Bal jak czekolada

Piotr Sacha

|

MGN 02/2011

publikacja 14.01.2011 13:56

O przepisie na udany bal, wodzireju-trenerze i karnawale w niebie opowiada Mirosław Kańtor, wodzirej

Bal jak czekolada Mirosław Kańtor jest wodzirejem od 20 lat fot. ROMEK KOSZOWSKI

Mały Gość: Jaka jest recepta na udaną zabawę?
Mirosław Kańtor: – Trzeba uwierzyć w siebie. Zabawa jest po to, żeby robić coś miłego ze swoimi emocjami i ciałem. Można przyjrzeć się, jak bawią się inni. I po prostu powygłupiać się.

A wystrój, muzyka?
– To się składa na nastrój, który też pomaga. Warto więc przygotować kolorowe baloniki, serpentyny, serduszka czy inne dekoracje. Przydają się też różnokolorowe światła. Przez chwilę można dzięki temu poczuć się jak w teatrze. Jeśli bal zaczyna się wcześnie, warto też zaciemnić szyby. A utwory muzyczne powinny być krótkie, nawet minutowe. I powinny się podobać uczestnikom. Chociaż to nie jest możliwe, by zadowolić wszystkich.

Od czego zacząć bal?
– Początek balu dla przedszkolaków i pierwszych klas podstawówki wygląda nieraz jak studniówka (śmiech). Zaczynają od poloneza. Wtedy podkreślam, że to nasz narodowy taniec. Dzieci traktują to poważnie. A potem tańczymy jeszcze w rytmie walca. Oczywiście są też prostsze rzeczy, jak pociąg czy inne zabawy. I przeboje! „Czy ten pan i pani są w sobie zakochani” – śpiewa zawsze cała sala.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.