi bardzo lubią zadania obrazowe i konkretne, to znaczy bliskie ich życiu.

Całuję twoje stopy
W tym roku mija 50 lat od założenia Kościoła w Bugisi. Pani Jolanta chce być blisko tamtejszych mieszkańców. Najpierw jednak musi dobrze poznać miejscowy język suahili. Misjonarka uczy się go codziennie od kilku miesięcy. Szlifuje też swój angielski, bo w Tanzanii w szkołach średnich nauka odbywa się tylko w tym języku. – Dzieci pozdrawiają najczęściej starszych słowami shikamoo, co dosłownie znaczy „całuję twoje stopy”. Odpowiedź to marahaba, czyli „nie za wiele razy”. Pamiętam, jak raz się pomyliłam i powiedziałam marasaba, a to znaczy „dokładnie siedem razy”. Uczniowie mieli niezły ubaw – wspomina pani Jolanta. Chorzowianka wróci do Polski najwcześniej za dwa lata. – Życie w Afryce jest piękne, ale trudne – mówi. – Zwłaszcza dla Europejczyka – dodaje. W zeszłym roku na przykład zachorowała na malarię.

Lekcje dla nauczycieli
Polska misjonarka prace w średniej szkole w Bugisi rozpocznie w drugim semestrze, czyli w lipcu. Wcześniej chce odwiedzać okoliczne wioski i zachęcać nie tylko dzieci do dodatkowych zajęć matematycznych. – Będę też prowadzić warsztaty dla nauczycieli – planuje pani Jolanta. – A trzy razy w tygodniu odbywać się będzie kółko matematyczne dla uczniów, na które może przyjść każdy – zapowiada. Takie dodatkowe zajęcia w domu parafi alnym odbywały się już podczas jej poprzedniego pobytu w Tanzanii. – Byłam poruszona zaangażowaniem uczniów. Jeden z nich, czternastoletni Wilfred, dojeżdżał na lekcje rowerem aż dwie godziny. Później w ten sam sposób wracał do domu – mówi matematyczka. Misjonarka ma jeszcze jedno marzenie. W soboty chciałaby poprowadzić zajęcia tylko dla dziewczynek. – Dziewczęta czują się gorsze od chłopców. Nie mają motywacji do nauki, bo w tamtej kulturze kobieta jest całkowicie podporządkowana mężczyźnie. Zależy mi, by przełamały swoją nieśmiałość, by uwierzyły w siebie – podkreśla.