To zapowiada wiele krwi

Franciszek Kucharczak

|

MGN 10/2007

dodane 18.09.2007 11:40

Maryja w Fatimie zapowiedziała to, co się zdarzy, jeśli ludzie się nie nawrócą. Zdarzyło się.

To zapowiada wiele krwi Józef Stalin, zbrodniczy przywódca Związku Radzieckiego

Była mroźna noc z 24 na 25 stycznia 1938 roku. Europa pogrążona była we śnie, gdy na północnej stronie nieba zaczęło jarzyć się czerwone światło. Płonąca kurtyna wydobyła z ciemności domy i drzewa, nadając wszystkiemu krwawą barwę. Wybiegali na dwór pełniący służbę kolejarze, piekarze wyglądali przez okna piekarń, zadzierali głowy wartownicy i nocni stróże.

Nieznane światło
Obserwatoria astronomiczne w różnych częściach świata poinformowały nazajutrz, że nocne światło było wynikiem powstania wyjątkowo silnej zorzy polarnej. Wielu świadków tego dziwnego zjawiska czuło niepokój, choć nielicznym tylko przyszło do głowy, że to zapowiedziany dwadzieścia lat wcześniej znak. Zapowiedziała go Maryja, która objawiła się pastuszkom z Fatimy. „Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego” – powiedziała Matka Boska. Gdy padły te słowa, był rok 1917. Trwała wtedy straszna wojna, nazwana później pierwszą światową. O niej też mówiła „piękna Pani”. Zapowiedziała, że ta wojna wkrótce się skończy. Rzeczywiście, rok później walczące strony podpisały traktat pokojowy.

Maryja przestrzegła jednak, że jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to za pontyfikatu następnego papieża wybuchnie kolejna wojna, jeszcze gorsza od poprzedniej. Zapowiedzią nadchodzącej kary miało być właśnie nocne „nieznane światło”. Podobny znak tuż przed wybuchem II wojny światowej widział jej główny sprawca, Adolf Hitler. Przebywał akurat w swojej alpejskiej rezydencji Berghof. Ponieważ źle sypiał, zazwyczaj kładł się dopiero nad ranem. Jeden z bliskich współpracowników Hitlera tak wspominał tamtą sierpniową noc: „Staliśmy z Hitlerem na tarasie Berghofu i podziwialiśmy rzadkie zjawisko. Wyjątkowo jaskrawa zorza polarna przez całą godzinę zalewała czerwonym światłem położony po przeciwnej stronie legendarny Untersberg, podczas gdy niebo grało wszystkimi kolorami tęczy. (...) Nasze twarze i ręce były nienaturalnie zabarwione na czerwono. Widowisko to wywołało nastrój dziwnej zadumy. Nagle Hitler powiedział, zwracając się do jednego ze swych adiutantów wojskowych: »to zapowiada wiele krwi. Tym razem nie obejdzie się bez użycia siły«”.*

Błędne nauki
Kilkanaście dni później zaczęła się druga wojna światowa. W nocy 1 września 1939 roku na Polskę runęły niemieckie dywizje. Dwa tygodnie później z drugiej strony do Polski wkroczyli Rosjanie. Taki był początek rzezi i bestialstw, jakich świat dotąd nie oglądał. Za broń chwycili mieszkańcy wszystkich kontynentów. Ale ginęli nie tylko żołnierze. Masowo mordowano cywilów – starych i młodych, mężczyzn i kobiety, starców i dzieci. Wymyślono „fabryki śmierci”, bo oprawcy nie nadążali ze „zwykłym” zabijaniem. Gdy po sześciu latach ustały walki, policzono ofiary. Okazało się, że wojna kosztowała życie ponad 55 milionów ludzi, z czego większość stanowili bezbronni mieszkańcy miast i wsi. Ale koniec wojny nie oznaczał końca cierpień. Maryja powiedziała dzieciom w Fatimie: „Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła.

Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych”. Gdy Maryja mówiła te słowa, Rosja zaczynała pogrążać się w ogniu rewolucji bolszewickiej. To wtedy zakiełkowała błędna nauka, o jakiej mówiła Maryja. Nazwano ją „komunizmem”. Z pozoru chodziło o rzeczy dobre – o to, żeby ludzie byli równi, żeby każdy otrzymał to, co potrzebuje i żeby wszyscy pracowali dla dobra wspólnego. Walka o „równość” zaczęła się od mordowania bogatych, potem wykształconych, potem każdego, któremu nie spodobała się nowa władza. Zabijano księży i zakonników, cerkwie i kościoły burzono albo zamieniano w magazyny, kina lub „muzea ateizmu”. Rolnikom odbierano ziemię i żywność, i gnano ich do pracy w kołchozach. Wskutek tego ludzie milionami umierali z głodu. Na samej Ukrainie zmarło z tego powodu prawie 10 milionów ludzi. Związek Radziecki (Sowiecki) – bo tak nazwano komunistyczną Rosję i kraje przez nią zagarnięte – chciał swoją opętańczą ideę roznieść po całym świecie. Po II wojnie światowej komunizmem zaraziły się Chiny i kilka innych azjatyckich krajów, a Polska i część jej sąsiadów znalazły się pod rządami komunistów. Komuniści wszędzie, gdzie zdobyli władzę, rozpętali niesłychany terror. Szczególnie prześladowani byli ludzie przyzwoici, którzy sprzeciwiali się nieludzkiej władzy, zwłaszcza tacy, którzy nie chcieli wyrzec się swojej wiary. Bo państwa komunistyczne miały być krajami bez Boga. Dziś wiadomo, że liczba ofiar komunizmu przekroczyła 100 milionów.

Zło ustępuje
„Na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju” – powiedziała Maryja. Jan Paweł II był przekonany, że to on jest tym „Ojcem Świętym”, o którym mówiły tajemnice fatimskie. On jeden znał trzecią część tajemnicy, gdy 13 maja 1981 roku – w rocznicę pierwszego objawienia fatimskiego – ugodziły go kule zamachowca. Treść tej tajemnicy ujawniono dopiero w roku 2000. Jest tam mowa o papieżu, który ginie od pocisków wrogów. 13 maja następnego roku Jan Paweł II był już w Fatimie, żeby podziękować Maryi za ocalenie. 25 marca 1984 roku, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, poświęcił Rosję i całą ludzkość Niepokalanemu Sercu Maryi. Wkrótce zaczął rozpadać się Związek Radziecki. W 1989 roku Polska, jako pierwszy z krajów rządzonych przez komunistów, odzyskała niepodległość. Po niej, jak na dany sygnał, więzy niewoli zaczęły zrzucać kolejne kraje. 8 grudnia 1990 roku – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – przywódcy istniejących jeszcze republik sowieckich podpisali „układ białowieski” o likwidacji Związku Radzieckiego. To wszystko zdarzyło się nieomal bez rozlewu krwi, choć jeszcze dziesięć lat wcześniej nikt by w to nie uwierzył.