Szkolne bitwy

Piotr Sacha

|

MGN 06/2009

publikacja 30.04.2009 17:50

W poniedziałek rano uczniowie zauważyli, że po krzyżach zawieszonych w klasie pozostał tylko blady ślad.

Szkolne bitwy Uczniowie dotarli do kościoła pokonując pieszo ponad 4 kilometry. ARCHIWUM S. HANNY SALWY

5 grudnia 1983 roku uczniowie Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem na Mazowszu zapytali swojego dyrektora, dlaczego zdjęto krzyże z ich klas. – Szkoła jest instytucją świecką. Na krzyże nie ma tu miejsca – odpowiedział krótko dyrektor i kazał wrócić do klasy. Nie rozeszli się. Na miesiąc przed maturą niemal wszyscy murem stanęli w obronie krzyża. Przez półtorej godziny modlili się, śpiewali „My chcemy Boga” i inne pieśni religijne. Tak rozpoczęła się ich walka z przedstawicielami ówczesnej władzy. Maturzyści z Miętnego zdawali właśnie swój egzamin z życia. Wszystko trwało prawie cztery miesiące. Co dokładnie stało się w niewielkiej wsi pod Garwolinem? Po 25 latach uczestnicy tamtych wydarzeń opowiedzieli o tym „Małemu Gościowi”.

Zeszyt w linie
Wioletta Kluczek była w klasie maturalnej, gdy w szkole rozpoczęła się obrona krzyży. Na apelu stała obok chłopców. – Kiedy oni zaśpiewali „Nie rzucim Chryste świątyń Twych”, to coś tak ścisnęło mnie za gardło, że nie mogłam wydobyć z siebie głosu – wspomina, pokazując zeszyt w linie. Po 25 latach pani Wiola pamięta najdrobniejsze szczegóły, bo o tych wydarzeniach postanowiła pisać pamiętnik. – Ówczesnemu dyrektorowi szkoły przeszkadzało kilka krzyży w klasach – opowiada. – A kilka dni później ujrzał pięćset podobnych. Uczniowie z Miętnego dostali od biskupa Jana Mazura drewniane i plastikowe krzyżyki. – Zawiesiliśmy je sobie na szyi – wspominają absolwenci. Biskup, oprócz tego, głosił dla nich katechezy w kościele i w ich intencji pościł o chlebie i wodzie. Mimo gróźb wyrzucenia ze szkoły, uczniowie nie przestali protestować. W szkolnym holu zawiesili słowa Mickiewicza: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Przed lekcjami razem się modlili, a podczas przerw w szkole panowała zupełna cisza. Zdjęte krzyże trafi ły potem do kościoła parafialnego w niedalekim Garwolinie. Umieszczono je tam na tablicy z napisem: „Nie było miejsca dla Ciebie, Chryste, w naszej szkole – ZSR Miętne”.

Głodem i strachem
Trzy miesiące później, na początku marca, prawie wszyscy uczniowie odmówili udziału w zajęciach. Od rana odmawiali w szkole Różaniec, a po południu ruszyli na nabożeństwo do kościoła. Następnego dnia ogłosili strajk okupacyjny. – Dyrektor szkoły i przedstawiciele władzy wciąż nas lekceważyli – wspomina pani Wioletta. – Wciąż nie wyjaśniali nam, dlaczego zdjęto krzyże. Zdecydowaliśmy więc, że nie ruszymy się ze szkoły. Kucharki nie mogły nam wydawać żadnych posiłków. No, to zrobiliśmy zrzutkę i kupiliśmy jedzenie. W auli rozłożyliśmy maty i tam modliliśmy się do wieczora – opowiada. Pani Wioletta otwiera swój pamiętnik: „7 marca, późny wieczór. Do strajkujących uczniów przychodzi najpierw prokurator: – Wszyscy pełnoletni będą ukarani za okupację szkoły – grozi uczniom. Pojawia się też dyrektor i informuje, że wojewoda siedlecki zawiesił działalność szkoły, dlatego natychmiast wszyscy muszą ją opuścić. Po usłyszeniu werdyktu demonstracyjnie odwróciliśmy się od dyrektora i prokuratora. Z prawą ręką uniesioną do góry zaśpiewaliśmy Rotę”. Kilka linij ek niżej: „Wszyscy udaliśmy się z krzyżem do kościoła w Garwolinie. Gdy doszliśmy do głównej szosy, z lasu wyjechały na światłach i sygnałach milicyjne nyski. Poczułam serce w gardle. Przestraszyliśmy się tego widoku w środku nocy”. – Milicjanci czekali na nas w pełnym rynsztunku: w hełmach, z tarczami i pałami – dopowiada pani Wioletta. – Ktoś krzyknął, że rzucili gaz. Rozbiegliśmy się, ale po chwili znów byliśmy razem. Obrońcy krzyży dotarli do kościoła z samego rana. Tam czekał na nich tłum mieszkańców i uczniowie z innych szkół.

Krzyż w bibliotece
Co dalej? – To pytanie najczęściej zadawali sobie maturzyści. Za miesiąc mieli zdawać egzamin dojrzałości. – Powstały nowe dzienniki lekcyjne. Aby się uczyć, musieliśmy podpisać tak zwaną lojalkę, czyli takie oświadczenie, że uznajemy świecki charakter szkoły i że będziemy wykonywać polecenia dyrekcji. Nie zgodziłam się – opowiada siostra Hanna Salwa ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Ona też była przed maturą. – Gdy dowiedziałam się, że lekcje są wznowione, wróciłam do szkoły – wspomina. – Nauczyciel wyczytał z dziennika siedem nazwisk. Byłam w szoku. Tylu uczniów podpisało oświadczenie. „A co reszta tutaj robi?”, zapytał. No to nie ma tu już dla mnie miejsca, pomyślałam. Poszłam do sekretariatu i poprosiłam o wydanie dokumentów. Dyrektor był wściekły. Długo szukałam nowej szkoły... W całej okolicy dyrektorzy mieli zakaz przyjmowania uczniów z Miętnego. Siostra Hanna skończyła szkołę średnią w Pruszczu Gdańskim. Ponad 300 kilometrów od Miętnego. Podobny los spotkał wiele jej koleżanek i kolegów. Nie wszystkim jednak w tamtym roku udało się zdać maturę. W sumie ze szkoły w Miętnem odeszło 170 uczniów. Ich decyzje nie poszły na marne. Jeszcze w kwietniu władze zgodziły się na powieszenie jednego krzyża w... szkolnej bibliotece.

To miało sens
Dziś w Zespole Szkół Rolniczych w Miętnem nie ma ucznia, który nie znałby historii sprzed 25 lat. Przypomina o niej pomnik przed szkołą w kształcie krzyża z łacińskim napisem IN HOC SIGNO VINCES (W tym znaku zwyciężysz). Niektórzy uczniowie, to dzieci uczestników wydarzeń sprzed 25 lat. Do tej szkoły chodziła wtedy mama Karoliny Książek, uczennicy trzeciej klasy technikum ogrodniczego. – Dopiero teraz tamte wydarzenia stają mi się coraz bliższe – mówi Karolina. – Podziwiam tamtych uczniów... – zamyśla się. – Bronili wiary, wiedząc, co im grozi. Tata Mariusza Szczepańskiego z drugiej klasy też bronił krzyża 25 lat temu. – Dopiero niedawno dowiedziałem się o tym – przyznaje Mariusz. – Są różne opinie na temat sensu tamtej walki – dodaje. – Ja jestem pewien, że to miało sens. – Dziś trudno wyobrazić sobie, co znaczył taki protest w tamtych czasach – dopowiada pierwszoklasista Dominik Mateńko. – Co zrobiłbym na miejscu moich starszych kolegów? Gdy się nad tym zastanawiam, czuję się ich spadkobiercą. Dochodzę do wniosku, że nie zrezygnowałbym z krzyża.