dodane 18.06.2026 12:00
Wakacje nadchodzą, więc i ja nadchodzę z tematem wakacyjnym. Obraz nazywa się „Kąpiel morska w Étretat”, a w zaufaniu powiem wam, że przedstawia kąpiel morską w Étretat. Niespodzianka, co? Piszę o tym, żeby was upewnić, że to naprawdę jest kąpiel, a nie scena stypy, w trakcie której żałobnicy poszli się ochłodzić w wodzie. No bo sądząc po strojach, w większości czarnych, ktoś mógłby tak pomyśleć.
Nikt przecież nie kąpie się w ubraniu, i to takim. To znaczy – dzisiaj się nie kąpie, ale ten obraz powstał w 1866 roku. Wtedy się tak kąpało, a dokładniej kąpała się elita, ludzie bogaci, których stać było na luksusową rekreację w powstających dopiero pierwszych kurortach. W tym Étretat – we Francji to jest, a konkretnie w Normandii – towarzystwo w ogóle musiało być bardzo „nowoczesne”, bo kąpią się i plażują razem kobiety i mężczyźni. Nawet i to zresztą wtedy było rzadkością, bo zazwyczaj obowiązywały osobne plaże dla kobiet i dla mężczyzn. No i moda kąpielowa była taka, a nawet jeszcze bardziej rygorystyczna. Były też tzw. wozy kąpielowe, czyli budki na kołach, w których można się było przebrać, a gdy konie lub obsługa wciągnęły je do morza, można było wejść bezpośrednio do wody, unikając wzroku wścibskich obserwatorów. Tu wozów nie widać, ale jest drewniana trampolina na kołach.
Wśród kąpiących się widać konkretne osoby. Wystający z wody mężczyzna z brodą i wąsem, i w niebieskiej czapce na głowie, to sławny pisarz Guy de Maupassant, który nie był wtedy jeszcze sławny. Ale znał go malarz, Eugène Lepoittevin, więc go po znajomości namalował. Jego obecność w tym obrazie jest uzasadniona, tym bardziej że uważa się go za popularyzację Étretat jako kurortu dla artystów. Był urzeczony dzikim urokiem tego miejsca i trudno mu się dziwić, bo te kredowe klify naprawdę robią wrażenie nawet na obrazie.
Malarz podobną uprzejmość wyświadczył też belgijskiej aktorce Eugénie Doche – to ta dama w krynolinie, stojąca z pieskiem na podejściu do trampoliny. No i wreszcie, też po znajomości, artysta namalował pana Lepoittevina, czyli siebie samego. Jego dyskretny autoportret wystaje z wody całkiem po lewej stronie, opodal łodzi, do której przystawiono schodki. Wewnątrz tej jednostki pływającej widać dziewczynę okrytą białym ręcznikiem, więc pewnie już po kąpieli, oraz siedzących mężczyznę z wiosłem i kobietę robiącą na drutach (wiadomo, że na morzu takie robótki wychodzą najlepiej). W głębi obrazu widać plażowiczów chyba nie zamierzających się kąpać, bo w kompletnym ubraniu. To najlepszy sposób opalania się, bo słońce człowieka nie spali.
Eugène Lepoittevin lubił sceny nadmorskie i dlatego często je malował. To Étretat ulubił sobie szczególnie, dlatego właśnie tam zbudował dla siebie willę i pracownię nad morzem. Nawet jego ostatni obraz, który namalował mimo ciężkiej choroby, to „Widok okolic Étretat w sezonie kąpielowym”.
No, wystarczy.
Życzę wam, smoki, udanych wakacji – nawet tak udanych, jak te, które mieli 160 lat temu ludzie w Étretat. Bo dobrze bawić się można w każdej epoce. I tego się trzymajmy.
Fałszerstw jest osiem. Powodzenia!
| ADRES: | KONTAKT: |
|
Mały Gość Niedzielny |
redakcja@malygosc.pl
|