Chłopcy z Placu Broni

Stanisław Zasada

|

MGN 11/2006

publikacja 18.10.2006 14:44

Romek Strzałkowski zginął 28 czerwca 1956 roku na ulicach Poznania. Miał trzynaście lat. Był najmłodszą ofiarą Poznańskiego Czerwca.

Chłopcy z Placu Broni Romek Strzałkowski fot. WALDEMAR WYLĘGALSKI

Romek Strzałkowski zginął 28 czerwca 1956 roku na ulicach Poznania. Miał trzynaście lat. Był najmłodszą ofiarą Poznańskiego Czerwca. Peter Mansfeld jako piętnastolatek jesienią 1956 roku przyłączył się do Węgierskiego powstania narodowego w Budapeszcie. Trzy lata później został powieszony za udział w kontrrewolucyjnym spisku. Był najmłodszą ofiarą represji po zdławieniu powstania. Obaj młodzi bohaterowie mają w Poznaniu ulice nazwane ich imionami. Ulica Romka Strzałkowskiego krzyżuje się z ulicą Petera Mansfelda.

Po szynkę dla mamy
Czwartek, 28 czerwca 1956 roku. W Poznaniu zapowiadał się kolejny, słoneczny dzień polskiego lata. Był początek wakacji. Anna Strzałkowska dała swojemu synowi papierowe dziesięć złotych i wysłała go do sklepu. Miał kupić kilka plasterków szynki.
Trzynastoletni Romek, płowy blondynek o delikatnej twarzy, spotkał na ulicy kolegę. Chłopców zainteresował maszerujący ulicami tłum ludzi. Demonstranci nieśli transparenty z napisami: „Chleba i Wolności!”, „Chcemy jeść!”, „Żądamy religii w szkole!” i śpiewali „Boże, coś Polskę”. Tego dnia robotnicy Zakładów Cegielskiego i innych fabryk protestowali pokojowo przeciwko panującemu w Polsce komunistycznemu bezprawiu, przeciwko walce władzy z Kościołem i pogarszającym się warunkom życia. Do robotników dołączyli przechodnie. Na placu Adama Mickiewicza zebrało się już 100 tysięcy osób. Gdy ktoś puścił fałszywą pogłoskę o aresztowaniu delegacji robotników, część ludzi ruszyła pod pobliski areszt, uwolniła więźniów i ze zdobytą bronią pomaszerowała pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa – tajnej policji politycznej, która za pomocą terroru pomagała w sprawowaniu dyktatorskich rządów.
Rozpętała się strzelanina. Do walki z tłumem bezbronnych w większości ludzi władze wysłały czołgi. Tego dnia na ulicach Poznania oficjalnie zginęło kilkadziesiąt osób.

Dodane pięć lat
Tamtego ranka Romek zapomniał o szynce dla mamy i dołączył z kolegą do manifestantów. Około południa widziano go przed gmachem UB. Kilka godzin później już nie żył. W kieszonce jego koszulki znaleziono zakrwawioną dziesięciozłotówkę. Okoliczności śmierci Romka nigdy nie wyjaśniono. Przypuszcza się, że chłopca z zimną krwią zastrzelił któryś z funkcjonariuszy UB. Kilka dni później pochowano go na jednym z poznańskich cmentarzy. Żeby wykupić miejsce i opłacić pogrzeb, rodzice sprzedali jego fortepian. Przed pogrzebem w poznańskiej gazecie „Głos Wielkopolski” ukazał się nekrolog Romka. Trójka w liczbie „13” jest rozmazana. Wygląda na „ósemkę”. Tak, jakby ktoś chciał chłopcu dodać lat. Fałszerstwa dokonał redaktor naczelny gazety. Chciał być lojalny wobec władzy, która utrzymywała, że wśród ofiar nie było kobiet i dzieci. Z nekrologu naczelny wyrzucił jeszcze słowa: „uczeń szkoły podstawowej” i zmienił godzinę pogrzebu, żeby Romka żegnało jak najmniej ludzi.

Trzynaście dni nadziei
Miał piętnaście lat i siedem miesięcy, gdy 23 października 1956 roku jego rodacy sprzeciwili się komunistycznej dyktaturze. W ciągu trzynastu kolejnych dni obalono komunizm i wprowadzono demokrację. Węgry wystąpiły z Układu Warszawskiego, jak nazywał się ówczesny pakt wojskowy podległy Związkowi Radzieckiemu. Węgrzy uwierzyli, że są wolni. Młody Peter chciał walczyć z bronią w ręku. Dowódca powstańczej Gwardii Narodowej nie przyjął go do oddziału – był za młody. Peter nie dał za wygraną. Uprosił mamę, żeby mu uszyła czerwono-biało-zieloną opaskę w narodowych barwach Węgier. Chciał wyglądać jak prawdziwy powstaniec. Codziennie przybiegał na plac Szena, jedną z głównych powstańczych redut węgierskiej stolicy. Był łącznikiem z innymi oddziałami. Przenosił leki, żywność, a czasem broń. Chwalił się kolegom, że walczy z radzieckim okupantem. – Walczyło wtedy wielu młodych ludzi – wspomina Akos Engelmayer, który jako licealista uczestniczył w powstaniu, a po obaleniu komunizmu został pierwszym ambasadorem swojego kraju w Warszawie. 4 listopada nad ranem radzieckie czołgi zajęły Budapeszt. Powstanie upadło. W kraju rozpoczęły się krwawe represje. – Za szybko uwierzyliśmy, że pokonaliśmy Armię Czerwoną – mówi po latach Engelmayer.

Śmierć na urodziny
„W marcu znowu zaczynamy” – takie hasła czytał Peter Mansfeld na murach Budapesztu po stłumieniu powstania. Wierzył, że niedługo naród znów poderwie się przeciwko sowieckiemu okupantowi. Żeby przygotować się do walki, wspólnie z kolegami gromadził broń i amunicję. Chłopcy zbierali ją w miejscach niedawnych walk. Nowe powstanie nie wybuchło. Wzmógł się za to komunistyczny terror. W 1958 roku Petera Mansfelda i jego kolegów aresztowano. – Nie należy wydawać łagodnych wyroków wobec młodocianych tylko dlatego, że są młodzi. Przeciwnie, należy wobec nich zastosować najbardziej drakońskie rygory – krzyczał prokurator. W czasie procesu Peter Mansfeld całą winę wziął na siebie. W listopadzie 1958 roku sąd skazał go na dożywocie. Peter nie miał osiemnastu lat, a niepełnoletnich nie skazywano na śmierć. Prokurator uznał jednak, że wyrok jest za łagodny. Odbył się drugi proces. 10 marca 1959 roku Peter był już pełnoletni. Dziewięć dni po osiemnastych urodzinach skazano go na śmierć. Wyrok wykonano dwa dni później. Po egzekucji ciało wrzucono do bezimiennego dołu i zakopano twarzą do ziemi. Tak w komunistycznych Węgrzech chowano „zdrajców” ojczyzny.

Mama i brat
Rok 1991. Polska i Węgry są już wolnymi i demokratycznymi krajami. Do Poznania na obchody 35. rocznicy Czerwca 1956 przyjeżdża ambasador Akos Engelmayer. Wspomina Romka Strzałkowskiego. – Węgrzy też mają swojego młodego bohatera – mówi. Wtedy po raz pierwszy poznaniacy usłyszeli o Peterze Mansfeldzie. Ambasador proponuje, by w Poznaniu i w Budapeszcie uczcić młodych bohaterów, by w obu miastach nazwać ich imionami ulice. – Przynajmniej w ten sposób oddamy im hołd – powiedział. W Poznaniu była już ulica Romka Strzałkowskiego – w 1981 roku tabliczkę z jej nazwą odsłoniła mama Romka. 23 października 1991 roku Laszlo Mansfeld, młodszy brat Petera, odsłonił w Poznaniu tabliczkę z nazwą ulicy Petera Mansfelda. W Budapeszcie nie udało się nazwać żadnej ulicy imieniem Romka Strzałkowskiego. Pomnik małego poznaniaka stanął w Miszkolcu.