Podłączeni do sieci

Rozmawiał Piotr Sacha

|

MGN 11/2011

dodane 20.10.2011 08:30

O wspólnej sieci, duszy, która zmieści się wszędzie i galerii obrazów, w której nie każdy widzi arcydzieło rozmowa z ks. Jackiem Kempą.

Podłączeni do sieci Ksiądz Jacek Kempa jest doktorem teologii, pracuje na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach Roman Koszowski/GN

Mały Gość: Gdzie znajduje się czyściec?
Ks. Jacek Kempa:
– Czyściec nie jest konkretnym miejscem. Mówimy przecież o duszy, a duszy nie można zobaczyć ani dotknąć. To znaczy, że nie potrzebuje miejsca. Bo zmieści się wszędzie. Na pewno można powiedzieć, że czyściec nie jest daleko od Pana Boga.

Ale dalej niż niebo?
– Dalej.

Bliżej niż piekło?
– Czyściec nie jest ani małym piekłem, ani przedsionkiem piekła. Między piekłem a czyśćcem jest wielka różnica. Piekło jest stanem nieszczęścia, nienawiści, odwrócenia się od Pana Boga. A w czyśćcu dusza już wie, że pójdzie do nieba. Jeśli kogoś bliskiego nie widzę, bardzo za nim tęsknię, to cierpię. Tak jest w czyśćcu. Chcę się spotkać z Bogiem, ale wiem, że jeszcze nie mogę. Jeszcze nie jestem gotów.

Strasznie to wszystko trudne.
– Gdy astronom odkrywa gwiazdę, może coś o niej powiedzieć, bo ją zobaczył. My nie zobaczymy życia po śmierci przez żadną lunetę. Możemy o nim mówić tylko dzięki naszej wierze oraz prawdom objawionym na ten temat. Kiedyś rozmawiałem ze znajomą, osobą w starszym wieku, o niebie, piekle i czyśćcu. Zapytała: „Jesteś teologiem, to mi wyjaśnij, jak tam będzie?”. Próbowałem coś tłumaczyć a ona powiedziała: „Ja tam za niedługo pójdę, to się sama dowiem”. I rzeczywiście, niedługo potem zmarła. Z tamtej rozmowy oboje wyciągnęliśmy wniosek, że niektóre rzeczy są pewne, ale bardzo wiele jest jeszcze przed nami zakrytych.

Pewne jest to, że możemy pomóc zmarłym, by skrócić im czas oczekiwania na niebo?
– Tak. W Kościele wszyscy jesteśmy połączeni siecią. Inną niż internet, bo nie wymyślił jej człowiek, tylko Pan Bóg. On nas do niej podpiął. W tej sieci są i żyjący, i zmarli. Dzięki niej możemy sobie wzajemnie pomagać. Możemy zmarłym pomóc modlitwą. A bliscy, którzy są w niebie wstawiają się za nami u Boga.

A jeśli zmarły, za którego się modlimy, jest już w niebie, co wtedy z naszą modlitwą?
– To tak jak w naczyniach połączonych, gdzie wyrównują się poziomy cieczy... Jeżeli modlimy się za kogoś, kto jest w niebie, to na pewno ta modlitwa nie jest zmarnowana. Przechodzi na kogoś innego. A Pan Bóg już wie, komu ją przekazać.

A czy są w czyśćcu takie dusze opuszczone, o których nikt nie pamięta?
– Skoro jesteśmy połączeni siecią, nie ma takich dusz. Czasem słyszymy w kościele, że ktoś się modli „za dusze opuszczone”, „znikąd pomocy nie mające”. Mogą być opuszczone w tym sensie, że nie pamięta o nich nikt z rodziny. Ale pamięta o nich Kościół. Modlimy się za wszystkie dusze. I przede wszystkim są one w Bożych rękach.

Czy to możliwe, żeby dusze naszych bliskich zmarłych ratowały nas z różnych trudnych sytuacji?
– To delikatna sprawa. Są ludzie, którzy bardzo chętnie wierzą w różne nadzwyczajne znaki. Inni zupełnie je odrzucają. Dlatego warto podejść do takich zdarzeń bardzo ostrożnie, ale też uznać, że jest to możliwe. Przypomina mi się przypowieść z Ewangelii o bogaczu i Łazarzu. Po śmierci bogacza spotkała go zasłużona kara. Prosi więc Abrahama, by posłał zmarłego do jego rodziny z ostrzeżeniem. „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać” – usłyszał. Pan Jezus tłumaczy, że najważniejsze jest przestrzeganie przykazań i słuchanie słowa Bożego. 

A jeśli przyśni się ktoś zmarły, to znaczy, że czegoś od nas chce?
– Warto wtedy zadać sobie kilka pytań. Czy to jest dobre? Czy przez to moja wiara jest większa? To może być dla mnie dobry znak, a może być tylko zwykłym snem? Można też poradzić się kogoś bliskiego. Kogoś, komu ufamy, kto jest rozsądny i kto nas wysłucha.

A może ci zmarli proszą nas o modlitwę?
– Czasem czujemy niepokój związany z sygnałem od zmarłych. Gdy ten niepokój wzywa nas do modlitwy, to bardzo dobry znak, żeby to zrobić. Może zmarły potrzebuje tej modlitwy, a może to my sami jesteśmy w trudnej sytuacji.

Czy zmarli wiedzą o naszym życiu, znają nasze myśli?
– Nie ma na to prostej odpowiedzi. Ufamy, że są blisko nas. Wiedzą o nas bardzo wiele, bo inaczej nie byłoby możliwe to wspieranie się nawzajem.

Gdy 1 listopada zbieramy się razem rodziną, wspominamy zmarłych. Mówimy nieraz, że czujemy ich obecność.
– To bardzo piękne, rodzinne święto. Czasem pokonujemy setki kilometrów, by tego dnia być razem. Jesteśmy wtedy wielką rodziną – my na ziemi i nasi zmarli.

Skąd wiemy, że istnieje czyściec, skoro w Biblii nie pada to słowo?
– Są takie sygnały już w Starym Testamencie, w Drugiej Księdze Machabejskiej, gdzie ludzie modlą się za zmarłych. Podobnie robią pierwsi chrześcijanie. Jeśli zmarli byliby w niebie od początku, po co byłaby ta modlitwa? Jeśli jej potrzebują, to znaczy, że jeszcze trwa ich droga do nieba.

Do czego można by porównać czyściec?
– Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w galerii pięknych obrazów. Jest tu sporo ludzi podziwiających te piękne arcydzieła. Ale są też w galerii tacy, którzy nie bardzo wiedzą, po co weszli. Nic ich nie interesuje. Nie dostrzegają pięknych dzieł sztuki, mimo że są tak blisko. Oni muszą jeszcze w sobie coś zmienić, by je zobaczyć i nimi się cieszyć. Dusze w czyśćcu przygotowują się na to, by dostrzec piękno Pana Boga, by odkryć Jego dobroć, być szczęśliwymi.

To czym jest czyściec?
– Nawet, jeśli człowiek umiera bez grzechu ciężkiego, może być w nim trochę egoizmu, grzechów powszednich, zebrały się skutki grzechów, czyli skłonności do zła. I to wszystko musi być wyczyszczone. Czyściec to nie kara, ale oczyszczenie. Gdy chcę spotkać się z kimś ważnym, najpierw w domu odpowiednio się przygotowuję. Muszę się umyć, uczesać, odpowiednio ubrać. Dopiero wtedy będzie święto.