Czekanie na uśmiech

Beata Zajączkowska

|

MGN 04/2009

publikacja 16.01.2012 21:35

Wydęte brzuszki afrykańskich dzieci to dla Europejczyka symbol głodu. W rzeczywistości oznacza to, że maluchy są źle żywione albo mają robaki.

Czekanie na uśmiech Siostra Barbara z niedożywionym dzieckiem. – Zobacz, jakie jest smutne – mówi misjonarka ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów fot. ARCHIWUM SIÓSTR OD ANIOŁÓW

Objawy choroby głodowej to opuchlizna sprawiająca wrażenie, że dziecko jest grube lub wprost przeciwnie – przerażające wychudzenie. Wyleczyć ją można tylko właściwym jedzeniem. Dla niektórych jednak pomoc przychodzi zbyt późno. Zmiany w mózgu spowodowane głodem są nieodwracalne.

Smutny Leon
Trzyletni Leon z otępieniem wpatruje się w ścianę. Nie reaguje. Nawet lizak nie przyciąga jego uwagi. Odwijam go z papierka i podaję chłopcu. Zamiast w buzi, słodycz raz po raz ląduje to we włosach, to na policzkach. Podobnie robi kilkoro innych dzieci. Jestem w jednym z siedmiu ośrodków dożywiania, działających w okolicy kongijskiego miasta Rutshuru. Głód jest tu bratem wojny, a jego ofi arami najmłodsi. Nie mogę zrozumieć, dlaczego dzieci nie jedzą lizaków, dlaczego nie chcą rozdawanych przez opiekunkę ciasteczek. Dotąd każdy cukierek wywoływał entuzjazm i po rzadko widziany rarytas wyciągał się zwykle las rąk.– Cierpiące na chorobę głodową maluchy nie mają apetytu i ochoty na nic – tłumaczy kierująca ośrodkiem siostra Barbara Pustułka, widząc moją zszokowaną minę. – Zobacz, jak bardzo są smutni – dodaje, wskazując na siedzące obok siebie rodzeństwo. – Choroba głodowa sprawia, że dzieci w ogóle się nie uśmiechają. 

Raz, dwa - głodny
Na terenie Północnego Kivu co drugie dziecko jest niedożywione. Nieco lepiej sytuacja wygląda w sąsiedniej Rwandzie, ale i tak misjonarki prowadzące tam centra dożywiania mają pełne ręce roboty. Niektóre maluchy, z powodu zaniedbań rodziców, kilka razy zapadają na chorobę głodową. Przeważnie kończy się to tragicznie. Brak odpowiedniego pożywienia powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Z powodu opóźnienia w rozwoju niektóre dzieci nie kończą nawet szkoły podstawowej. Nauczenie ich czegokolwiek wymaga wiele cierpliwości i dobrze przygotowanych ludzi, a tych w Afryce jak na lekarstwo. 

Banany, maniok, ryż, fasola
Kilka kobiet pieli grządki, inne zbierają z pola główki kapusty. Oparte o drzewo stoją motyki – najpopularniejsze narzędzie pracy. Wśród matek chodzi misjonarka i cierpliwie tłumaczy, kiedy i co sadzić. Wyjaśnia też zasady właściwego żywienia. Ziemniaki w Kongu zbiera się trzy razy do roku, a mimo to ludzie są wciąż głodni. Z ogrodu siostra Barbara idzie do matek, które przyszły z chorymi dziećmi. Pod zadaszeniem kobiety gotują dla siebie jedzenie. Na trzech kamieniach ustawiły garnki z bananami, maniokiem i ryżem albo fasolą. To monotonne jedzenie też jest jednym z powodów choroby głodowej. – Choć wydaje się, że większość naszych słów trafi a w próżnię – mówi misjonarka ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów – to jednak są matki, które to, czego nauczą się w naszym ośrodku, przynajmniej w małym stopniu przeszczepią do swoich domów.

Drogie mleko
Na wyplatanych z liści kukurydzy matach siedzą dzieci. Niektóre nie wyglądają na niedożywione. Ale to pozory. Mają tak zwaną głodową opuchliznę. Wywołuje ją kwashiorkor, czyli brak białka w organizmie. Czteroletni Gaston wybiera ręką z większego od niego garnka słodką kaszę. Drugi chłopak próbuje wylizać resztki z ogromnej chochli. Spogląda na nas i zaczyna zaczepiać. To znak, że jest już zdrowy. Bo dzieci z chorobą głodową są smutne i niczym niezainteresowane. Pierwszy uśmiech oznacza więc początek wychodzenia z choroby. Próbuję karmić czterolatka. Herbatniki z glukozą łamię na kawałeczki i podaję do buzi. Nie chce jeść. Jego popękana jak po oparzeniu skóra oznacza, że dopiero rozpoczął leczenie. Inne wychudzone maleństwa mają pomarszczone twarze. Brak węglowodanów i tłuszczów spowodował, że cierpią na marasmus. Leczenie trwa miesiącami. Wielu dzieciom wystarczyłoby podać mleko terapeutyczne, by zaczęły wracać do zdrowia. Jednak na kieszeń Afrykanów jest ono wciąż za drogie. 

Świnka morska na zdrowie
W centrum w Ntamugenga misjonarki prowadzą tak zwane leczenie uzupełniające. Najcięższe przypadki trafi ają do ośrodka w Rutshuru prowadzonego przez siostry pallotynki. Kilkuletnie maleństwa ważą czasem zaledwie dwa, trzy kilo, a noworodki nie przekraczają kilkuset gramów wagi. – Czy od 1994 r., kiedy to pierwsze siostry zaczęły pomagać głodnym dzieciom, sytuacja uległa poprawie? – pytam kierującą ośrodkiem siostrę Dominikę Laskowską. – Z powodu wojny niewiele się tu zmienia – mówi siostra. – Matki trudno przekonać, że można żyć inaczej. Jednak mimo to wyleczyłyśmy w naszym centrum ok. 60 tysięcy dzieci – dodaje misjonarka, uśmiechając się. Widać, że to jej miejsce. Wszędzie jej pełno. Kontroluje pracę w rejestracji, w laboratorium, sprawdza czystość w salach, gdzie podczas leczenia mieszkają matki z dziećmi. – Pochodzę ze wsi – śmieje się. – Ale dużo musiałam nauczyć się dopiero tutaj. Bo jeszcze i ogrodu trzeba doglądnąć i całkiem spore gospodarstwo: krowy, kaczki, kury, króliki i… świnki morskie. Te ostatnie w Afryce są źródłem dobrego mięsa i bogatej w wartości odżywcze krwi, którą maluchom dodaje się do jedzenia. 

Powrót apetytu
Inną charakterystyczną oznaką choroby głodowej jest to, że dziecko nie ma nawet siły, by jeść. Dlatego, gdy dzieci trafi ają do ośrodka, podczas badania daje im się coś do zjedzenia. Wtedy widać, jak reagują. Leczenie choroby głodowej trwa bardzo długo. Zwykle od dwóch do trzech miesięcy. Należy nawet zmuszać dziecko do jedzenia. Często używa się sondy, by wypełnić żołądek malucha. Gdy dziecku zaczyna wracać apetyt, najpierw podaje się mu tak zwaną bouille, czyli mieszankę trzech rodzajów mąki: prosa, soi i manioku. Do tego olej z orzeszków arachidowych i cukier. Potem jest drugie śniadanie: najczęściej banany albo ciastka glukozowe. Na obiad natomiast jedzą mąkę kukurydzianą z fasolą, warzywami albo ryż z rybą i warzywami czy ryż z mięsem. Centrum odżywiania w regionie Rutshuru nazywa się „Matumaini”, co w miejscowym języku oznacza nadzieja. Codziennie tę nadzieję tysiącom wygłodniałych dzieci przywraca jedzenie. – Co daje wam największą radość? – pytam. – Uśmiech dziecka – odpowiada bez wahania siostra Barbara. – Bo to oznacza, że maluch wraca do zdrowia.

Możesz pomóc głodnym dzieciom w Północnym Kivu:
Zgromadzenie Sióstr od Aniołów – Misje,
ul. Broniewskiego 28/30
05-510 Konstancin Jeziorna
Bank PEKAO SA 20 1240 1109 1111 0010 0025 0062
Dopisek: Dzieci – Kongo