O produkcji cegieł, bramkach przy kościele, pięknej kaligrafii i pytaniach o imię opowiadają ministranci ks. Karola Wojtyły.
Ks. Karol Wojtyła z ministrantami z parafii św. Floriana
fot. EAST NEWS/LASKI COLLECTION
Zwykłe czarno-białe zdjęcie, jakich wiele. Młody ksiądz w schodzonej sutannie i przetartych butach stoi obok harcerza. Uśmiech i spojrzenie wikarego wydają się znajome. Jankowi, harcerzowi i równocześnie ministrantowi w kościele św. Floriana w Krakowie, nie śniło się nawet, że wtedy obejmował go przyszły papież. Byli ministranci wciąż świetnie pamiętają wikarego ks. Karola Wojtyłę. – Zawsze chodził w sutannie. Nosił okulary. Był bardzo bezpośredni. Często spowiadał – zaczynają wspominać.
BEZ BUTÓW
Ciocia Piotra Maleckiego bardzo chciała, by ministranci byli jak rodzina. Rodzice ministrantów też mogliby mieć swoje spotkania, pomyślała. Ks. Wojtyła zgodził się. Spotykał się z nimi w salce przy plebani. – Po jednej z takich spotkań moja mama opowiadała, że ks. wikary wspominał swoją mamę. Mówił o tym, jak umarła i jak wtedy wydoroślał – opowiada Aleksander Litewka. Pan Aleksander zaczął służyć do Mszy w 1950 r. Miał wtedy tylko osiem lat, ale dużo pamięta z tamtego okresu. – Od mamy wiem, że któregoś dnia ks. Wojtyła oddał swoje buty biednemu, a potem starał się ukryć bose nogi, żeby nie widział tego nasz proboszcz – uśmiecha się były ministrant. – Podczas nabożeństw majowych ksiądz czytał nam w odcinkach książkę „Błogosławiony Pius X”. Nie wiedział, że kiedyś inni księża będą czytali o nim, o błogosławionym Janie Pawle II – dodaje pan Aleksander, historyk i członek Arcybractwa Miłosierdzia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł