Mieć wolność to mało. Trzeba być wolnym.
Kawalerzyści w historycznych mundurach podczas obchodów Święta Niepodległości w Katowicach w 2008 roku
fot. ROMAN KOSZOWSKI
Na bocznym torze stacji kolejowej Rethondes w Compiègne pod Paryżem stał samotny wagon-salonka. Weszło do niego kilku mężczyzn w mundurach i kilku cywilów. Podpisali dokumenty o zawieszeniu broni. W tym momencie – a był 11 listopada 1918 roku – skończyła się wielka wojna, nazwana później pierwszą światową. Rozwiewał się dym pożarów, do domów wracali wymizerowani ludzie. W rozsianych po całym globie mogiłach spoczywało prawie 10 milionów żołnierzy, ponad 20 milionów weteranów nosiło blizny i okaleczenia.
WSZYSCY DO BRONI
W ciągu najbliższego tygodnia z terenu odradzającej się Polski wyjechało 60 tysięcy niemieckich żołnierzy. Wyjeżdżali pokonani, przepełnionymi pociągami, bez broni. Pozostało po nich dużo sprzętu wojskowego, który teraz bardzo przydał się powstającej armii polskiej. Bo też od razu trzeba było chwytać za broń, zwłaszcza na wschodzie, gdzie po ustąpieniu Niemców swój kraj chcieli też stworzyć Ukraińcy. Szczególnie ciężkie walki toczyły się o Lwów, który chciały zdobyć zbrojne oddziały Ukraińców. 17 listopada w mieście ukazały się plakaty o treści: „Wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni Polacy w wieku lat 17–35 zostają niniejszym powołani do służby w szeregach polskich”. Mimo tego za broń chwyciło aż 1421 chłopców poniżej 17. roku życia. Najmłodszy miał zaledwie 9 lat. Okazali się bardzo dzielnymi żołnierzami. Przeszli do historii jako „orlęta lwowskie”.
Jeden z nich, 13-letni Antek Petrykiewicz, odznaczył się w walkach o Górę Stracenia. Został tam ciężko ranny i po trzech tygodniach zmarł. Naczelnik Józef Piłsudski odznaczył go pośmiertnie Orderem Virtuti Militari. Antoś do dziś jest najmłodszym kawalerem tego orderu. Na wieść o odrodzonym państwie odezwali się też Polacy z Poznania, który wciąż jeszcze pozostawał w rękach pruskich. Po świętach Bożego Narodzenia w tamtejszym hotelu „Bazar” zatrzymał się polski polityk Ignacy Paderewski. Na wieść o tym, przed hotelem przeszedł pochód polskich dzieci w towarzystwie tłumu dorosłych. Po południu swoją demonstracją odpowiedzieli Niemcy. W pobliżu „Bazaru” doszło do zamieszek, wybuchła strzelanina. Tak zaczęło się powstanie wielkopolskie, które przywróciło Polsce ziemię poznańską. Powstania wybuchły również na Śląsku. Po trzech kolejnych zrywach w skład Polski weszła część Górnego Śląska.
INNA WOLNOŚĆ
Od roku 1795, gdy Polska jako państwo przestała istnieć, aż do dzisiaj minęło 215 lat. Wynika z tego, że w ciągu tych 215 lat nasz kraj był niepodległy tylko przez 42 lata – 21 lat po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku i tyle samo od upadku komunizmu do dziś. To bardzo niewiele – a jednak Polacy nie zapomnieli, kim są, nie przestali mówić po polsku i – mimo prześladowań – zachowali wiarę. To znaczy, że jest w człowieku jakaś inna wolność, której nie da się odebrać, jeśli człowiek nie da na to własnej zgody. To taka wolność, której nie przeszkadzają żadne kraty. Można być w więzieniu, a mimo tego być wolnym. Któregoś dnia przeżył to ks. Franciszek Blachnicki, założyciel oazy – Ruchu Światło–Życie. Siedział wtedy w celi śmierci więzienia w Katowicach. Dostał wyrok śmierci od Niemców za działalność w ruchu oporu. Wokół niego ubywało współwięźniów, a on czekał na wezwanie, które i jego wywoła na egzekucję. Mijały dni, a jego nazwisko wciąż nie padało. Któregoś dnia siedział na stołku w celi i czytał książkę. Nagle poczuł obecność Boga. Mocną i ciepłą. To było tak, jakby ktoś przekręcił włącznik elektryczny. W jednej chwili stał się nowym człowiekiem. Chodził potem po celi i powtarzał: „wierzę, wierzę, wierzę”. Wyroku śmierci nie wykonano. Po stu dniach czekania na egzekucję zamieniono mu wyrok na więzienie. Dla niego nie miało to już większego znaczenia. Później powie, że tylko lęk może człowieka zniewolić. Ktoś, kto oddał życie Jezusowi, niczego się już nie boi – a on oddał życie Jezusowi. Po wojnie wiele razy naraził się komunistycznej władzy, bo się nie bał. Robił to, co należało robić, a nie to, co władza robić pozwalała. Gdyby było inaczej, nigdy nie powstałby Ruch Światło–Życie i wielu ludzi pewnie nie związałoby swojego życia z Jezusem.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł