nasze media Najnowszy numer MGN 02/2023

Krzysztof Błażyca

|

MGN 12/2021

dodane 17.01.2023 12:56

Tu się zaczyna raj

Wzgórze Jakubik nieopodal Krynicy-Zdroju to miejsce z historią. Tu mieszkał i żył zbój zwany Jakubkiem. Z Janosikiem walczył o przywództwo w bandzie. Łupił wszystko, co się dało. W końcu go pojmano i przetrzymywano w lochach. Gdy Jakubkowi udało się uciec, szlachta go dopadła i otoczyła. Zbójnik nie chciał wpaść w ich ręce i… powiesił się. Stąd nazwa wzgórza. Historię sprzed setek lat opowiada pan Marek Hopej, który teraz na wzgórzu prowadzi ośrodek dla danieli.

Najpierw konie

Pan Marek jest biologiem, kryniczaninem od pokoleń. Danielami zajmuję się prawie 20 lat. W jego ośrodku, w ogrodzonych kwaterach obejmujących łąki i las, mieszka 15 zwierząt. – Nie chcę, by były ciągle więzione, dlatego jesienią, kiedy rolnicy pozbierają swoje plony, zawsze je wypuszczam. Aby nie było szkód – dodaje. Wracają? – pytam. – Wracają na zimę, gdy skończy się pasza w lesie. Wtedy je dokarmiam. I tak sobie żyją... Kiedyś pan Marek miał stadninę koni. Potem chcial wielbłądy i alpaki. Ostatecznie sprowadził daniele. – Nie miałem żadnego doświadczenia – przyznaje. – Daniele przerywały ogrodzenie i szły do lasu. Ale łanie zaczęły wracać. Któregoś roku w lesie przyszły na świat młode. I tak zaczęło się wprowadzanie danieli w rejon. Teraz na wolności żyje ich chyba 40 – mówi pan Marek.

Daniele na ulicach

Daniele są inne niż jelenie i sarny. – Nie tak płochliwe – mówi przyrodnik. – Żerują o innej porze. Jelenie nad ranem, a daniele w ciągu dnia. No i daniele to zwierzęta parkowe. Można je spotkać tam, gdzie są ludzie. W Krynicy problem zaczął się, gdy daniele zaczęły chodzić między samochodami, wchodziły na posesje – opowiada pan Marek. – Kiedyś jedno zwierzę przychodziło przez całe lato do jednego z domów. Pani dawała mu jabłuszka. I zwierzę się przyzwyczaiło, i nie chciało odejść. Pan Marek zwierząt nie oswaja. One i tak podchodzą blisko. – Dlaczego nie uciekają? – pytam. – Bo taki mają charakter. Ale nie da się podejść blisko, bo są bardzo szybkie – mówi. Przyrodnik przez lata poznał zachowanie tych zwierząt. – Baliśmy się, że daniele wyprą sarny czy jelenie. Ale z mojej obserwacji wynika, że one nie wchodzą sobie w drogę. Żyją swoim życiem. A w lesie lepiej mieć więcej zwierząt.

Potrącona sarenka

Co jest najtrudniejsze w hodowli dzikiego zwierza? – pytam. – Człowiek nie jest mu potrzebny. Zwierzę sobie radzi – zapewnia pan Marek. – Natura stworzyła wszystko tak, jak ma być. Jeśli osobnik rodzi się słaby, umiera. Przeżywają najsilniejsze. Ale już przyroda bez człowieka nie da rady – dodaje przyrodnik. – Odkąd włożyliśmy swoje ręce w planetę, mamy wpływ na cały ekosystem. Dlatego tak ważne jest kontrolowanie poszczególnych gatunków na danym terenie. Bez kontroli powstałyby jeszcze większe szkody. To się nazywa gospodarka łowiecka. Na tym polega prawdziwe myślistwo i łowiectwo – tłumaczy. Człowiek chce pomagać zwierzętom w każdej sytuacji. Nie chce ich krzywdzić. – Dwa lata temu przywieźli do nas potrąconą na drodze sarenkę. Myśleliśmy, że nie przeżyje. Piła z butelki, spała z naszym psem w boksie. A potem przyszła wiosna i przyszedł po nią „chłopak”. No i zabrała się i poszła… – opowiada pan Marek.

Watahy coraz bliżej

Daniele w naturalnym środowisku mogą żyć nawet 15 lat. Największym zagrożeniem dla danieli są drapieżniki. Wilki, rysie, zdziczałe psy. – Nieraz kiedy wstaję o czwartej rano, ze wzgórza widzę stado jeleni szukających zboża albo watahy polujących wilków – mówi przyrodnik. – Wilki i psy zabiły nam już chyba 15 danieli z naszej hodowli. Podkopały się pod ogrodzenie i zagryzły. Watahy wilcze powinny żyć jakieś 30 km od człowieka. – I to jest dla środowiska naturalne – podkreśla pan Marek. – A teraz, gdy się nie poluje, na tym terenie mamy chyba 10 takich watah. Gdy tu stoję na wzgórzu, to widzę, jak wilki polują.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..