Gwiazdy jak żywe

Adam Śliwa

|

MGN 07-08/2011

dodane 03.06.2011 10:03

Błysk fleszy, kolorowe światła i tłum fanów. Wszystko, jak na uroczystej gali z udziałem największych sław. Tyle tylko, że Brad Pitt, David Beckham a nawet królowa Elżbieta II patrzą cały czas w tym samym kierunku a woskowy uśmiech nie schodzi z ich twarzy.

W Muzeum Figur Woskowych w Londynie – najsłynniejszym muzeum świata – można zrobić sobie zdjęcie z Tomem Cruisem, piękną Marilyn Monroe lub zielonym, wielkim jak autobus Hulkiem. Figury są naturalnej wielkości. Wśród nich również dwóch Polaków: papież Jan Paweł II i Lech Wałęsa.

ZDJĘCIE Z GWIAZDĄ
Przy samym wejściu wita nas wesoły Jim Carrey. Wsiadamy do windy, która przenosi nas w inny świat. W otwartych drzwiach od razu oślepia błysk fleszy. Jednak to nie fotoreporterzy, ale lampki i… narysowani dziennikarze. Mimo to wrażenie niesamowite. W odświętnie przystrojonej sali postacie ubrane jak na rozdanie Oscarów. Każdy chce zrobić zdjęcie. Najlepiej obok ulubionej gwiazdy sportu, muzyki czy filmu. Są aktorzy grający Jamesa Bonda, w czerwonej sukni Nicole Kidman i wysoki Bruce Willis. Jest też bolywoodzka gwiazda Shahrukh Khana. W kolejnej sali krótkie spotkanie z Churchillem, uścisk ręki Putina i wizyta u prezydenta USA. Wszyscy jak żywi. Taki sam jak w rzeczywistości wzrost, kolor włosów, a nawet oczu. Obok drzwi kolejna figura. Kto to taki? Chyba ktoś mniej znany… Nie, to ktoś z obsługi zrobił sobie żart ze zwiedzających. Schodzimy do podziemi. Przed salą horroru na schodach wita nas mistrz Alfred Hitchcock. Ciemny korytarz, krzyki i czające się dziwne postacie robią niesamowite wrażenie. Serce wali coraz mocniej. Ale widać światło. To niewielka latarnia w ręku Madame Tussauds.

WŁOSY, OCZY I… PIEGI
Od niej wszystko się zaczęło. Madame Tussauds, a właściwie Maria Grossholtz, urodziła się we Francji. Sztuki rzeźbienia w wosku nauczył ją Philippe Curtius, fizyk, u którego mama Marii była gospodynią. Podczas rewolucji francuskiej Maria portretowała zabitych arystokratów. Na początku XIX wieku Maria przeniosła się do Londynu i przez kilka lat obwoziła po Wielkiej Brytanii swoją kolekcję. A w Londynie na Baker Street otworzyła pierwszą wystawę swych dzieł. Teraz przy tej ulicy znajduje się słynne muzeum. Technika tworzenia figur właściwie nie zmieniła się od dwustu lat. Kandydata trzeba najpierw dokładnie zmierzyć i sfotografować. Potem dopasować kolor włosów, skóry, a nawet piegów, jeśli je ma. Z gwiazdą omówić pozę, jaką ma mieć, i to, jak ma być ubrana.

ALUMINIOWY SZKIELET
Wszystko trwa od 3 do nawet 6 miesięcy. Figura woskowa oparta jest na aluminiowym szkielecie. Wokół niego buduje się silikonową formę. Potem z włókna szklanego odlewane jest ciało, a z wosku głowa. W osobnej pracowni głowa otrzymuje prawdziwe włosy, co zajmuje nawet 140 godzin, zęby i oczy. Po czym przychodzi fryzjer, który myje i układa włosy. Zresztą robi to później również w ciągu tygodnia. Chodzi o to, żeby figura zawsze miała świeżą fryzurę. A dłonie – szczególnie kobiet – też często potrzebują osobnych, specjalnych zabiegów. Na końcu farbami olejnymi maluje się twarz. Jeszcze tylko odpowiedni strój – najczęściej oryginalny, ofiarowany przez żyjącą osobę – i figura może być podziwiana w muzeum. – Bardzo często ludzie są zaskoczeni, widząc swoją nieśmiertelną wersję w 3D – mówi Jeni Fairey, rzeźbiarka z muzeum Madame Tussauds.

CZARNĄ TAKSÓWKĄ W PRZESZŁOŚĆ
Muzeum figur woskowych można dziś odwiedzać nie tylko w Londynie. Jego filie otwarto również w Berlinie, Amsterdamie, Hongkongu, Las Vegas, Nowym Jorku i Szanghaju. A londyńska siedziba poza fi gurami z wosku ma jeszcze jedną atrakcję. Czarne taksówki wiozą zwiedzających w przeszłość Londynu. Samochód obraca się i bokiem sunie ostro w dół. Mijamy miasto z czasów zarazy, wśród ścieków biegają szczury, a człowiek w białym fartuchu i masce na twarzy ostrzega o chorobie. Auto skręca. Wjeżdżamy w wielki pożar Londynu w 1666 roku. Czuć spaleniznę i dym, a nad głową strażak w skórzanym hełmie leje wodą. Dalej budowa pomnika admirała Nelsona i katedry świętego Pawła, nalot na miasto podczas drugiej wojny światowej, A na zakończenie wesołe miasteczko, fontanny i mieszkańcy Londynu. Kiedy minęły cztery godziny? Nie wiadomo. Przy wyjściu żegna nas zamyślony Charlie Chaplin w swoim nieśmiertelnym meloniku.