nasze media Mały Gość 9/2026

Wasz Franek fałszerz

|

Mały Gość 9/2026

dodane 27.08.2026 14:00

Władza z drugiego rzędu

Ludzie mają różne tytuły. Na przykład do króla – o ile się takiego jeszcze znajdzie – mówi się „wasza królewska mość” (czy tam inna wysokość), do biskupa mówi się „ekscelencjo”, a do kardynała – „eminencjo”. Teraz już trochę rzadziej tak się mówi, ale kiedyś te tytuły były na porządku dziennym.

Kardynała łatwo było rozpoznać po purpurowym stroju – i takiego też widzimy na tym obrazie. Co ciekawe, ten kardynał razem ze świeckimi dworzanami, wojskowymi kłania się głęboko zakonnikowi w skromnym franciszkańskim habicie. Duchowny schodzi po wielkich schodach, zaczytany w trzymanej książce tak, że wydaje się nie zauważać otaczających go ludzi. Sprawia wrażenie, jakby składane hołdy były mu całkowicie obojętne.

O co tu chodzi? Otóż ten człowiek to francuski kapucyn François Leclerc du Tremblay. Był szlachcicem. Przed wstąpieniem do zakonu otrzymał dobre wykształcenie, miał też doświadczenie wojskowe i znał się na dyplomacji. W 1599 roku wstąpił do kapucynów, gdzie przyjął imię Józef. Z czasem przylgnął do niego też inny przydomek – „szara eminencja”. Szara, bo nosił szarobrązowy habit, a eminencja, bo choć kardynałem nie był, to miał wielki wpływ na prawdziwego, „purpurowego” kardynała – biskupa Armanda-Jeana du Plessis de Richelieu. Ten to był dopiero dygnitarz. Przez prawie 20 lat był głównym ministrem króla Francji, Ludwika XIII, i, prawdę mówiąc, był bardziej politykiem niż duchownym. Bardziej zajmował go interes Francji niż sprawy wiary. Wiele jego decyzji podpowiadał mu właśnie Ojciec Józef. Kapucyn działał dyskretnie: doradzał, negocjował, prowadził poufne negocjacje i wykonywał delikatne misje na rzecz interesów Francji. Robił to nieoficjalnie, tak jakby zza kulis, ale na dworze francuskim i nie tylko tam ludzie wiedzieli, że to on stoi za wieloma pomysłami swojego zwierzchnika. Na obrazie jego związek z Richelieu podkreśla wielki arras z herbem kardynała, na tle którego malarz przedstawił postać zakonnika. Łatwo się więc domyślić, że scena ta rozgrywa się w pałacu kardynała.

Ojciec Józef nie jest kardynałem ani księciem, a to przed nim pochylają się najważniejsze osoby w państwie.

Oczywiście posiadanie władzy i wpływanie na ludzi nie musi mieć żadnej wartości, jeśli człowiek robi to po to, żeby okazać się lepszym od innych i tym innym pokazywać, kto tu rządzi. Kardynał Richelieu pokazywał, kto rządzi i dlatego nie jest wzorem do naśladowania. A czy jest nim Ojciec Józef? Na pewno na plus można mu policzyć to, że nie przywiązywał wagi do pieniędzy, luksusów, że nie zależało mu na błyszczeniu. Co więcej, był człowiekiem szczerze wierzącym, ale po trosze był też intrygantem, co godne pochwały nie jest.

Pan Jean-Léon Gérôme, który namalował ten obraz, nie zrobił tego po to, żeby z Ojca Józefa zrobić ideał. Jego myśl jest taka, że nie zawsze trzeba zajmować wysokie stanowisko, nosić bogate stroje i posiadać oficjalne tytuły, żeby mieć władzę i wpływ na najważniejsze decyzje. No i że kto nie traci energii na luksusy i honory, ten może osiągnąć więcej niż ten, kto za tym wszystkim goni. Taki był Ojciec Józef, który stał się wzorem dla określenia „szara eminencja”. Oznacza ono osobę, która nie ma oficjalnego wysokiego stanowiska, ale sprawuje realną władzę i potajemnie kieruje ważnymi sprawami.

A teraz pytanie: w jakim stylu jest namalowany ten obraz? Tak jest! W stylu akademickim! Brawo dla tych, co zgadli. Przypomnę, że ten styl był najbardziej popularny w XIX wieku. Nazwa wzięła się od wyższych szkół artystycznych – akademii właśnie – gdzie uczono perfekcyjnego malowania w imię „poprawiania natury”. Akademicy najczęściej czerpali wzory z tematów historycznych. Tak jak tu.

No to do dzieła, smoki moje. Fałszerstw jest tym razem osiem.