Bunt Kozaków miał być łatwo zduszony. Okazało się, że największym wrogiem jest lekceważenie wroga.
Chmielnicki z Tuchaj bejem pod Lwowem
Obraz Jana Matejki (Muzeum Narodowe w Warszawie)
W obozie wojennym hetmana wielkiego Mikołaja Potockiego było wesoło. Nikt nie widział powodu do zmartwień. Jakiś Chmielnicki podniósł bunt wśród Kozaków na Zaporożu, ale hetman wysłał przeciw niemu dywizję pod wodzą swojego syna Stefana. Zawodowe wojsko powinno było już się rozprawić z powstaniem. Czas jednak mijał, a dywizja nie wracała. „Już tam kasztelanic Stefan rozbił buntowników i teraz zabawia się polowaniem na Dzikich Polach” – śmiali się żołnierze przy kielichach. A kielichy krążyły gęsto, bo hetman Potocki, niestety, jak napisał o nim kronikarz, „więcej radził o kieliszku i szklanicach niżeli o dobru Rzeczypospolitej”.
PRZEKLĘTY LAS
Chmielnicki przewidział ruch hetmana i przygotował zasadzkę na drodze w miejscu zwanym Kruta Bałka. Kozacy usypali tam szańce i obsadzili je wojskiem i armatami. Niestety, trzeźwiejący hetman Potocki nie wysłał przed armią straży przedniej. Gdyby to zrobił, dowiedziałby się zawczasu, co się święci i zmieniłby trasę marszu, a przynajmniej zdążyłby się przygotować. Na domiar złego kazał kawalerzystom maszerować pieszo, myśląc tylko o obronie w taborze. W ten sposób stracił możliwość wyprowadzania ataków. Nawet husarze szli na własnych nogach. Dwa kilometry za Korsuniem przeciwnicy otoczyli tabor ze wszystkich stron. Gdy podeszli bliżej, powstrzymała ich kanonada polskich armat i broni ręcznej. Niebawem jednak tabor zagłębił się w dębowy las. Droga była tam wąska. Trzeba było ścinać drzewa, przez co kolumna posuwała się powoli. Potem wojsko musiało pokonać błotnisty wąwóz. Wozy zjeżdżały z pochyłości, wpadając jedne na drugie, szyk zaczął się rwać. Widząc zamieszanie, napastnicy podprowadzili bliżej swoje działa i zaczęli ostrzeliwać tylną część taboru. Tatarzy zasypali kolumnę strzałami, a Kozacy powalili wielu Polaków kulami z muszkietów. Szczególnie celowano do koni ciągnących armaty i wozy. Wśród nieopisanego zamętu żołnierze zaprzęgali nowe konie, ostrzeliwując się na wszystkie strony. Nieprzyjaciel zaczął następować coraz silniej. „Zaledwie nasi wytrzymali” – zapisał uczestnik tych wydarzeń. Trzecia część taboru została w leśnym błocie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł