Naukowcom udało się szczegółowo zaobserwować to zjawisko na największym księżycu Układu Słonecznego.
Kiedy w nocy z 19 na 20 stycznia br. na niebie nad całą Polską pojawiły się różnokolorowe wstęgi światła, niektórzy przecierali oczy ze zdumienia. Tak silnej zorzy polarnej nad naszym krajem nie odnotowano od dawna. Nie każdy nawet wiedział, że to zjawisko można zaobserwować poza obszarami okołobiegunowymi.
A czy wiedzieliście, że zorze polarne występują też na innych planetach? Otóż można je zaobserwować np. na Wenus, Marsie, Jowiszu, Saturnie i Uranie. Co ciekawe, występują nawet na największym księżycu Jowisza – Ganimedesie. Mało tego, są podobne do tych ziemskich. Poinformowali o tym naukowcy z Uniwersytetu w Liège w Belgii.
Odkryto, że tamtejsze zorze polarne – podobnie jak w przypadku Ziemi i Jowisza – są podzielone na łańcuch obszarów. Takie struktury nazywa się „koralikami zorzowymi” (ang. auroral beads). Ustalono, że w przypadku Ganimedesa poszczególne elementy mają zwykle rozmiar ok. 50 km.
Jako jedyny z księżyców w Układzie Słonecznym Ganimedes posiada własne pole magnetyczne, podobne do ziemskiego. W jego przypadku za generowanie zórz polarnych odpowiedzialne jest wpadanie elektronów w cienką tlenową atmosferę tego księżyca.
A jak powstaje to zjawisko na Ziemi?
Zorza to wspólny występ Słońca i ziemskiej atmosfery. Nasza najcenniejsza gwiazda co pewien czas zwiększa swoją aktywność, wyrzucając większe niż zwykle ilości cząsteczek, zwane wiatrem słonecznym. Są to głównie naładowane elektrony i protony. Gdy Słońce wystrzeli większą ilość cząsteczek, ich lot zmieniają pole magnetyczne i atmosfera chroniące Ziemię. Niektóre jednak przedostają się w niższe partie w okolicach biegunów, przekazując część swojej energii cząstkom atmosfery, co powoduje świecenie
– wyjaśnia Adam Śliwa w marcowym numerze „Małego Gościa”.
Czytaliście już ten tekst? Polecamy!