Tutaj padł już niejeden rekord. Bo przez rok w szkole w sumie pojawia się blisko 7 tysięcy uczniów. W dzienniku lekcyjnym lista nazwisk jest tak długa, że czasem już w maju brakuje wolnych kartek. Ale najbardziej rekordowa jest ilość zawieranych przyjaźni.
Zajęcia klas I–III
fot. Jakub Szymczuk
W Warszawie przy alei Dzieci Polskich stoi niespotykany nigdzie pomnik. Jest ogromny. Wysoki na 10 pięter, upamiętnia dzieci, które cierpiały i zginęły podczas II wojny światowej. Ten pomnik to szpital – Instytut Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka. Dzieci przebywają tu czasem kilka dni, czasem tydzień lub dwa. Ale bywa, że o wiele, wiele dłużej. Nie mają zaległości w nauce. W tym czasie stają się uczniami Zespołu Szkół Specjalnych nr 78 im. Ewy Szelburg-Zarembiny.
DZIENNIKI Z DŁUUUUGĄ LISTĄ
Liczba uczniów wciąż się zmienia, bo zmienia się liczba pacjentów szpitala. Jednego dnia w lekcjach bierze udział czasem nawet 500 uczniów. Dzieci przyjeżdżają do Instytutu z całej Polski. Zdarza się więc, że w jednej grupie jest kilka różnych podręczników z tego samego przedmiotu. Dlatego bardzo ważne jest, by nauczyciel mógł poświęcić jak najwięcej czasu każdemu dziecku z osobna. – Grupki lekcyjne są małe, dlatego szybko można nadrobić zaległości – mówi Zuzanna Dąbrowska z piątej klasy. W Centrum Zdrowia Dziecka jest po raz pierwszy na turnusie rehabilitacyjnym. Na popołudniowe lekcje zabiera zeszyty i książki, które przywiozła ze sobą. Wróci do domu ze specjalnym zaświadczeniem i z ocenami, jakie tu zdobędzie. Te stopnie wpiszą potem do dziennika nauczyciele w szkole, do której Zuzia chodzi na co dzień. Dziennik w szkole szpitalnej wygląda podobnie jak w każdej innej. Poza jednym. Lista uczniów nie kończy się wraz z 20. czy 30. numerem. Wciąż pojawiają się na niej nowe nazwiska. Czasem jest ich tyle, że w maju brakuje już kartek.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł