Niebo

Franciszek Kucharczak

|

MGN 11/2009

dodane 20.10.2009 14:51

O tym, co nas czeka w niebie, mówi ks. prof. Jerzy Szymik

Niebo fot. Józef Wolny

Mały Gość: – Co jest z niebem nie tak, że mało kto chce tam iść?
Ks. Jerzy Szymik: – (Śmiech). Z niebem jest wszystko tak, tylko z tym, co niebu zrobili ludzie jest nie tak.

A co mu zrobili?
– Przypisali niebu to, co jest chore w ich sercach i umysłach. To, co im zaszczepił Zły w Raju. Powiedział: „Ten wasz Stwórca nie chce waszego szczęścia. Jakby chciał, to byście mogli ten owoc zjeść”. Bóg mówi, że niebo będzie polegało na tym, że będziemy bezgranicznie szczęśliwi, bo będziemy z Nim. A my mówimy: „Z Nim to chyba jest nudno. Ja to bym chciał być z Gerdą, z Afikiem, a On Afika tam na pewno nie wpuści, a Gerdy też nie...

Afik to pies?
– (Śmiech) No tak. A Gerdy nie wpuści, bo nie chodziła do kościoła, a jak tam nie będzie Gerdy, to ja nie będę szczęśliwy. Będę musiał śpiewać z aniołami, a anioły są beznadziejne, bo tak napisali w gazecie.

Ale niebo to chyba nie jest śpiewanie z aniołami?
– A gdyby było? Skoro Pan Bóg mówi, że śpiewanie z aniołami jest fajne, to trzeba Mu zaufać.

A Bóg to mówi?
– Jest takie coś w jednym z psalmów. Psalmista chce opisać swoje szczęście, jak to będzie mu dobrze i pięknie, gdy go Pan Bóg uratuje i wyzwoli. Mówi, że wówczas wobec aniołów psalm zaśpiewa Panu.

No to raz zaśpiewa. A potem…
(Śmiech) – Potem już tylko będzie ze swoją playstation ... Ale poważnie: cała sprawa polega na tym, żeby zaufać Panu Bogu. Bo kto ma pomysł na moje szczęście, kto ma w tej kwestii rację? Ja czy mój Bóg? Pomyślmy: ile razy człowiek postawi na swoim, a nie na Bożym, to nie jest specjalnie szczęśliwy... A Pan Bóg mówi, że będziemy szczęśliwi, gdy zrobimy to, czego On chce od nas i wobec nas.

Ale to często wydaje się mało atrakcyjne.
– Na tym polega „trudna natura dobra”. Zło jest kłamstwem i jawi się nam w pokusie jako absolutne szczęście, a gdy go skosztujemy, zostawia nas zdruzgotanymi. Z dobrem jest dokładnie odwrotnie. Jawi się nam jako coś trudnego, a gdy go skosztujemy, daje poczucie spełnienia i prawdziwej radości.

A co konkretnie znaczy to spełnienie w niebie?
– Największą bliskość Boga. To, że nic nas od Niego nie będzie oddzielać. Że będziemy w Jego ramionach, wtuleni w Jego serce. Tego się chyba nie da opowiedzieć, wyrazić. Taki mądry człowiek jak święty Paweł mówił, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co przygotował Bóg dla tych, którzy Go miłują”. Trzeba obietnicy Bożej zaufać, że to jest taki rodzaj szczęścia, który przekroczy wszelkie znane nam na ziemi doświadczenia szczęścia.

Nie damy rady tego zrozumieć?
– Nigdy jeszcze nie byliśmy aż tak szczęśliwi! Możemy to próbować jakoś opisywać, że nie będzie nas bolało, że będzie wspaniale. Ale to liche opisy.

Dlaczego bycie z Bogiem to coś tak wspaniałego?
– Łatwiej to pojąć komuś, kto kocha ludzi, kto się zakochał, kogo ktoś pokochał i kocha. Kochający i zakochany rozumie, czym jest pragnienie bycia z tym KIMŚ. I nie chodzi nawet o to, czy pójdziemy na spacer, czy będziemy robić coś ciekawego, ale sama obecność kochanego jest szczęściem. To oczywiście tylko porównanie, ale zasadne i ważne, bo „Bóg jest miłością” (1J 4,16).

A czy w niebie będziemy mieli ciała?
– Tak. Wierzymy, że Bóg nas odkupi całych, nasze dusze i ciała. Wierzymy w „ciała zmartwychwstanie”. Ciało będzie jakoś inne ( bo odkupione, wyzwolone od przemijania i cierpienia), ale to nie będzie inne, „nie-moje” ciało. To będę ja. Można to porównać do ciała, jakie miał Chrystus po zmartwychwstaniu. Uczniowie Go rozpoznawali, ale też niekoniecznie. Jezus przechodził mimo drzwi zamkniętych, ale śniadanie z nimi jadł. To było to samo ciało, ale miało nieporównanie większe możliwości. Nie podlegało prawom, którym jest poddane nasze ciało.

A czy będziemy mężczyznami i kobietami?
– Tak, ale „jak aniołowie” w niebie. „Nie będą się żenić ani za mąż wychodzić”. – Tak, ale jednak bycie kobietą lub mężczyzną należy do naszej istoty. Jeśli mam być sobą, nie mogę mieć ciała obojnaka. Maryja w niebie jest kobietą.

Czy można powiedzieć, że tam będziemy bardziej sobą?
– Tam będziemy najbardziej sobą. Im ktoś jest bliżej Boga, tym jest bardziej sobą. Bóg jest wszystkim czego potrzebujemy.

A jak się zdobywa niebo?
– Niebo się otrzymuje w darze od Boga.

Czyli to nie ma związku z ilością przeprowadzeń staruszek przez ulicę?
– Ma głęboki związek. Określiłbym to tak: nie dlatego Bóg mnie lubi, że jestem grzeczny, ale jestem grzeczny, bo Bóg mnie lubi.

Inaczej nie mógłbym być grzeczny?
– Nie mógłbym. Nikt nie może być dobry bez pomocy Boga. Ktoś powie: „Ale ja się muszę wysilić, żeby być dobrym”. OK, ale to, że się wysilasz, też już jest łaską. Trzeba się nauczyć myślenia, że wszystko jest łaską. Bo Bóg nigdy nie chce dla nas zła. I nie czyni nam zła. „Nie ma w Nim żadnej ciemności”, powiada Nowy Testament.

Ale jednak ludzie niepokoją się o swoje zbawienie. Kto może być o to spokojny?
– Nikt. Ten niepokój do pewnego stopnia jest dobry, bo tu chodzi o najważniejszą sprawę mojego życia. O takie rzeczy należy się troszczyć, a prawdziwej trosce towarzyszy niepokój. Bo ja to mogę zepsuć. Mogę odrzucić łaskę, nie iść za Bożym głosem. Ale też jeszcze mocniej trzeba Bogu ufać, bo Jemu zależy na moim zbawieniu jeszcze bardziej niż mnie. I to jest niebywale pocieszające..