nasze media Najnowszy numer GN 06/2021

Gabriela Szulik

|

MGN 09/2007

dodane 23.08.2007 13:01

Czekaniem były całe

Wspominają zamordowanych w Katyniu żyjący krewni ofiar zbrodni: Jadwiga Mandera, Wanda Kucharczak, Andrzej Wajda

Jakub do lewej kieszeni munduru, tej na sercu, włożył metalowy ryngraf z Matką Boską Częstochowską i wyjechał na front. Aniela do swej śmierci wierzyła w jego powrót.

Jakub Wajda   Jakub Wajda
Swojego ojca, Jakuba Wajdę, ofiarę mordu katyńskiego, wspomina syn, Andrzej Wajda, reżyser filmowy


Od lat powraca do mnie pytanie: zrób film o Katyniu. To prawda, jest to mój obowiązek. Kapitan Jakub Wajda leży pogrzebany w jednej z tych masowych mogił w Katyniu lub Miednoje – tak pisze znany reżyser filmowy, Andrzej Wajda w swojej autobiografii. Już po odzyskaniu przez Polskę wolności w 1989 roku pan Andrzej Wajda został zaproszony do Moskwy na spotkanie z rosyjskimi widzami swoich dawnych filmów. – Po kurtuazyjnej rozmowie z ambasadorem, wracałem długim korytarzem – opowiada pan Wajda. – Zatrzymał mnie jeden z urzędników i zaprosił do swego gabinetu.

Tam dowiedziałem się, jak naprawdę wyglądała egzekucja w lesie katyńskim. Oficerowie ginęli od pojedynczych strzałów w tył głowy przy czym czaszki były przestrzelone pod zbliżonym do siebie kątem. Ten szczegół budził zawsze moje pytanie, jakim sposobem mordercy mogli tego dokonać. Przygotowując się do filmu o Katyniu zastanawiałem się nad tym wielokrotnie. Słuchając mojego rozmówcy zobaczyłem, jak został zamordowany mój ojciec, kapitan Jakub Wajda, oficer 72. Pułku Piechoty. Las katyński w pewnym miejscu był przegrodzony wysokim na ponad dwa metry płotem, zbitym z desek tak dopasowanych, aby nie można było z zewnątrz dojrzeć, co kryje się po drugiej stronie.

Czekaniem były całe   Reżyser Andrzej Wajda w czasie konferencji prasowej na temat filmu „Katyń”. Obok – ojciec reżysera, kapitan Jakub Wajda, ofiara mordu katyńskiego fot. ARCHIWUM PRYWATNE Plecami do niego ustawiano oficerów, którzy nie spodziewając się najgorszego, wypatrywali morderców w głębi lasu. Tymczasem za płotem w zupełnym milczeniu czaiła się drużyna egzekucyjna licząca dokładnie tylu oprawców, ilu oficerów stało wzdłuż płotu. Zwykle mordowano po dwudziestu. Wzdłuż płotu mocowano ławkę. Na dany znak cały oddział stawał na niej a każdy z oprawców brał na cel jedną ofiarę i strzał w czaszkę padał pod kątem dokładnie takim, jaki wykreślili uczestnicy komisji Czerwonego Krzyża dokonującej pierwszej ekshumacji zwłok w Katyniu. Moja mama nie doczekała wiadomości o ojcu.

Oprócz dwóch listów, które dostała od żołnierza zwolnionego z niewoli sowieckiej nie doszła do nas żadna wiadomość o ojcu. Następną była już gazeta w 1943 roku, w której wyczytaliśmy: „Karol Wajda kpt., leg. ofic., list, karta szczepienia, kompas, cygarniczka, medalik”. Matka uczepiła się myśli, że zbieżność nazwisk jest przypadkowa. Nie pamiętam, aby ojciec mój nosił medalik na szyi, nie palił też papierosów w cygarniczce; mam dobrze w oczach scenę, kiedy matka przed wyjazdem na front dała ojcu metalowy ryngraf z Matką Boską Częstochowską i włożyła go do lewej kieszeni munduru, tej na sercu. Toteż czekała i wierzyła aż do swojej śmierci w 1950 roku w jego powrót

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 3
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 4
    kociaczek
  • 5
    aniela_b

Najwyżej docenione