W gęstej mgle, niemal po omacku, polną drogą przesuwały się dwie postacie: ksiądz i starsza kobieta. Z oddali dobiegały głosy dzieci. - Pokażcie, którędy iść do Ars - poprosił ksiądz. - O tam, tędy... - drogę wskazał Antoni. - Chłopcze, ty mi pokazałeś drogę do Ars, a ja ci pokażę drogę do nieba.
Święty Jan Maria Vianney
We wschodniej Francji, jakieś 40 kilometrów od Lyonu, leży niewielka miejscowość, właściwie wieś - Ars-sur-Formans, zwana krótko: Ars. Pewnie dziś tylko okoliczni Francuzi znaliby to miejsce, gdyby nie to, że prawie 200 lat temu proboszczem parafii św. Sykstusa w Ars został ks. Jan Maria Vianney Co takiego zrobił, że maleńkie Ars rozsławił na cały świat? Dlaczego papież Pius XI najpierw ogłosił go świętym, potem patronem proboszczów, a Benedykt XVI w czerwcu mijającego roku, rozpoczynając Rok Kapłański, ogłosił św. Jana Marię Vianneya patronem wszystkich księży?
Sposób na szatana
Po wielu latach Ars stało się całkiem inną parafią, a parafianie w większości bardzo polubili i szanowali swojego proboszcza, widząc jak wiele wymaga od siebie. Pewnemu młodemu księdzu święty proboszcz tłumaczył, że szatan najszybciej ucieka przed postem od jedzenia, picia i spania. - Sam się o tym przekonałem - mówił. - Zdarzało się, że nie jadłem całymi dniami. Wtedy otrzymywałem od Boga wszystko, czego pragnąłem dla siebie i dla innych... I ludzie w Ars coraz szerzej otwierali serce dla Boga, w niedzielę już prawie nikt nie pracował w polu, coraz więcej było ich na Mszy, coraz rzadziej przeklinali, a nawet upominali jeden drugiego. Pewnej lipcowej niedzieli podczas Mszy św. zerwała się nagle straszna wichura. Zrobiło się ciemno. Ludzie myśleli tylko o zbożu, które zostało na polu. Ksiądz spokojnie, jakby na zewnątrz świeciło słońce, odprawiał Mszę. – Nie bójcie się – zaczął kazanie. – Pan Bóg nie pozwoli zniszczyć waszej pracy, nie pozwoli, by wasze rodziny cierpiały głód. Tego dnia burza przeszła nad Ars bez deszczu. Skończyło się na wielkiej wichurze.
O pobożnym proboszczu z Ars robiło się coraz głośniej. Coraz więcej ludzi chciało się u niego spowiadać. Burmistrz miasteczka zapisał, że w latach 1830–1845 w Ars pojawiało się codziennie trzysta do czterysta osób. Proboszcz spowiadał po kilkanaście godzin w ciągu dnia. Ludzi tyle przyjeżdżało, że postanowiono między Ars a Trevoux, oddalonym o ponad 10 km, zorganizować trzy razy w tygodniu komunikację konną. Kilka lat później z Lyonu do Ars zaczęły kilka razy w ciągu dnia jeździć omnibusy, a na głównym dworcu kolejowym w Lyonie jedna z kas otwarta była przez 24 godziny na dobę. Sprzedawano tam bilety tylko do Ars.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł