Kiedy tacie udało się uciec z kraju, prześladowano go jako syna zdrajcy. Nie mógł chodzić do szkoły, musiał pracować w kopalni węgla.
Timothy uciekł z Korei Północnej. Przez Chiny i Filipiny trafił do Wielkiej Brytanii. Dzisiaj o Jezusie mówi w imieniu tych, którzy nie mogą mówić
Open doors
Wybierając Jezusa, stracił żonę, dzieci, rodzinę. Grożono mu śmiercią Poznajcie Johna z Jemenu i Timothy'ego z Korei Północnej – prześladowanych za wiarę w Jezusa Chrystusa.
Zdradził islam
Urodził się w sercu muzułmańskiego świata – w Jemenie. Dziś John Ghanin mieszka w Europie. Od dziecka karmiono go nauką z Koranu, tradycją i posłuszeństwem Allahowi oraz religii, w której się wychował. Jego życie miało być przewidywalne: szkoła, małżeństwo z kobietą wybraną przez innych, rodzina, praca...
– W 2012 roku moja rodzina wybrała mi żonę, którą była moja kuzynka – opowiada John. – Mamy dwie córki. Wątpliwości co do islamu pojawiły się, kiedy studiowałem zarządzanie. Coraz bardziej czułem brak więzi z Allahem. Podczas pielgrzymki do Mekki, przed Kaabą – najświętszym miejscem islamu – zrozumiałem, że nie spotkałem Boga. Patrzyłem, jak miliony ludzi krążą wokół tego miejsca, a ja czułem... pustkę. Z milionami innych muzułmanów czekałem na spotkanie Allaha i… nic się nie wydarzyło. Wtedy zrozumiałem, że to wszystko wymyślił człowiek. I porzuciłem islam.
W świecie, z którego pochodzi John, takie decyzje nie kończą się tylko przemianą ducha. To wyrok. Taka decyzja oznacza utratę wszystkiego i nieustanny strach.
– Nie mogłem nikomu powiedzieć, że już nie wierzę. W islamie grozi za to śmierć. Przez trzy lata żyłem jakby w ciemności. Zmieniła to dopiero ucieczka do Europy.
– W obozie dla uchodźców, zobaczyłem krzyż wytatuowany na ręce chrześcijanina z Syrii – opowiada. – Zapytałem: „Dlaczego masz taki tatuaż na ręce?”. „To jest krzyż Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata”, odpowiedział po arabsku. Nigdy wcześniej nie słyszałem o Jeszui, Mesjaszu z Biblii, bo w Jemenie chrześcijaństwo jest zakazane, Biblia jest zakazana. Zacząłem więc zadawać pytania. I właśnie ciekawość zaprowadziła mnie do Kościoła.
Zyskał królestwo niebieskie
John zobaczył mężczyzn i kobiety śpiewających i modlących się razem. – Początkowo myślałem, że oszaleli – przyznaje. – Potem poczułem… zazdrość. Zrozumiałem, że oni naprawdę mają relację z Bogiem. Zacząłem czytać Biblię. Ewangelie, Kazanie Jezusa na Górze… Duch Święty przemówił do mojego serca.
Chrystus powiedział: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. Czytałem błogosławieństwa i czułem, że Bóg, którego szukałem, przemawia do mnie. Pomyślałem: „To jest Bóg, którego szukam. To Bóg, za którym chcę iść. Temu Bogu chcę oddać swoje życie”...
Tydzień później John wrócił do kościoła i publicznie oddał swoje życie Jezusowi.
– Podczas chrztu Chrystus zmienił moje imię na Jan i powiedział mi, że mam dzielić się Nim ze wszystkimi narodami. Ponieważ Jemen to kraj muzułmański i nikt nie mówi tam o Jezusie Chrystusie, poczułem w sercu, że z moim narodem powinienem dzielić się miłością, pokazywać, że Bóg chrześcijan jest miłosierny. Wstydziłbym się, gdybym tego nie robił.
Wybierając Jezusa, John stracił swoje stare życie: żonę, dzieci, rodzinę. – Otrzymywałem nawet groźby śmierci – przyznaje. – Ale zyskałem życie wieczne. Dlatego dziś Jan ewangelizuje przez media społecznościowe. Ma świadomość, że to niebezpieczne, ale wie też, iż dostał zadanie głoszenia Chrystusa wszystkim narodom. – Moje nagrania docierają tam, gdzie ja nie mogę – dodaje. – Ewangelia nie zna granic.
Bóg o twarzy Kim Dzong Una
Zupełnie inny, choć równie dramatyczny los spotkał Timothy'ego Cho z Korei Północnej – najbardziej zamkniętego kraju świata. – Tam religią nie jest chrześcijaństwo, islam czy buddyzm – mówi Timothy. – Tam religią, Bogiem jest rodzina Kimów. To bardzo, bardzo mroczny i uciskany kraj. Każdy krok po kraju, każda podróż wymaga pozwolenia – opowiada. – Telefony, internet są całkowicie zakazane. Wszystkim, co robisz, musisz wychwalać Kimów. Oczywiście o religii w ogóle nie wolno mówić. Miałem siedem lat, kiedy umarł pierwszy Kim. Płakałem jak dziecko, bo myślałem, że umarł mój bóg – przyznaje Timothy. – Kiedy mojemu tacie udało się uciec z kraju, byłem prześladowany jako syn zdrajcy. Nie mogłem chodzić do szkoły. Trafiłem do kopalni węgla. W końcu postanowiłem uciec do Chin, nie udało się to od razu. Pierwsze próby zakończyły się więzieniem, a nawet śmiercią moich towarzyszy.
Nie chcę być zabity. Amen
Podczas jednego z aresztowań Timothy trafił do domu misjonarza. Wtedy po raz pierwszy usłyszał o chrześcijanach. – Kiedy wszedłem do jego domu, zobaczyłem Biblię i krzyż – opowiada. – Przeraziło mnie to. Myślałem, że Biblia i krzyż są przeklęte, że jeśli je dotknę, palec zacznie gnić. To były skutki prania mózgu – kłamstw w Korei Północnej.
Z Chin znów przewieziono Timothy'ego do więzienia w Północnej Korei. – To, co tam widziałem, nie da się opisać – opowiada. – Śmierć, tortury... Byłem jedynym z osiemnastu uciekinierów, którzy przeżyli. Potem kolejna ucieczka. Więzienie w Szanghaju. Każdej nocy płakałem w celi. Jeden z więźniów, gangster z Korei Południowej, zapytał mnie: „Dlaczego co noc płaczesz? Możesz przecież czytać Biblię i modlić się do Boga, by przeżyć”. Pomyślałem, że zwariował. Ale zapytałem, jak się modli. „Na końcu swoich próśb mówisz: Amen”, powiedział. I wtedy pierwszy raz pomodliłem się do Boga: „Boże, nie chcę zostać zabity. Amen”. I przyszła nadzieja. Ostatecznie Timothy został wywieziony na Filipiny. Stamtąd trafił do Wielkiej Brytanii. Dziś jest rzecznikiem Open Doors UK ds. Korei Północnej. – Dzisiaj mogę mówić w imieniu tych, którzy nie mogą mówić – twierdzi Timothy. – Bez łaski Bożej nie byłoby mnie tutaj. Cierpienie nie zabiło mojej wiary – ono ją zrodziło.
Świat nie może milczeć
W ostatnich latach chrześcijanie są coraz bardziej i coraz częściej prześladowani. Korea Północna, Afganistan, Somalia, Jemen, Nigeria, Indie – to tylko niektóre kraje, w których za posiadanie Biblii grozi więzienie, a nawet śmierć.
Według Open Doors, organizacji która pomaga prześladowanym chrześcijanom na całym świecie, ponad 360 milionów chrześcijan jest prześladowanych.
– To nie tylko historia o religii. To historia o człowieczeństwie, o prawie do życia, do tożsamości, do nadziei – mówi Timothy.
Trudno nie odczuwać głębokiego wzruszenia, słuchając tych świadectw. Trudno też nie poczuć wstydu – za milczenie świata, za obojętność, za polityczną poprawność, która boi się nazwać zło po imieniu. A przecież ci, którzy cierpią za wiarę, nie proszą o wiele. Chcą tylko, byśmy o nich nie zapomnieli: żebyśmy mówili, modlili się, wstawiali się za nimi. Żebyśmy nie przeszli obojętnie. Bo jeśli my milczymy, kto ich usłyszy?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł