Jezus był młodym chłopcem, gdy przez germańską puszczę przedzierała się 30-tysięczna armia Rzymian. Nigdy już stamtąd nie wyszli.
Bitwa w Lesie Teutoburskim była jedną z największych katastrof w historii Imperium Rzymskiego
RYS. FRANCISZEK KUCHARCZAK
Pasmo zalesionych wzgórz ciągnie się między niemieckimi rzekami Ems i Wezerą. Piękny jest Las Teutoburski. Ale dokładnie dwa tysiące lat temu, we wrześniu 9 roku, nie było tu ładnie. Pogoda była paskudna. Przedwczesna jesień zaczęła wylewać z nieba na ziemię Germanów strugi wody. Koła wozów zaczęły grzęznąć w błocie, a idący skrajem drogi ludzie przewracali się na korzeniach i śliskiej trawie. A było tych ludzi 30 tysięcy. Trzy rzymskie legiony, sześć kohort wojsk sprzymierzonych i trzy tysiące konnych przedzierało się przez gęsty las poprzecinany wąwozami. Niekończący się sznur zbrojnych, objuczonych do granic możliwości, zmierzał ku swojemu przeznaczeniu.
Koszmarna droga
Bezsenna noc minęła w ulewnym deszczu. Z nastaniem ranka legioniści zwinęli obóz. Chcieli przedzierać się w stronę Renu. Tym razem Germanie mieli trudniejsze zadanie. Rzymianie, uformowani w szyku obronnym parli przed siebie, z desperacką nadzieją na wydostanie się na pozbawioną drzew przestrzeń. Tam dopiero mogliby pokazać, co znaczy rzymska taktyka. Tymczasem jednak bezustannie musieli opędzać się od zawziętych i walecznych napastników. Coraz bardziej namoknięte tarcze ciążyły niemiłosiernie, a wilgotne cięciwy łuków nie pozwalały strzelać. Wiele kilometrów tej koszmarnej leśnej drogi znaczyły gęsto rozsiane trupy. Tak minął kolejny dzień, a potem noc – tym razem spędzona w marszu. Żołnierze byli zmęczeni do granic ludzkich możliwości.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł