Trójwymiar w kinie, na ekranie telewizora czy komputera to jedno wielkie oszustwo.
Założenie dwukolorowych okularów powoduje, że każde oko widzi coś troszkę innego
fot. EAST NEWS
Gdy na ekrany kin wchodzi kolejny film zrobiony w technologii trójwymiarowej, w głowie powstaje pytanie, jak to możliwe, że na płaskim ekranie widzę głębię? Czy ktoś mnie tutaj nie oszukuje? Odpowiedź brzmi: TAK. I sami jesteśmy sobie winni. Nasz mózg daje się czasami oszukiwać. I całe szczęście. Gdyby było inaczej, świat byłby piekielnie nudny.
CYFROWE KINO
Niestety, analogowa, czyli tradycyjna technologia osiągania trzeciego wymiaru jest praktycznie nie do wykorzystania w domu. Projektor do wyświetlania filmów w 3D to ogromne urządzenie. Waży może z kilkaset kilogramów. W tradycyjnym kinie trójwymiarowym niezbędny jest powlekany srebrem ekran i... odpowiednie miejsce na widowni. Czym dalej od środka, tym mniejsza głębia (tym mniejszy efekt trójwymiarowości) jest widoczna. Dopiero całkiem niedawno powstało cyfrowe kino 3D. Projektory są tanie i lekkie. Ekran może być normalny, a sam film ma wyższą jakość (taśma z każdym wyświetleniem miała nieco gorszą jakość). Poza tym – jak twierdzą bywalcy kin – cyfrowe 3D można dłużej oglądać. Niektóre osoby, szczególnie z wadami wzroku, skarżyły się na seansach analogowych na ból głowy. Co jeszcze? Gdy fi lm wyświetlany jest w technologii cyfrowej, nie ma znaczenia, pod jakim kątem się go ogląda. Innymi słowy, wszyscy w kinie mają taką samą frajdę, a nie tylko ci, którzy (jak było w przypadku analogowego 3D) siedzieli dokładnie naprzeciwko ekranu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł