publikacja 29.08.2025 16:30
Ładna scena, prawda? Na-zywa się „Orszak weselny na Hardangerfjordzie”, a przedstawia, uwaga… orszak weselny na Hardan-gerfjordzie. Co za niespodzianka.
Ładna scena, prawda? Na-zywa się „Orszak weselny na Hardangerfjordzie”, a przedstawia, uwaga… orszak weselny na Hardan-gerfjordzie. Co za niespodzianka.
Wiecie, co to jest Hardangerfjord? Otóż jest to fiord Hardanger. Fiordy, jak pewnie wiecie, to dłuuuugie zatoki, które wcinają się z morza w głąb lądu. Zazwyczaj otaczają je strome brzegi, a nieraz wręcz góry. Najwspanialsze są chyba w Norwegii, a Hardanger to właśnie jeden z nich – drugi pod względem długości w tym kraju: ma długość 179 kilometrów! W jego okolicach trafiają się miejscowości, najczęściej małe, a w nich – niestety już bardzo rzadko – zabytkowe drewniane kościoły klepkowe, tzw. stavkirke. Jeden z nich widzicie w głębi tego obrazu. Dopiero co odbył się tam ślub i teraz para młoda i goście odpływają na imprezę (miejmy nadzieję, że na samej imprezie nikt nie odpłynął). Przy kościele widać jeszcze nieco ludzi. Ktoś macha na pożegnanie, ktoś rozmawia, a od brzegu odbijają kolejne łodzie wiosłowe. Najważniejsza łódź to oczywiście ta na pierwszym planie, bo w niej są bohaterowie wydarzenia: pani młoda siedzi z tyłu w tradycyjnej ślubnej koronie na głowie, ubrana w czerwony strój ludowy, używany w tamtych stronach. Obok niej siedzi pan młody, który z kapeluszem w dłoni wykonuje ukłon. Towarzyszą im goście: obok młodych ktoś nalewa wino z dzbana, przed młodą parą siedzą dwie druhny, na dziobie widać grającego skrzypka, a w środku stoi mężczyzna ze strzelbą, z której za chwilę odda strzał na wiwat.
Pogoda idealna, górski krajobraz w letni dzień zachwyca.
To obraz wyidealizowany – podobno w rzeczywistości nie ma takiego miejsca, zebrano tu najlepsze kawałki z różnych miejsc. Nie wiem tego na pewno, bo nie przemierzyłem całej drogi wzdłuż tego fiordu, ani nawet jej połowy. Powiem więcej – nawet metra tego fiordu nie pokonałem, bo ja w Norwegii w ogóle nigdy nie byłem. Ale czytałem o tym. Wyczytałem ponadto, że obraz ten należy do najsłynniejszych w Norwegii i jest uważany za znakomity przykład tak zwanego romantyzmu narodowego. Bo w tamtych czasach, czyli w połowie XIX wieku, w sztuce, literaturze i gdzie tam jeszcze się dało, panował właśnie romantyzm. Nie chodzi o to, że artyści malując, wzdychali do księżyca, ale że malowali w określony sposób. Obrazy romantyczne są na ogół bogate w kolory, pełne kontrastowych światłocieni, a ich tematyka nastraja do zadumy, a czasem do dumy – na przykład z wartości narodowych. No i tu wchodzi ten przymiotnik – „narodowy”, który przejawia się w akcentowaniu piękna kraju i miłości do jego kultury, zwyczajów itepe.
W tym obrazie jest i jedno, i drugie, czyli romantyzm i upodobanie do tego, co narodowe. Co ciekawe, dzieło to ma też dwóch autorów, z których jeden – Hans Gude – namalował to, co romantyczne, czyli wspaniały pejzaż, a drugi – Adolph Tidemand – zilustrował norweską tradycję weselną, czyli to, co narodowe. Trochę się nawet czuje, że to dwóch ludzi malowało, bo ich różne style dają się tu zauważyć. Ale wyszło świetnie, zgodzicie się?
Gude i Tidemand współpracowali przy innych obrazach, a ten namalowali w co najmniej pięciu wersjach. Ta wersja jest najważniejsza. Kupiła ją Galeria Narodowa w Oslo i obraz jest tam do tej pory. Nie wiem, czy wciąż wisi w tym samym miejscu co 10 lat temu, ale i tak bym tego nie stwierdził, bo jak wspomniałem, nie byłem nigdy w Norwegii.
Co jednak zupełnie nie przeszkadza mi fałszować tych obrazów. Tym razem fałszerstw jest dziewięć.
No to powodzenia.
Fałszerstwa ujawnione
No to teraz do losowania.
Nagrodę zdobywa Aleksandra Durok z Hadry.
Gratulacjeeee!
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł