Taksówkarz chciał wydać resztę w dinarach jordańskich. Gdybym wiedziała, że kiedyś mi się przydadzą, pewnie bym je wzięła.
Betania nad Jordanem. Miejsce chrztu Jezusa
Henryk Przondziono /Foto Gość
Jako nastoletnia fanka India- ny Jonesa wyobrażałam sobie chwilę, kiedy niczym Harrison Ford wjeżdżam konno do antycznej Petry. Wyłaniający się przez skalną szczelinę skarbiec pobudzał moją ciekawość.
Jednak pierwsze „przypadkowe spotkanie” z Jordanią miało miejsce w… Jerychu, gdzie taksówkarz chciał nam wydać resztę w jordańskich dinarach. Na spełnienie jordańskiego marzenia czekałam 33 lata.
Graniczna rzeka
Położone na Bliskim Wschodzie Haszymidzkie Królestwo Jordanii graniczy m.in. z Izraelem i Palestyną. Ten kraj, pachnący kawą z kardamonem, zachwyca mieszanką kultur, smaków i zmieniających się niczym w kalejdoskopie krajobrazów – jeden wielki miks przeszłości i teraźniejszości.
W granicach współczesnej Jordanii znalazły się biblijne krainy: Gilead, Edom i Moab.
Na posadzce cerkwi św. Jerzego w Madabie przyglądamy się oryginalnej, mozaikowej mapie Ziemi Świętej powstałej około 565 r. przed Chrystusem. Oprócz nazw miast, rzek i szczytów dostrzegamy też zwierzęta, rośliny, a nawet poszczególne budowle i szczegółowe plany niektórych miejscowości.
– Widzicie łodzie na Morzu Martwym? – przewodnik zwraca naszą uwagę. – I dwie ryby w Jordanie płynące w przeciwnych kierunkach? – pyta. Leniwie płynąca, płytka i wąska rzeka, od której nazwę zaczerpnęła Jordania, jest naturalną granicą państwa. W Betanii za Jordanem, odprowadzani czujnym wzrokiem pograniczników, zanurzamy dłonie w wodach rzeki, w której Jan Chrzciciel udzielił chrztu Jezusowi (Mt 3,13-17; J 1,28).
Kamienna chrzcielnica przypomina dziś o tym wydarzeniu. Nieliczni decydują się zanurzyć nogi w rzece. Trzeba bardzo uważać, by nie naruszyć granicy państwa. Na drugim brzegu Jordanu powiewa flaga Izraela.
Jak Mojżesz
Na terenie wykopalisk (odkryto tu m.in. ruiny licznych kościołów, miejsc chrztu) znajdujemy ciekawą pamiątkę. Na mozaikach otaczających stanowiska archeologiczne upamiętniono zdarzenia opisane w Biblii, a jeden obraz przypomina o wizycie Jana Pawła II w tym miejscu, w marcu 2000 r. Dwa lata później święty papież wprowadził do Różańca tajemnice światła, wśród których jest chrzest Jezusa w Jordanie.
Dawna nazwa miejsca chrztu Jezusa to Betania-Bethabara (po hebrajsku „dom przejścia”). Prawdopodobnie tutaj Izraelici prowadzeni przez Jozuego przekroczyli Jordan (Joz 3-4). Z postacią Jana Chrzciciela związany jest także Macheront –wzniesienie górujące nad okolicą, gdzie znajdował się ufortyfikowany pałac Heroda Wielkiego. Mimo upału i braku jakiejkolwiek roślinności wspinam się zakrętami na wzgórze będące niegdyś miejscem dramatu. Prawdopodobnie na dziedzińcu pałacu ścięto Jana Chrzciciela. W dole widać Morze Martwe i depresję – najniżej położony punkt Jordanii – ok. 408 m p.p.m. Morze Martwe, które w rzeczywistości jest jeziorem, dostrzegam też z Góry Nebo. Rozległa panorama obejmuje dolinę Jordanu, Jerycho, Pustynię Judzką, a przy dobrej widoczności nawet Jerozolimę. Możemy poczuć się niczym Mojżesz, który stąd zobaczył Ziemię Obiecaną. Niestety, do niej nie dotarł – tu zakończył swoje ziemskie życie (Pwt 34,1-5).
Egipskie ciemności
W bazylice wzniesionej na fundamentach sanktuarium z IV wieku, poświęconego Mojżeszowi, pozostały mozaikowe posadzki z motywami zwierzęcymi i roślinnymi. Nieopodal wejścia uwagę zwraca okrągły, wielki, płaski kamień o średnicy ok. 2 metrów. Prawdopodobnie służył kiedyś jako drzwi wejściowe do kościoła. Inną interesującą rzeźbą jest wąż oplatający krzyż, nawiązujący do znanej biblijnej historii, kiedy to Mojżesz na palu umieścił miedzianego węża (Lb 21,4-9) – symbol wywyższenia Chrystusa na krzyżu.
Tu też widzimy pamiątki po pielgrzymce Jana Pawła II – jedną z nich jest oliwka zasadzona przez papieża Polaka.
Wadi Musa, miasto będące bramą do Petry, wita nas mrokiem. Jak się okazało, przyczyną egipskich ciemności jest chwilowy brak prądu. Tak więc kolację jemy przy świecach.
Rano ruszamy do Petry. Zwiedzamy ruiny skalnego miasta Nabatejczyków, ludu, który przywędrował tu z okolic Półwyspu Arabskiego. Półtorakilometrową drogę przez al-Siq pokonujemy pieszo, a nie konno jak Indiana Jones. Pierwsze spojrzenie na skarbiec jest bezcenne. Do środka wejść nie można. Po krótkiej sesji fotograficznej wchodzimy w głąb skalnego miasta.
Klasztor na górze
Mijamy grobowce, amfiteatr i główną ulicę miasta – wszystko wykute w miękkim piaskowcu. Wąska ścieżka częściowo po schodach prowadzi do Klasztoru. Wjeżdżają tędy też jeźdźcy na… osiołkach. Po około godzinie docieram do celu. Niezwykła fasada majestatycznego klasztoru wynagradza trudy wędrówki.
Niedaleko Petry, w miejscu gdzie przecinały się starożytne szlaki kupieckie, leży jej mniej znana „miniatura” – Siq Al Barid, czyli Mała Petra.
Na północ od stolicy Jordanii, Ammanu, leży jedno z najlepiej zachowanych miast rzymskich, starożytna Geraza (teraz Jerash). Założone przez Aleksandra Wielkiego (lub jego generała Perdikassa wg innych źródeł) w IV wieku przed Chrystusem, imponuje rozmachem i doskonałym stanem zachowania.
W Ewangelii wg św. Marka w kraju Gerazeńczyków Jezus uwolnił opętanego, a demony posłał w stado świń, które się utopiły w Jeziorze Galilejskim (5,1-20).
Jeszcze ostatni rzut oka z cytadeli w Ammanie na miasto położone w dole i czas pakować walizki. Zobaczyłam sporo. Bajecznie kolorowa Jordania wciąż ma mi wiele do zaoferowania. Kuszą rezerwat oryksów i czerwona pustynia Wadi Rum. W mojej głowie już powstaje nowe jordańskie marzenie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł