Skazani na Betlejem

Gabriela Szulik

|

MGN 12/2006

publikacja 16.11.2006 17:28

Rozmowa z ojcem Sewerynem Lubeckim OFM. Ojciec Seweryn Lubecki jest franciszkaninem. Prowadzi w Betlejem dom dla pielgrzymów.

Skazani na Betlejem

Jak się miewa Ojca kot?
– Ktoś powiedział, że kto nie lubi zwierząt, nie lubi również ludzi. Więc zapewniam, mój kot miewa się bardzo dobrze.

A jakiej on jest narodowości?
– (śmiech) Matka była chyba Żydówką, bo z Jerozolimy mi tego kota przywieźli jako pierworodnego.

To chyba jeszcze wtedy muru nie było, skoro nie miał problemu z przejazdem?
– Właściwie to chyba mu się udało, bo go w bagażniku przemycili i nikt go nie zauważył.

Ojcze, dlaczego Żydzi postawili mur między Jerozolimą a Betlejem?
– Ten mur ma osiem metrów wysokości i straszy ludzi. Tłumaczono, że między Jerozolimą a Betlejem trzeba postawić mur, żeby bronił Izraelczyków, Żydów przed terrorystami palestyńskimi. Często zdarzały się zamachy na autobusy, zamachy w wielkich sklepach. Oczywiście zamachowcy pochodzili najczęściej z terytoriów okupowanych, a więc między innymi również z Betlejem. I żeby utrudnić przechodzenie, Izrael postanowił wznieść ten mur. W ten sposób lepiej kontroluje pogranicze między dwoma stronami.

Z tego wynika, że dzisiaj Matka Boża nie urodziłaby Jezusa w Betlejem?
– Maryja, będąc Żydówką, dzisiaj, w XXI wieku, nie miałaby pozwolenia na wjazd do Palestyny, a więc również do Betlejem. Wszyscy Izraelczycy mają oficjalny zakaz wjazdu na tereny okupowane. Dzisiaj Matka Boska idąc do Betlejem natknęłaby się na mur. A gdyby jeszcze szła nocą, zastałaby pewnie bramę przejściową zamkniętą. Być może musiałaby poczekać do samego rana. Być może urodziłaby Dzieciątko Jezus po stronie jerozolimskiej, a nie po stronie betlejemskiej.

Jakie Maryja miałaby problemy?
– Przede wszystkim zaczęto by sprawdzać Jej dokumenty, pytać o pochodzenie, musiałaby przejść przez bramki sprawdzające obecność przedmiotów metalowych. W końcu nie wiadomo, czy będąc Żydówką, mieszkanką Izraela, zostałaby w ogóle wpuszczona do Betlejem.

A kto z Betlejem może wjeżdżać na teren Izraela?
– Mieszkańcy Betlejem – które, powtarzam, leży na terytorium Palestyny – muszą również mieć specjalne pozwolenie na przejazd na terytorium Izraela. Takie pozwolenia są wydawane bardzo rzadko. Najczęściej na jeden dzień, czy nawet na kilkanaście godzin, i często jest to związane ze szczególnymi wydarzeniami albo ze świętami.

Na przykład?
– Na Wielkanoc chrześcijanie mieszkający w Betlejem są wpuszczani do Jerozolimy, żeby nawiedzić Grób Pański. Muzułmanie mogą dostać pozwolenie w czasie ich święta ramadan, żeby mogli pojechać do wielkiego meczetu w Jerozolimie.
Natomiast bardzo niewiele jest pozwoleń, na podstawie których można by przebywać przez trzy miesiące albo przez rok na terenie Izraela. Mało tego, nawet ci, którzy mają pozwolenia, nigdy nie mogą być pewni, że zostaną przepuszczeni przez mur i wjadą do Jerozolimy.

A jeśli przed postawieniem muru ktoś pracował w Jerozolimie, to stracił pracę?
– To jest kolejny problem. Oprócz pozwolenia na przejazd, trzeba mieć jeszcze pozwolenie na pracę. To wszystko jest bardzo skomplikowane. Opowiadał mi ktoś, kto mieszka tu, w Betlejem, a pracował w Jerozolimie: „Ojcze, wystarczy, że dwa, trzy razy z jakiegoś powodu nie przekroczę muru, nie dojadę na czas, to mnie po prostu z pracy wyrzucą”. Tak to, niestety, wygląda.

Jak długo już trwa ta sytuacja?
– W Betlejem jest 60, 70 procent ludzi, którzy już od wielu, wielu lat nie przekroczyli muru. Albo w ogóle, albo wyjeżdżali stąd bardzo rzadko. Bo czy wyjazd na kilka godzin do Jerozolimy można nazwać w ogóle wyjeżdżaniem?

Mieszkańcy Betlejem mówią, że żyją jak więzieniu.
– To jest bardzo dobre określenie. Poruszanie się latami na przestrzeni 5, 10 kilometrów w linii prostej, nie jest jakimś wielkim zachłyśnięciem się wolnością. My żyjemy z tymi ludźmi na co dzień i wiemy, jak oni to przeżywają. Proszę sobie wyobrazić młodych ludzi, którzy są skazani na życie w Betlejem, które samo w sobie, niestety, nie ma niczego do zaoferowania. Nie ma tu teatru, nie ma kina, nie ma żadnej rozrywki dla młodzieży. To nie są wielkie wymagania. Oni chcą normalnie żyć!

Mówią, że nawet z dziećmi za miasto nie mogą wyjechać…
– Dokładnie tak. Są dzieci, które od lat nie spotkały swoich dziadków, swoich wujków, ciotek, kuzynów. A niektóre w ogóle ich jeszcze nie widziały, bo mieszkają za murem.

Czy jest prawdą to, że przewodnicy izraelscy przed murem przekazują turystów w ręce arabskich przewodników?
– Oczywiście. Dlatego, że przewodnicy izraelscy nie mogą wjechać na teren Palestyny. Autobus się zatrzymuje, przewodnik izraelski wysiada, autobus z turystami przejeżdża i po drugiej stronie muru wsiada przewodnik arabski.

Betlejem jest chyba dzisiaj smutnym miastem?
– O Boże, ja tych ludzi tu podziwiam! Wydaje mi się, że na sytuację, w której oni żyją, to i tak są bardzo radośni. Niektórzy w ogóle nie stracili nadziei. Ale też kiedy wieczorem przespacerujemy się przez Betlejem i zobaczymy puste ulice, bo ludzie się boją, pogaszone światła przy drogach, bo zarząd miasta nie ma pieniędzy, żeby płacić za prąd, to widać, że miasto nie tryska radością.
Ludzie, którzy przez dziesiątki lat żyli z wyrabiania pamiątek, prowadzili hotele, restauracje, niestety, perspektywy na przyszłość nie widzą.

O co polskie dzieci mogą prosić dla Ziemi Świętej w listach do Dzieciątka Jezus w Betlejem?
– O radość, zwłaszcza dla naszych dzieci. Żeby mogły żyć w godziwych warunkach, żeby po prostu mogły cieszyć się życiem. I prosić o pokój, który powaliłby ten mur.