Miasto przy obcasie

Beata Zajączkowska

|

MGN 04/2010

publikacja 15.03.2010 13:30

Gdy zobaczyłam Kamienie Matery zrozumiałam, dlaczego właśnie tu Mel Gibson kręcił Pasję. Miasteczko zwane jest włoską Jerozolimą.

Miasto przy obcasie Panorama Sassi fot. BEATA ZAJĄCZKOWSKA

Matera leży blisko wybrzeża Adriatyku, w miejscu gdzie zaczyna się obcas włoskiego buta. Docieramy na miejsce późnym popołudniem. Pierwsze zetknięcie z miastem rozczarowuje. Wokół nowoczesne typowe dla południa Włoch domy. Pytam miejscowych, jaki to region. Jedni odpowiadają Basilicata, inni, że to Lukania. Obie odpowiedzi są prawdziwe. Basilicata to współczesna nazwa regionu, który do XVIII wieku zwano Lukanią – podobno z powodu niezwykłego światła o brzasku dnia i lasów porastających te tereny (łac. lucus - las, lux - światło).

DROGA NA DACHU
Dziś okolica Matery jest uboga i wyludniona, a jedyne drzewa, jakie tam rosną to oliwki. Za drogowskazem „Sassi di Matera” (Kamienie Matery) idziemy do starej części miasta. Schodzimy w dół po stromych schodach i... już wiem, dlaczego miasto zwane jest włoską Jerozolimą. Ten sam klimat, te same skały, ten sam krajobraz. Przed nami wielopoziomowe domostwa wykute w miękkiej wapiennej skale stromego zbocza. Dzielnica poprzecinana jest labiryntem uliczek i schodów. Ponieważ wąwóz jest głęboki na ponad 80 metrów, domy drążono w skale jeden nad drugim. I tak też, kiedy chodzimy uliczkami Sassi, droga często wije się na dachu domu, albo na przykład sufit jednego domostwa jest podłogę dla drugiego i tak kilka pięter w górę. Dziś w historycznych dzielnicach nikt już nie mieszka. Ale jeszcze w latach 50. XX wieku żyło tu 16 tys. ludzi.

MODA NA JASKINIE
W Sassi panuje niesamowita atmosfera. Matera wciąż leży z dala od turystycznych szlaków. Spacerując pustymi uliczkami można wyobrażać sobie, jak kiedyś wyglądało tu codzienne życie. Wchodzimy do jednego z zachowanych domostw – Casa Grotta. W 1956 r. mieszkała tu 11-osobowa rodzina razem z domowymi zwierzętami. Centralne miejsce w jaskini to zajmuje ogromne łóżko i szafa, w której trzymano ziarno i chleb. W kącie maleńka kuchnia. Pod podłogą ogromna cysterna na deszczówkę. Woda spływała do niej kanałami z dachów, ścian i ulic. W domach panowała wilgoć, szerzyły się choroby. Jedynym źródłem światła było maleńkie okno wydrążone w skale. Wiele domostw nigdy nie doczekało się elektryczności. W książce „Chrystus zatrzymał się w Eboli” siostra Carlo Leviego pisała o tym miejscu tak: „Nigdy dotąd nie widziałam takiego obrazu nędzy. Mieszkańcy mieli pokryte zmarszczkami twarze starców, wycieńczone głodem, ich włosy obłaziły wszy, a skóra była pokryta strupami. Większość z nich miała wydęte brzuchy, a twarze pożółkłe i zniszczone malarią. Szli i błagali nie o pieniądze a o chininę”. Dzięki książce siostry Carli, Materą zainteresowano się bardziej. Mieszkańców Sassi, co nie było to łatwe, przymusowo przesiedlono do normalnych domów. Wiele rodzin nocy wracało. Rano policja znów musiała ich przenosić. O Sassi powoli zupełnie zapomniano. Dzielnica popadała w ruinę. Dopiero w 1986 r. gdy ludzie mogli dzierżawić domy w zamian za renowację, zapomniana dzielnica zaczęła podnosić się z upadku. Jednak Włosi docenili Sassi dopiero wtedy, gdy wpisano je na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ceny domów w tej okolicy znacznie wzrosły, a posiadanie nowocześnie wyposażonej jaskini stało się modne.

MAKARON À LA MEL GIBSON
Po raz pierwszym Matera została uwieczniona w filmie Passoliniego „Ewangelia wg św. Mateusza”. Potem dwa miesiące spędziła tu ekipa Mela Gibsona, kręcąc sceny do „Pasji”. Dzielnica Sassi stała się wtedy starożytną Jerozolimą, a punkt widokowy po drugiej stronie wąwozu – Golgotą. – Niestety – mówi miejscowy proboszcz, ks. Domenico – nie udało się zainteresowania filmem przenieść na zainteresowanie Materą. Turystów wciąż jest tu mało, a to nie polepsza sytuacji życiowej ubogich mieszkańców. Jedyną informację o wizycie Gibsona można znaleźć w... jadłospisie wielu restauracji, gdzie podają makaron à la Mel Gibson...

PRZEZ SZPARĘ W DRZWIACH
Matera to nie tylko Sassi, ale też drogocenne skarby kryjące się w kościołach. Nad miastem góruje katedra w stylu romańsko-apulijskim. Prawdziwą perełką jest kościół św. Jana Chrzciciela z XIII w., gdzie znajduje się wizerunek Madonny czczony przez mieszkańców Matery. Ciekawostką jest to, że każda z kolumn w kościele ma inny kapitel, czyli zakończenie, a na tyłach świątyni jest rodzaj studzienki, do której wylewano wodę, używaną podczas sprawowania liturgii. Żegnając się z Materą, wybieramy się na poszukiwanie wykutych w skale kościołów. Podobno w okolicy jest ich ponad 150. Jednak trudno je odnaleźć, bo wtopiły się w okoliczne wzgórza, często obrastając roślinnością. Kościoły są pozamykane. Trzeba prosić o specjalne pozwolenie na ich zwiedzanie. Odnajdujemy kościół Madonna delle Vergini z X w. Wykute w skale wnętrze podglądamy przez szparę w drzwiach. Mimo to warto było przyjechać do Matery, gdzie w grotach przed wiekami żyło wielu mnichów i eremitów.