Liesma nie umarła

Krzysztof Błażyca

|

MGN 05/2007

publikacja 02.04.2007 10:52

Dowód 2. Liesma, to znaczy płomień. Do wszystkiego podchodziła z płomiennym zapałem. I do szpiegowania katolików, i do szukania Jezusa.

Liesma nie umarła Babcia Liesma, z wnuczką Ines, w swoim ogródku w Ljepaji

Przez pół wieku Łotwa była republiką nieistniejącego już Związku Radzieckiego. Komunistyczne władze robiły wszystko, by mieszkańcy Łotwy odwrócili się od Pana Boga. „Religia ogłupia” – mówiono ludziom. Liesma, wtedy młoda dziewczyna, mieszkająca w Liepaji na Łotwie, uwierzyła w to.

Krok od śmierci
Urodziła się w 1927 roku. Rodzice Liesmy często zmieniali miejsce zamieszkania, dlatego rok szkolny dziewczynka zaczynała niemal każdego roku w innej szkole. Tata, żołnierz, walczył o niepodległość Łotwy w 1918 roku. Gdy wybuchła II wojna światowa, Łotwę zajęli rosyjscy komuniści. Tatę zastrzelono za patriotyzm, a Liesma wraz z rodziną miała być wywieziona na Syberię. Dziewczynka ocalała dzięki kuzynowi komuniście, który nadzorował wywóz więźniów. Serce w nim drgnęło, gdy zobaczył swoją rodzinę, skazaną na pewną śmierć. Wkrótce na Łotwę wkroczyli hitlerowcy i Liesmę wysłano na przymusowe roboty do Niemiec. Pracowała w fabryce dżemów. Marzyła o lepszym życiu i, jak każda młoda dziewczyna, o miłości. Gdy wojna wreszcie się skończyła, ludzie wracali do swojej ojczyzny z sercami pełnymi nadziei, że wracają do lepszego świata. Pewnego dnia Liesma zobaczyła na ulicy przystojnego chłopaka. Jechał na białym koniu. Tak jak ona, wracał z wojny. Na imię miał Friedrichs. Dziewczyna zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Jakiś czas potem młodzi się pobrali.

Szpieg w kościele
Liesma i Friedrichs wierzyli w lepszą przyszłość. Wierzyli, że odbudują zniszczoną ojczyznę. Zaufali komunistom i wstąpili do ich partii. Liesma została nauczycielką. Uczyła dzieci historii i łotewskiego. Friedrichs dość wcześnie zmarł. Po jego śmierci Liesma całkowicie oddała się pracy. Z pełnym przekonaniem uczyła dzieci szacunku i posłuszeństwa dla komunistycznego państwa. W tamtym czasie komuniści prześladowali wierzących w Boga. Często zamieniali kościoły na magazyny i hurtownie. A ci, którzy przychodzili wiernie do ocalałych cudem kościołów, nie mieli łatwego życia. Liesma, jako nauczycielka i członek partii, też przychodziła do kościoła. Nie po to jednak, by się modlić, ale po to, by szpiegować. Znała dobrze swoich uczniów, więc zawsze dokładnie zapisywała nazwiska dzieci obecnych na Mszy.

Ochrzczona komunistka
Gdy w 1990 roku Łotwa odzyskała niepodległość, skończyło się prześladowanie Kościoła. Okazało się wtedy, że ludzie są spragnieni Boga. Księża chrzcili nawet po sto osób na raz. Liesma była już wtedy babcią. Coraz wyraźniej widziała, co jest w życiu ważne. Godzinami rozmawiała z Ines, swoją wnuczką. Piętnastoletnia dziewczynka, dotknięta łaską wiary, stawiała wiele pytań. O sens życia, o wiarę, o Pana Boga. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, że babcia od lat nosiła w sobie te same pytania. Wnuczka Ines wkrótce przyjęła chrzest.
Babcia obserwowała to wszystko uważnie. Tajemnice wiary coraz bardziej ją nurtowały. Niedługo potem i ona poprosiła o chrzest. Miała wtedy już 64 lata. Była znana. Całe życie pracowała przecież jako nauczycielka w miejscowej szkole. – Czy Liesma nie uległa przypadkiem tej „modzie” na chrzest? – zastanawiali się ludzie.

Nauczycielka na straganie
Babcia Liesma nie przejmowała się ludzkim gadaniem. Z wielkim zapałem opowiadała o miłości Jezusa swojej rodzinie i byłym towarzyszom partyjnym. Przy kościele zorganizowała stragan z książkami i gazetami religijnymi. – Będę siedzieć tam od rana do wieczora – mówiła – by kościół mógł być zawsze otwarty dla ludzi. Służyła radą i pomocą wchodzącym do kościoła. Ludzie uwierzyli w końcu, że komunistka Liesma szuka prawdy. Po jakimś czasie chrzest przyjęła córka babci i jej druga wnuczka. – Dziś jesteśmy chrześcijańską rodziną. Czy stałoby się to wszystko, gdyby nie Zmartwychwstały Pan, który w 1990 r. zapukał do serca babci? – zastanawia się Ines. Babcia Liesma umierała wśród najbliższej rodziny i przyjaciół z kościoła. Przy jej łożu śmierci spotkali się ksiądz katolicki i luterański pastor. Przed śmiercią mówiła: „Gdy umrę, nie płaczcie. To nie będzie dzień mojej śmierci, ale dzień mojego zmartwychwstania”.