Nie patrz gorylowi w oczy

Beata Zajączkowska

|

MGN 06/2009

publikacja 30.04.2009 18:57

Nagle tuż obok mnie coś z hukiem spada z drzewa. Liany nie wytrzymały ciężaru. Na ziemię zlądował kilkuletni goryl.

Nie patrz gorylowi w oczy Goryl górski Beata Zajączkowska

Takie przygody można przeżyć tylko w Afryce. Na pograniczu Konga, Rwandy i Ugandy w Parku Narodowym Wirunga żyją goryle górskie. Jest ich niewiele. Zaledwie 10 gorylich rodzin. Prawie doszczętnie je wybito, bo bogacze kupowali je do swoich prywatnych ogrodów zoologicznych a kłusownicy z ich łap robili... popielniczki. Nieprzystosowane do życia w niewoli natychmiast zdychały. Obecnie goryle górskie żyją tylko na wolności. Nie znajdziemy ich w żadnym ogrodzie zoologicznym świata. Gorylowi nie wolno patrzeć prosto w oczy, bo może to uznać za zaczepkę. Nie naśladujcie też jego ruchów, a gdy będzie się zbliżał, powoli zejdźcie mu z drogi – czarnoskóry przewodnik spokojnym głosem tłumaczy, jak mamy się zachować, gdy staniemy twarzą w twarz z gorylem.

Goryle rodziny
Słońce dopiero wstało. Rześki chłód panujący na dworze pozwala zapomnieć, że jesteśmy w Afryce. Na niewielkim placu przed bazą wypadową „Volcanoes National Park” kłębią się turyści. Górskie goryle  to  atrakcja  turystyczna Rwandy. Kraj czerpie z nich niezłe zyski. Wyprawa i zaledwie godzina obecności wśród zwierząt kosztuje 500 dolarów. Mimo astronomicznej kwoty, chętnych nie brakuje. Termin wyprawy rezerwowałam dwa miesiące wcześniej. Gorylich rodzin jest tylko dziesięć, a grupy nie mogą przekraczać ośmiu osób. Jesteśmy więc szczęściarzami. Terenowym samochodem dojeżdżamy do stóp wygasłego wulkanu Karisimbi w łańcuchu górskim Wirunga. Na jego zboczach mieszka goryla rodzina Bwenge. Idą z nami przewodnik, trzej mężczyźni, maczetami w gęstym buszu wytyczając drogę, i uzbrojeni w karabiny żołnierze. Chodzi o bezpieczeństwo, nasze i goryli. Teren, na którym jesteśmy, czyli pogranicze Rwandy, Konga i Ugandy, wciąż do bezpiecznych nie należy. W lasach ukrywają się partyzanci, a z ugandyjskiej strony zdarzają się napady. Obok Nieprzeniknionego Lasu Bwindi w Ugandzie, Wirunga w Rwandzie to jedyne miejsce na świecie, gdzie żyją górskie goryle.

Kartofle i wnyki
Zbocze stromo wznosi się w górę. Wędrówkę rozpoczynamy na wysokości ponad 2200 m n.p.m. Przed nami kilkaset metrów podejścia. Z trudem łapiemy oddech. Marsz utrudnia coraz mniej tlenu w rozrzedzonym powietrzu. Podpieramy się bambusowymi kij ami, które wręczyli nam przewodnicy. Gdzieniegdzie widać wulkaniczne głazy przypominające o pochodzeniu tych terenów. Ziemia jest tu żyzna. Rejon pod wulkanami to rwandyjskie królestwo ziemniaków. Pola uprawne dochodzą aż pod sam park. Choć Rwanda jest mikroskopijnym afrykańskim krajem, to jednak  najbardziej zaludnionym. Dlatego też każdy skrawek ziemi wydarty pod uprawę jest skarbem. Strażnicy bardzo pilnują, by sprytni mieszkańcy nie zaorywali obszaru parku. Przeczesują też busz w poszukiwaniu wnyków zakładanych przez kłusowników. Wpadają w nie bawoły, ale i goryle. Wirunga jest najstarszym parkiem narodowym Afryki i jednym z największych na Czarnym Lądzie (13 tys. hektarów). UNESCO wpisało go na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego. Granicę parku wyznacza kamienny mur.

Wołanie goryli
Po kilku krokach zagłębiamy się w prawdziwą dżunglę. Idziemy zgięci w pół. Chwilę później już prawie czołgamy się w błocie przez bambusowy zagajnik. Przez wysokie chaszcze nic nie widać. Tylko z przodu dobiega odgłos maczety. Po dwugodzinnym forsownym marszu plecaki zostawiamy na polance i idziemy dalej. Nasz przewodnik zaczyna wydawać dziwne odgłosy. Pozostali mu wtórują – to prosty sposób komunikacji z gorylami. Podobno są w pobliżu... Rzeczywiście, nagle, tuż obok, coś z hukiem spada z drzewa. Liany nie wytrzymały ciężaru. Na ziemi ląduje... kilkuletni goryl. Ale niezrażony niepowodzeniem, wspina się znowu i za chwilę... znów leży w zaroślach. Przypatruję się jego niezmordowanym wyczynom, tymczasem przewodnik wskazuje na siedzącego w zaroślach ojca rodziny. Szef stada spokojnie wcina kawałek bambusa. Nieco inaczej wyobrażałam sobie spotkanie z tymi olbrzymami. Na grzbiecie widać poprzeczny pas srebrnego futra, który pojawia się, gdy samiec ukończy 12–15 lat, czyli wtedy, gdy może już tworzyć własną rodzinę. Z powodu srebrnego pasa samce nazywane są czasem „silverback”, co znaczy  (srebrnogrzbiety). Ważą do 210 kg i mają ok. 180 cm wzrostu. Samice są mniejsze i o połowę lżejsze. Futro mają bardzo gęste, co jest ważne, bo żyją na dużej wysokości, gdzie bywa naprawdę zimno.

Adopcja goryli
Stoimy bez ruchu. Słychać tylko odgłos strzelających migawek aparatu. Szef stada spogląda na nas spokojnie. Goryle górskie nie są agresywne. Atakują tylko wtedy, gdy wyczują zagrożenie. Są roślinożerne, więc nie musimy bać się o swoją skórę! A apetyt mają przedni. Potrafią w ciągu dnia zjeść 30 kg łodyg, pędów i korzonków. Rzadko sięgają po mrówki czy termity. Jedzenie zajmuje gorylom średnio jedną trzecią dnia. Żeby je zdobyć, muszą czasem pokonać nawet dwa kilometry. Ale dzięki temu łatwiej można spotkać ich stada. Wpatruję się w kilkumiesięcznego malucha, którego matka niesie na grzbiecie. Gorylątko z zainteresowaniem przygląda się grupie intruzów. Zostanie przy matce przez 3, 4 lata. W ciągu około 50 lat swojego życia samica goryla górskiego wydaje na świat najwyżej sześć młodych. Rwanda robi wszystko, by było ich jak najwięcej. W specjalnych skansenach odbywają się adopcje małych goryli. „Rodzice” zgłaszają się z całego świata, sowicie płacąc za ten przywilej. Dzięki temu zagrożony wymarciem gatunek szczęśliwie się odradza.

Daleko od ludzi
Godzina wśród tych sympatycznych zwierzaków mija w mgnieniu oka. Udaje nam się utargować u przewodnika kolejne minuty. Patrzę na olbrzyma siedzącego pod ogromną paprocią i czuję, jak pokrzywa boleśnie parzy mi ręce. Za żadne skarby świata nie chcę stracić tych ostatnich chwil. Nagle goryl podnosi się i widzę tuż przed sobą jego ogromne cielsko. – Tylko spokojnie – szepcze stojący za mną kolega. Wzrokiem szukam przewodnika. Stoi kilka metrów dalej i patrzy na nas wyraźnie niezadowolony. Znów wydaje te dziwne dźwięki, jakby mówił do goryli: „Spokojnie, oni już sobie idą”. Goryl mij a nas o kilkadziesiąt centymetrów i idzie dalej. Goryle górskie nigdy nie przystosowały się do życia w niewoli. A wizyty u nich są tak krótkie, bo dłuższy kontakt z człowiekiem zwyczajnie je denerwuje.

Goryle górskie
Oficjalna nazwa górskich goryli to gorilla beringei. Jej drugi człon pochodzi od nazwiska niemieckiego kapitana Roberta Oskara von Beringe, który w 1902 r. w czasie wyprawy do dżungli natknął się na ogromne zwierzęta. Dwa z nich ustrzelił. Ich głowy i łapy zawiózł do berlińskiego ogrodu zoologicznego. Tam okazało się, że odkrył nieznany dotąd podgatunek goryla. Obecnie na całym świecie górskich goryli jest niewiele ponad 700. W ogrodach zoologicznych żyją wyłącznie goryle nizinne.