Krew, krew, krew. Takiej rzezi bezbronnych jeńców jeszcze Polacy nie widzieli. W ziemi na uroczysku Batoh nad rzeką Boh pozostały kości tysięcy najlepszych żołnierzy.
Bitwa pod Batohem zakończyła się masakrą 3 tysięcy bezbronnych polskich jeńców
Ciężki czas przyszedł na Rzeczpospolitą w połowie XVII wieku. Potężne państwo, z którym liczyli się wszyscy, nagle zaczęło otrzymywać ciosy, które coraz trudniej mu było odbij ać. Moskwa, Szwedzi, Turcy – raz po razie katastrofa, a dla wielu śmierć lub niewola i łzy.
DWA OGNIE
Kozacy, ukryci w lesie po drugiej stronie obozu, domyślili się, że przeciwnik ma kłopoty. Z krzykiem ruszyli do ataku na kompletnie zaskoczonych obrońców. Ale tu regimentami piechoty dowodził znakomity generał Zygmunt Przyjemski. Zanim dobiegli, piechota zdążyła sformować szyk. Ci weterani wielu wojen nieraz już byli w opałach i nawet tak skrajne niebezpieczeństwo nie wytrąciło ich z równowagi. Huknęły salwy, przesłaniając widok kłębami dymu. Atak Kozaków natychmiast utknął. Zaczęła się wymiana ognia z obu stron. Zanosiło się na długą walkę. Jednak około trzeciej po południu ktoś zaprószył ogień w złożonych w środku obozu stertach siana i słomy. Buchnął płomień, oddzielając czoło obozu od jego tyłów. Piechota nie miała drogi odwrotu – z jednej strony Kozacy, z drugiej ogień. Mimo tego nikt się nie poddawał, zwłaszcza że Kozacy i tak nie brali jeńców. Twarda walka trwała tu nieprzerwanie, również w nocy. Ostatnich żołnierzy dobijano dopiero nad ranem. Z drugiej strony obozu walka wygasła znacznie wcześniej. Nie jest jasne, co stało się z hetmanem Kalinowskim. Jedni twierdzili, że zginął z piechotą, inni że uciekał z oddziałem konnych, a gdy dowiedział się, że jego syna schwytali Tatarzy, zawrócił i wtedy poległ.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł