Drużynowy na trąbce daje sygnał do apelu. Wszyscy stają na baczność. Zastępowi meldują poważnie stan grupy. Bo harcerstwo to nie żarty.
Drużynowy gra sygnał na trąbce
fot. HENRYK PRZONDZIONO
Z49. Wrocławską Drużyną Harcerzy „Leśni-Bór” spotykamy się dokładnie 100 lat po dniu, w którym Andrzej Małkowski założył pierwsze drużyny harcerskie w Polsce. Grupa uczniów rozmawia o tym przy kościele św. Stanisława Kostki we Wrocławiu. Wszyscy w pełnym umundurowaniu. Tutaj, u św. Kostki, harcerze stoją na warcie przy Bożym grobie. Podczas Drogi Krzyżowej, procesji rezurekcyjnej i Bożego Ciała chodzą z płonącymi pochodniami. Nieraz czytają podczas Eucharystii. A w rocznicę powstania ich drużyny Mszę św. mieli w... lesie.
NOC NA DRZEWIE
Niektórzy na prawym rękawie munduru mają też krążki. Wyszywają je sobie czerwoną nicią, gdy zdobędą kolejną sprawność. – Zdobyłem sprawność saneczkarza, bo zimą zorganizowałem wyścig – uśmiecha się Krzysiek Malatyński. – A ja najbardziej pamiętam noc na drzewie – wtrąca zastępowy Bobrów, Paweł Ryterski, wywiadowca. – Ta sprawność nazywa się „leśny człowiek” – uśmiechają się koledzy. – Najpierw znalazłem odpowiednie drzewo. Potem na jego gałęziach rozłożyłem karimatę – wspomina Paweł swoją nocną przygodę. Drużynowy i przyboczny pokazują naszytą liczbę 100. – To sprawność „dromadera” – mówią. – Aby ją zdobyć, musieliśmy w ciągu 24 godzin przejść 100 kilometrów – dodają. – Wyruszyliśmy więc z Wrocławia do Trzebnicy – wspomina ćwik Adam. – A stamtąd do Prusic. Dalej były Oborniki, gdzie przebiliśmy pęcherze i… szliśmy z powrotem w stronę Wrocławia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł