Watykan znają jak własną kieszeń, za Ojca Świętego gotowi oddać życie. Gwardziści czuwają przy papieżu ponad 500 lat.
Valerio (po lewej) i jego kolega podczas służby przed Aulą Pawła VI.
fot. KS. PIOTR STUDNICKI
Valerio Capri wysiadł z pociągu na Termini, największej stacji kolejowej w Rzymie. Był poranek 1 lipca 2006 roku. Italia przywitała go – inaczej niż jego rodaków przed równo pięciuset laty – piękną słoneczną pogodą. Mimo całonocnej podróży Valerio nie czuł zmęczenia. Przejęcie mieszało się z obawami. Jednak w sercu 20-letniego Szwajcara więcej było radości. Zaczynało się spełniać jego wielkie marzenie.
WATYKAN W KIESZENI
Na teren Państwa Watykańskiego wchodzimy przez bramę św. Anny. To główne „przejście graniczne” między Republiką Włoską a najmniejszym państwem na ziemi (Watykan to tylko 0,44 km²). Codziennie wchodzi i wychodzi tędy kilka tysięcy osób. Gwardziści, pełniący tu „służbę graniczną”, często słyszą pytania: Którędy do Sekretariatu Stanu? Jak znaleźć aptekę? Gdzie znajduje się sklep? Jak dojechać na stację benzynową? W którym budynku znajduje się Bank Watykański? Żeby odpowiedzieć na wszystkie pytania, muszą znać Watykan jak własną kieszeń. Dochodzimy na długi, ozdobiony fl agami 39 kantonów szwajcarskich, Dziedziniec Honoru (Cortile d’Onore). Na asfalcie namalowane dwie długie linie ułatwiają gwardzistom równe ustawienie w dwuszeregu podczas apelu. – To nie lada wyczyn – Valerio opowiada o honorowej warcie. – Stać nieruchomo w jednym miejscu z halabardą w dłoni przez dwie godziny. Cała sztuka polega nie na potędze mięśni, ale głowy – zapewnia. – Musisz mieć silną psychikę i wewnętrzną dyscyplinę. Nie chodzi o to, by tylko stać, ale by czuwać. Gwardzista w każdej chwili musi być gotowy obronić papieża. Jeszcze kilka kroków i... jesteśmy pod oknami pałacu apostolskiego, czyli budynku w którym mieszka Ojciec Święty. Tu zaczyna się mur łączący Watykan z Zamkiem św. Anioła, a w nim wydrążony korytarz o długości 800 metrów, którym uciekał papież Klemens VII przed wojskami cesarza. Jeszcze zwiedzamy garnizonowy kościół św. Marcina, jednego z trzech patronów Gwardii Szwajcarskiej. Pozostali to św. Sebastian (żołnierz) i św. Mikołaj z Flüe (patron Szwajcarii, symbol pokojowego rozwiązywania konfliktów). Przez Arco delle Campanelle wychodzimy na Plac św. Piotra. Spoglądamy na bazylikę. – Dlaczego to robisz? – pytam. Młody Szwajcar, który po pięciu latach służby w Gwardii jest podoficerem, odpowiada jednym zdaniem: „Zapewnianie bezpieczeństwa Ojcu Świętemu to dla mnie sprawa honoru!”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł