Jak wygląda dzień pracy dziennikarki telewizyjnej? Ruszamy śladami Brygidy Grysiak.
Znad komputera spogląda chomik Franek
fot. Jakub Szymczuk
Przez całe życie czułam się mocno związana z papieżem – opowiada Brygida Grysiak, reporterka i prezenterka TVN 24. – Może dlatego, że w pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski uczestniczyłam będąc jeszcze w brzuchu mamy.
Puder, panie pośle
Każdy dzień reporterki wygląda inaczej. Zdarza się, że pani Brygida kończy pracę o północy, a innym razem wraca do domu po kilku ciężkich dniach w terenie.
Jest 6.30. Wchodzimy do studia TVN 24. Brygida Grysiak przegląda poranną prasę. Za ponad godzinę, o 7.40 pierwsze wejście na antenę. Żadna wiadomość z kraju ani ze świata nie może umknąć reporterowi, który zapowiada, co przyniesie dzień. Znad komputera łobuzersko spogląda z fotografii Franek. – To moja ukochana świnka morska – tłumaczy pani Brygida. – Imię otrzymała na cześć Franka Sinatry. Razem ze mną przeprowadziła się z Krakowa do Warszawy.
Telewidz nie widzi tabunu osób pracujących tuż obok. – Praca w telewizji jest magiczna nie tylko z powodu nowoczesnej techniki – mówi pani Grysiak. – Wiem, że informacja, którą podaję, zaczyna żyć własnym życiem. To ogromna odpowiedzialność. Poza tym jako dziennikarka spotykam codziennie dziesiątki fantastycznych ludzi – dodaje. Swojego męża, rzecznika prasowego byłego premiera Polski, pani Brygida też poznała w pracy. Spotkali się podczas wywiadu z byłym premierem. – Wybierając ten zawód, liczyłam się z tym, że będę miała mało czasu dla rodziny – mówi. – Ważne informacje, które muszę szybko przekazać redakcji, przychodzą czasami w najmniej oczekiwanej chwili. Na przykład kiedy jem rodzinny obiad albo składam PIT w Urzędzie Skarbowym. Zostawiam wtedy wszystko i dzwonię... I znowu jestem w pracy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł