Pod prąd

Piotr Sacha

|

MGN 09/2010

dodane 19.08.2010 15:40

Pieką ciasta, aby wyjechać na wakacje. Dużo tańczą, ale nigdy w piątki. O Panu Bogu rozmawiają nie tylko między sobą.

Iza do parafialnego ogrodu przyniosła szarlotkę, Ula – murzynka, Aneta – ptasie mleczko, a Karol – karpatkę. W niedzielę od rana do wieczora kolejni oazowicze zjawiali się przy kościele Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie. Własnymi wypiekami częstowali parafi an. – Akcja „Ale ciacho!” przyciągnęła tłumy – wspomina Aneta. – Zapraszaliśmy na ciacho do ogrodu po każdej Mszy. Mieszkańcy lepiej się poznali, a nam przy okazji udało się zebrać pieniądze na wakacje w Jastarni – opowiada.

SPONTANICZNI
Mieszkańcy Borka Fałęckiego o Ruchu Światło–Życie usłyszeli po raz pierwszy blisko 40 lat temu. Dziś w tej dzielnicy Krakowa w młodzieżowej oazie spotyka się siedemdziesiątka gimnazjalistów, licealistów i studentów. 16 z nich to animatorzy. W środku tygodnia prowadzą spotkania w małych grupach. A co piątek modlą się razem. Inni spotykają się jeszcze na próbach zespołu muzycznego czy teatru. Ale – zapewniają oazowicze – każdy powód jest dobry, aby pobyć razem. – Często działamy spontanicznie. Kontaktujemy się na gadu-gadu i ruszamy do kina, na rower, albo robimy posiadówę w domu – wołają chórem. – Jesteśmy duuuużą grupą przyjaciół – wyjaśnia Malwina. – Grupą, która idzie pod prąd – dodaje tajemniczo animatorka.

SETKA NA SYLWESTRZE
Jest piątek. W klasie pada propozycja: „Wieczorem idziemy na imprezę”. – To zdarza się często – mówi Ania. – Odpowiadam wtedy po prostu, że idę na oazę. Że w piątki nie tańczę, bo takie są zasady mojej wiary. Czasem ktoś się zaśmieje i rzuca: „Co, chcesz zostać zakonnicą?”. – To nie znaczy, że nie lubimy się bawić – wtrąca Marcin. – Spotykamy się, żeby potańczyć czy pograć w tenisa stołowego. A na naszego sylwestra przychodzi zawsze setka osób. Ale nowy rok zaczynamy Eucharystią o północy – dodaje. 

KLIKANIE O MODLITWĘ
Wielu oazowiczów z Borka Fałęckiego należy do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, czyli do ruchu, który chce pomóc Polakom uwalniać się z różnych uzależnień. Podczas rekolekcji podpisują deklaracje, że nie będą pić alkoholu, nie będą nim częstować innych, ani nie będą wydawać pieniędzy na alkohol. – Nasze wyrzeczenie możemy ofi arować w intencji konkretnego człowieka – tłumaczy Łukasz. Krakowską grupę właściwie każdy, w każdej sprawie może poprosić o modlitwę. Wystarczy tylko wejść na stronę internetową www.oazaborek.pl, kliknąć w zakładkę „skrzynka intencji” i wpisać swoją prośbę. Modlitwa, różne akcje ewangelizacyjne, przygotowanie śpiewu, czytań i komentarzy na Msze – tym wszystkim zajmują się oazowe diakonie. – Diakonia to służba – tłumaczą animatorzy.

NARYBEK
W tym roku powstała nowa diakonia. Diakonia... męskości, nazywana też kompanią braci. Na czym to polega? Siedmiu chłopaków raz w tygodniu porusza poważne tematy, komentuje Biblię, a czasem wyrusza na... ściankę wspinaczkową. – Już teraz przygotowujemy się do dorosłego życia – mówi Mateusz z kompanii. Za muzykę – tak jak w wielu parafi ach – odpowiada oazowa schola. W Borku schola to też część zespołu muzycznego W Miłości Zwycięstwo. 25-osobowa grupa muzyków śpiewa piosenki oazowe i własne utwory. A dziewczyny prowadzą jeszcze śpiewające spotkania dla Oazy Dzieci Bożych. – Przychodzi 26 osób w wieku od 6 do 13 lat. To nasz narybek – uśmiecha się Ewelina. – Bo oni na pewno kiedyś przyjdą do młodzieżowej oazy.

ŚW. MIKOŁAJ ŁAPIE STOPA
„A-łi!” – taki okrzyk aktorów z Borka Fałęckiego słychać przed każdym spektaklem. A-łi to nazwa oazowego teatru. Występują w nim wszyscy oazowicze. W ciągu 10 lat powstało ponad 40 przedstawień. – Co roku dla parafi an przygotowujemy jasełka i Misterium Męki Pańskiej. Za każdym razem mamy nowy pomysł – zapewnia Aneta. – Uwielbiamy też tworzyć bajki dla dzieci – dodaje Iza. – Na przykład na 1 czerwca i 6 grudnia. „Życie jest bajką”, „Bodzioludki”, „Św. Mikołaj łapie stopa” – pada kilka hitowych tytułów. A-łi gra nie tylko w kościele czy w salce teatralnej. Młodzi aktorzy pojawiają się też w centrum miasta czy w szpitalu dziecięcym. Scenariusze przedstawień piszą najczęściej sami na podstawie Pisma Świętego. Sami przygotowują też rekwizyty i stroje. – Najwięcej wysiłku kosztował nas „Hobbit” – opowiada Marcin. – Nad tym spektaklem przez rok pracowało w sumie 50 osób. Sprawdziłem... – dodaje. – Nikt wcześniej w Polsce nie wystawił tego utworu na scenie.

Znakiem Ruchu jest starochrześcijański symbol Fos-Zoe. ΦΩΣ ΖΩΗ – te greckie słowa oznaczają „światło” i „życie”. Splatając się z literą „omega” (symbolizującej Ducha Świętego), tworzą krzyż. Popularna nazwa tego symbolu to foska. Dziś wspólnoty oazowe istnieją też między innymi w Niemczech, USA, Kanadzie, na Słowacji, w Czechach, Białorusi, Ukrainie, na Litwie, w Rosji i w Irlandii.

Ruch Światło–Życie popularnie nazywany OAZĄ, sięga swoimi początkami do rekolekcji w Bibieli koło Tarnowskich Gór w 1954 roku. Zorganizował je ks. Franciszek Blachnicki dla ministrantów z parafi i w Rydułtowach. Z czasem ksiądz zaproponował rekolekcje młodzieży, klerykom, studentom, księżom, siostrom zakonnym, katechetkom i rodzinom. A w 1979 r. powołał Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Członkowie krucjaty całkowicie wyrzekają się alkoholu. Ksiądz Franciszek Blachnicki jest obecnie kandydatem na ołtarze. Można go nazywać sługą Bożym

Oazę parafialną tworzą małe grupy. Nad całym Ruchem Światło–Życie czuwa moderator generalny – obecnie ks. Adam Wodarczyk. W diecezji, w dekanacie i w parafi i za Ruch odpowiedzialni są moderatorzy. Po całorocznych spotkaniach oazowicze wyjeżdżają na 15-dniowe rekolekcje wakacyjne. W Ruchu Światło–Życie grupy dziecięce nazywa się Oazą Dzieci Bożych, a grupy rodzin Domowym Kościołem.