Groszek na kolanach

Piotr Sacha

|

MGN 09/2011

publikacja 19.08.2011 10:16

Strzela gole piętą i tyłem głowy. A każdy mecz zaczyna... na kolanach. Dziękuje Bogu za grę i prosi o opiekę.

Groszek na kolanach „Groszek” jest najgroźniejszym strzelcem reprezentacji Meksyku, z którą Polacy zmierzą się 2 września fot. EAST NEWS/OSVALDO AGUILAR

Niedawno Javier Hernández zdobył z drużyną Meksyku puchar kontynentu CONCACAF. Strzelił siedem bramek i został królem strzelców. Wcześniej kibice Manchesteru United uznali go za najlepszego zawodnika sezonu. A słynny Pele określił go nowym Messim. To będzie piłkarski rok „Chicharito”.

TATA I DZIADEK – MOI IDOLE
Javier gra z numerem 14. Na jego koszulce zamiast nazwiska widnieje boiskowy pseudonim „Chicharito”, to znaczy „Groszek”. 23-latek zawdzięcza to przezwisko swojemu tacie. On też grał w drużynie narodowej. Wołano na niego „Chicharo”, czyli „Groch”, bo miał zielone oczy, a w Meksyku to rzadkość. Piłkę kopał również dziadek Javiera – Tomas Balcázar. Podczas mistrzostw świata w 1954 r. strzelił nawet gola. Mały Javier godzinami wpatrywał się, jak gra ojciec, a wieczorami słuchał opowieści dziadka o tym, jak dawniej grało się w piłkę. – Moimi piłkarskimi idolami byli i zawsze będą tata i dziadek – opowiada piłkarz w gazecie „Daily Champion”. – I jeszcze Brazylijczyk Ronaldo. – To bardzo spokojny chłopak – mówi o swoim wnuku Tomas Balcázar na klubowym portalu Manchesteru. – I w stu procentach profesjonalista. Nie pij e, nie pali, nie włóczy się godzinami po mieście – dodaje. „Chicharito” na co dzień jest skromnym chłopakiem z meksykańskiej Guadalajary. Na boisku trudno znaleźć jego słabe strony. Strzela gole prawą i lewą nogą, a nawet piętą. Ma zaledwie 175 cm wzrostu, a wiele bramek zdobył główką. Zawsze dostrzega kolegów, którzy są w dobrej sytuacji strzeleckiej. Jest szybki jak torpeda. Podczas ostatnich mistrzostw w RPA zmierzono, że biegł z prędkością 32,15 km/h.

BÓG MI POMAGA
Chwilę przed pierwszym gwizdkiem sędziego „Groszek” zawsze klęka na murawie i dziękuje Bogu za opiekę. A jeszcze dwa lata temu zastanawiał się, czy zamiast piłce, nie poświęcić czasu studiom biznesowym. Grał w Chivas Guadalajara. Trener dość często sadzał go na ławce rezerwowych. I wtedy pierwszy raz uklęknął na boisku. – Bóg zawsze mi pomaga – mówi „Chicharito”. – Jest przy mnie cały czas. I modlę się, by Mu za to podziękować. I proszę o zdrowie, żebym mógł zagrać w następnym meczu. Gra w piłkę znów dawała radość Javierowi. Trener pozwalał mu coraz więcej grać. Pokochali go kibice. Któregoś dnia zobaczył, że jego tata jest bardzo przejęty. – Ktoś interesuje się tobą – usłyszał i wręczył mu wizytówkę z nazwiskiem i logo Manchesteru United. – Nie żartuj – rzucił Javier, a tata się… rozpłakał. W pierwszym sezonie w Anglii „Groszek” zdobył dla Czerwonych Diabłów aż 20 goli. A gdy strzelał bramkę, jego drużyna prawie zawsze wygrywała.

NIE CZUJĘ SIĘ LEPSZY
W czerwcu Meksyk grał z Salwadorem. W końcówce meczu zawodnika z numerem 14 popchnięto w polu karnym. Przewrócił się, ale bardzo szybko wstał. Sędzia podyktował rzut karny. A „Groszek” z czternastką na plecach pięknym strzałem podwyższył wynik do 5 : 0. Jego ojciec, Javier „Groch” Hernández Gutiérrez, też miał na koszulce czternastkę, gdy wygrywał mistrzostwo i puchar Meksyku w klubie Puebla FC. Syn piłkarza jest dumny, że nosi ten sam numer, choć wcale go nie wybierał. Młody Javier otrzymał czternastkę po zawodniku, który właśnie odchodził z klubu. W wywiadach powtarza, że nie jest przesądny, że jego modlitwa przed meczem to nie zabobon, tylko potrzeba bliskości z Bogiem. Gdy zrobiło się o nim głośno, zawodnik powiedział w jednym z wywiadów: – Moi bliscy mogą być pewni, że będę mocno stąpał po ziemi. Najpierw jestem człowiekiem, a potem piłkarzem. Nie czuję się lepszy od nikogo, mimo że zdobyłem tyle goli i medali