Rower na nartach

Adam Śliwa

|

MGN 02/2011

publikacja 14.01.2011 13:27

Na stoku śmigają narciarze i snowbordziści. Obok, w chmurze śniegu jak motocykliści na autostradzie wyprzedają ich skibobowcy.

Wsiadam na skiboba, patrzę w dół stromego stoku. – To chyba mój ostatni zjazd – ledwo pomyślałem i już ruszyliśmy. Pierwszy zakręt, śnieg na twarzy i coraz większa prędkość. Przerażenie. Przecież to nawet hamulców nie ma! Dojechaliśmy na dół. Szczęśliwie. Chętnie spróbowałbym jeszcze raz.
 


Utrzymać równowagę
Sprzęt skibobowców jest bardzo podobny do narciarskiego. Taki sam strój, te same stoki i wyciągi. Do butów przypięte narty, tyle, że małe. Największa różnica to oczywiście skibob, czyli połączenie ramy roweru z nartami. Polska jako pierwsza wprowadziła skiboby dla dzieci. – Jeśli ktoś potrafi jeździć na rowerze to poradzi sobie i na skibobie – wyjaśnia Jerzy Malik, prezes Polskiego Związku Skibobowego. – Wystarczy tylko umiejętność utrzymania równowagi. Kilka lekcji i można ruszać ze skibobem na stok. Jedyną przeszkodą uprawiania tej zimowej dyscypliny może być cena, bo skibob, to jakieś 2 tysiące złotych. Zawodowcy jednak muszą regularnie trenować. Niektórzy zaczynają już jako 10-latki. – Najtrudniejsze było dla mnie korzystanie z wyciągu i pierwsze zawody za granicą – wspomina 14-letni Piotr Ferfecki, reprezentant Polski w skibobach i… ministrant w Brennej.


 

Nartosanki
Na świecie skiboby pojawiły się krótko przed wojną. Ale prawdziwą popularność zaczęły zdobywać po drugiej wojnie światowej, bo były bezpieczniejsze dla kolan niż narty. Początki tego oryginalnego sportu w Polsce to lata 70-te. Pierwsi skibobowcy właściwie nie wiedzieli nawet jak taki sprzęt wygląda. Ale nie zrażali się trudnościami i zbudowali tzw. nartosanki. – Gdy pierwszy raz na zawodach zobaczyliśmy profesjonalne skiboby Austriaków, to swoich nawet z aut nie chcieliśmy wyciągać – śmieje się Jerzy Malik. – A potem zbudowaliśmy skibob z prawdziwego zdarzenia i zaczęło się – dodaje.


Jak skuter
Najważniejszymi sportowymi wydarzeniami dla skibobowców są Puchar Świata i Mistrzostwa Świata, a najlepsi w tej dyscyplinie są Austriacy i Szwajcarzy. Zawody odbywają się w tych samych konkurencjach, co w narciarstwie zjazdowym, czyli slalom, slalom gigant, zjazd. Na razie skiboby nie należą do dyscyplin olimpijskich, bo ten sport jest uprawiany tylko w 17 krajach. A to wciąż za mało. Kto raz spróbuje jazdy na skibobie na pewno nie pożałuje. Wrażenia można porównać tylko do jazdy skuterem śnieżnym z prędkością 100 km/h.

Skibob
To tylko w uproszczeniu połączenie roweru i nart. W rzeczywistości jest to specjalnie zaprojektowany pojazd. Rama w profesjonalnych skibobach jest amortyzowana widocznymi na zdjęciu sprężynami. Dzięki temu stawy i kręgosłup zawodnika są chronione podczas szybkiej jazdy na nierównym stoku. Do wykonania zakrętu nie używa się kierownicy, tylko przechyla się ciało na bok i jedzie na krawędzi narty. Małe narty przymocowane do butów pomagają w utrzymaniu równowagi w czasie jazdy. Zawodowcy starają się ich jednak nie używać, ponieważ zwiększa to opór i hamuje skibob.


Ciekawostki
☻ Skibob wynalazł podobno pod koniec XIX wieku nudzący się Amerykanin John Stevens, poczmistrz.
☻W Europie pierwsze zawody na skibobach odbyły się w 1924 roku w Cortina d’Ampezzo.
☻Waga skiboba nie może przekraczać 20 kg, a jego długość 230 cm.
☻Narty przypięte do butów mają od 50 do 55 cm.
☻Najwyższa prędkość, jaką osiągnięto na skibobie, wynosi 201 km/godz.
☻Mimo że osiągają duże prędkości, skiboby to dość bezpieczny pojazd śnieżny (dzięki amortyzatorom, 4 punktom podparcia: siodełko, kierownica, 2 nartki na butach).
☻Żeby jeździć na skibobie, wystarczy usiąść i delikatnie podpierać się nogami. Bokiem, ze ślizgiem można zjechać z każdej góry