Powrót czarodzieja

Leszek Śliwa

|

MGN 12/2008

publikacja 17.11.2008 10:53

Nie pije, nie pali, nie przeklina. Na boisku nie kopie rywali, nie dyskutuje z sędziami, nie próbuje ich oszukać. O kim mowa? O grzecznym prymusiku z pierwszej klasy, który zapisał się do szkółki piłkarskiej? Nie, o jednym z najlepszych piłkarzy na świecie.

Powrót czarodzieja fot. PAP/EPA/ANTONIO SIMOES

Skromny i nieśmiały Hiszpan Juan Carlos Valerón jest zaprzeczeniem wszystkiego, co kojarzy się z gwiazdorstwem. Z jednym wyjątkiem: mało kto potrafi grać w piłkę tak jak on. Kilka lat temu zachwycał kibiców na całym świecie. Mówiono o nim „hiszpański Zidane”, podziwiano „brazylijską” technikę, nazywano magiem lub czarodziejem. Jego genialne podania otwierające drogę do bramki przeciwnika wielokrotnie można było podziwiać w telewizyjnych powtórkach. Karierę Valeróna w styczniu 2006 roku brutalnie przerwała ciężka kontuzja. Kiedy wszyscy o nim już prawie zapomnieli, po dwóch latach walki z własną słabością i trzech poważnych operacjach wrócił na boisko i z meczu na mecz gra coraz lepiej.

BARDZO DOBRY CZŁOWIEK
– Jeśli jakiś piłkarz zostanie kiedyś wyniesiony na ołtarze, będzie nim Juan Carlos Valerón. To bardzo dobry człowiek – pół żartem, pół serio powiedział kiedyś Javier Irureta, były trener klubowy Valeróna w Deportivo la Coruña. To powszechna opinia w hiszpańskim środowisku piłkarskim. Nikt nigdy nie widział, by Valerón się na kogoś zdenerwował. Nie obraża się nawet, gdy zostanie złośliwie sfaulowany. Nigdy nie domaga się żółtej kartki dla rywala. – Zawsze staram się postępować tak, jak sądzę, że Bóg ode mnie wymaga. Nie ma żadnego powodu bym na boisku zachowywał się inaczej niż poza nim – tłumaczy spokojnie piłkarz. Valerón jest człowiekiem bardzo religijnym. Hiszpańskie media nie mogą się nadziwić, że na zgrupowania drużyny zabiera ze sobą Biblię, którą codziennie czyta, a w wywiadach mówi otwarcie o swojej wierze.

CODZIENNA OBECNOŚĆ BOGA
Urodził się w małym miasteczku Arguineguín na Wyspach Kanaryjskich. Zawsze był wątły, słabszy fi zycznie od rówieśników. Dlatego jego talent dostrzeżono dość późno. Jego piłkarski rozwój wstrzymały też dwa ciosy, które dosięgnęły jego rodzinę. Najpierw, w wieku zaledwie trzydziestu lat, zmarł Prudencio Valerón – starszy brat Juana Carlosa. Wkrótce potem śmierć zabrała także ich ojca. – Zawsze byliśmy rodziną wierzącą. Ale dopiero po śmierci ojca i brata Bóg zaczął odgrywać w naszym życiu naprawdę ważną rolę. Codziennie czytałem Psalm 23, mówiący o tym, że Bóg jest ze mną zawsze, bez względu na to, czy spotyka mnie coś złego, czy dobrego. Zacząłem odczuwać tę codzienną, opiekuńczą obecność Boga – opowiadał piłkarz w jednym z wywiadów. – Mając Jezusa w sercu, wiem, że wszystko, co się wydarzy w moim życiu, będzie służyło mojemu dobru, dlatego wszystko przyjmuję z radością.

CIĘŻKA PRÓBA
Kariera Juana Carlosa rozpoczęła się na dobre w 1997 roku, gdy przeprowadził się do pierwszoligowego klubu Real Mallorca. Rok później zdobył młodzieżowe mistrzostwo Europy i zadebiutował w reprezentacji Hiszpanii seniorów. Potem grał w finałach mistrzostw świata i Europy oraz w Lidze Mistrzów. Aż nadszedł feralny dzień 17 stycznia 2006 roku. Zerwanie wiązadeł krzyżowych w kolanie uniemożliwiło mu start w kolejnym mundialu. Przeszedł operację, leczył się osiem miesięcy. W pierwszym meczu po powrocie na boisko kontuzja się odnowiła. Kolejna operacja i kolejne miesiące spędzone na wyczerpujących ćwiczeniach rehabilitacyjnych. Juan Carlos wznowił grę w lutym 2007 roku, ale po dwóch tygodniach okazało się, że wszystko trzeba zaczynać od nowa. Musiał poddać się trzeciej operacji i usłyszał diagnozę: rok przerwy i brak gwarancji dojścia do pełnej sprawności. Wrócił na boisko 27 stycznia 2008 roku. Najpierw grał niewiele, teraz jednak znów zaczyna „czarować” publiczność znakomitymi zagraniami. Nie ma już wątpliwości, że wyleczył się całkowicie. Na początku grudnia będą go mieli okazję podziwiać kibice w Poznaniu. Jego Deportivo rozegra mecz z Lechem w Pucharze UEFA.

NAJWAŻNIEJSZE ŚWIADECTWO
Valerón walcząc z kontuzją, okazywał niezwykłą pogodę i hart ducha. Zdobył tym ogromny szacunek hiszpańskiej opinii publicznej. Wcześniej czasem podnosiły się głosy, że byłby lepszym piłkarzem, gdyby był bardziej agresywny. Uważano, że brak mu „charakteru”. Teraz wszyscy zrozumieli, że oparty na głębokiej wierze sposób na życie Valeróna nie jest jego słabością, lecz siłą. Wielokrotnie zdarza się, że jakiś sławny piłkarz deklaruje się jako wierzący, a na boisku wykonuje religijne gesty. Potem okazuje się, że poza boiskiem jego postępowanie wywołuje skandale, a na boisku oszukuje sędziów i fauluje rywali. Valerón pokazał, że jego życiowa filozofi a jest spójna i konsekwentna, a czyny idą w parze ze słowami. I za to podziwia go cała Hiszpania.