W obronie krzyża

Franciszek Kucharczak

Mały Gość 9/2025 |

publikacja 29.08.2025 16:32

Gdy polscy uczniowie brali udział w protestach, chodziło im o rzeczy najważniejsze.

Ławeczka Bronisławy  na jednym ze skwerów we Wrześni Ławeczka Bronisławy na jednym ze skwerów we Wrześni
Zasoby internetu

Szkolny korytarz, a na nim śpiący młodzi ludzie. Leżą jeden obok drugiego na materacach, poprzykrywani kocami. Na gablocie wiszącej na ścianie ktoś nakleił plakat z dużym napisem: „Nie odstąpię krzyża za żadne skarby”.

Znikające krzyże

Był grudzień 1984 roku. Trzeciego dnia tego miesiąca w Zespole Szkół Zawodowych we Włoszczowie zaczął się strajk szkolny. Dziwny, bo strajkowali nie dorośli, ale uczniowie. W dodatku nie chodziło im o likwidację kartkówek albo zakaz odpytywania z matematyki czy coś podobnego, ale o… krzyże. One zawisły w salach lekcyjnych trzy lata wcześniej, po tym jak powstał ruch Solidarności i komunizm w Polsce zaczął się sypać. Niestety, rządzący Polską komuniści wprowadzili stan wojenny i zaczęli przywracać stare porządki.

W 1982 roku do włoszczowskiego ZSZ przyszedł nowy dyrektor, a wraz z jego pojawieniem się z klas zaczęły znikać krzyże. Uczniowie wieszali je ponownie, po czym znów ktoś je zdejmował. Gdy po wakacjach młodzież wróciła do szkoły, okazało się, że krzyży nie ma już w ogóle.

Uczniowie pytali, co się stało z krzyżami, a w październiku napisali petycję o ich przywrócenie i zaczęli zbierać pieniądze na zakup nowych. Dyrekcja nie odpowiedziała, więc 1 grudnia młodzież zawiesiła krzyże w kilkunastu klasach. Po dwóch dniach znów wszystkie znikły.

Tego było za wiele. Około 700 uczniów przerwało naukę. „Nie wrócimy do nauki i będziemy siedzieć w szkole, dopóki krzyże nie wrócą na swoje miejsce” – oświadczyli.

Dyrektor nie ustępował. Wezwał uczniów do opuszczenia budynku. Bezskutecznie. Rozpoczął się strajk szkolny. Młodzież, koczując na korytarzu szkolnym, prowadziła modlitwy i śpiewała pieśni religijne i patriotyczne. Ludzie z okolicy przywieźli materace i koce. Przez całą dobę z uczniami przebywały zmieniające się grupy rodziców.

Wokół budynku, obwieszonego transparentami, zbierały się tłumy ludzi. Odmawiali Różaniec albo próbowali przekazać młodzieży jedzenie. Strajkujący wciągali je przez okno na powiązanych szalikach. Niektórzy nauczyciele je przecinali, ale część nauczycieli po cichu wspierała strajk.

Dobrze zrobiliśmy

Do szkoły przyszli księża z miejscowej parafii. „Nie bójcie się niczego, jesteśmy z wami” – powiedział jeden z nich. A było się czego bać. Wszyscy pamiętali, jak brutalni potrafią być milicjanci z oddziałów ZOMO. Nikt nie wiedział, czy nie zaatakują. A władze rozpuszczały wieści o represjach czekających uczniów i tych, którzy ich wspierają. Niektórzy się przestraszyli i odeszli, ale i tak do końca strajku dotrwało około 200 uczniów.

Jednocześnie trwały rozmowy. Przyjeżdżali ludzie z ministerstwa z Warszawy, ale nic nie osiągali. Strajkujący zakończyli protest po prawie dwóch tygodniach. Prosił ich o to biskup z Kielc Mieczysław Jaworski. „Czy ufacie mi, najdrożsi?” – zapytał uczniów. Gdy rozległo się głośne „tak!”, duchowny zaprosił ich do kościoła parafialnego. Młodzież zawiesiła krzyże nad drzwiami zamkniętych klas, posprzątała, po czym wraz z rodzicami i księżmi procesyjnie, śpiewając, przeszła przez miasto, entuzjastycznie pozdrawiana przez tłumy ludzi.

W czasie Mszy biskup podziękował uczniom za mężną obronę krzyży, ale poprosił ich też o zaniechanie w przyszłości protestów. Młodzież posłuchała, ale władze postanowiły zemścić się za „wrogie działania”. Posypały się wysokie grzywny i wyroki więzienia na księży z parafii i innych dorosłych zaangażowanych w protest. Kilkoro najaktywniejszych uczniów wyrzucono ze szkoły, a prawie 150 otrzymało nagany lub upomnienia, niektórych nie dopuszczono do matury.

Dziś, 41 lat po tamtych wydarzeniach, ich uczestnicy zapewniają, że drugi raz zrobiliby to samo. „Stanęliśmy w obronie naszych zasad i godności. Obrona krzyża kształtuje sumienia i postawy życiowe, wzywa do przebaczenia” – powiedziała „Gościowi Niedzielnemu” przywódczyni protestu Alicja Groszek-Rydzek.

Język modlitwy

Strajk szkolny we Włoszczowie nie był pierwszym na ziemiach polskich. Ponad 80 lat wcześniej, w roku 1901, zaczął się strajk uczniów Katholische Volksschule (Katolickiej Szkoły Ludowej) we Wrześni, niedaleko należącego wtedy do zaboru pruskiego Poznania. Tam polskie dzieci protestowały przeciw zmuszaniu ich do modlitwy i nauki religii w języku niemieckim. Uczniowie najpierw zaczęli odmawiać przyjęcia katechizmów w języku niemieckim. Jedna z dziewczynek, Bronisława Śmidowiczówna, wzięła katechizm przez szkolny fartuszek, jakby nie chciała się pobrudzić. Ją i jej kolegę, Stanisława Jerszyńskiego, spotkała za to kara chłosty.

Dzieci były zastraszane, a nauczyciele nie szczędzili im kar cielesnych i stosowali „areszt szkolny”, czyli pozostawianie dzieci w szkole na dłużej.

20 maja 1901 roku nauczyciel o nazwisku Schölzchen wymierzył chłostę 14 dzieciom, które na lekcji religii nie chciały odpowiadać w języku niemieckim. Gdy pobite i zapłakane dzieci wróciły do domu, ich rodzice postanowili działać. Przed szkołą zebrał się wzburzony tłum, liczący prawie 200 osób. Ludzie wznosili wrogie okrzyki, protestując przeciw złemu traktowaniu dzieci. Demonstracja powtórzyła się nazajutrz, ale już z udziałem uczniów ze szkół ewangelickiej i żydowskiej.

W listopadzie zaczęły się procesy przeciw rodzicom uczniów spisanych przez policję w maju. Sąd wymierzył surowe kary, nawet pozbawienia wolności. Dzieci jednak wciąż trwały w oporze, choć władze zakazały im mówić po polsku w szkole (nie tylko podczas lekcji). Karano je kolejnymi, coraz dłuższymi aresztami szkolnymi.

O wydarzeniach we Wrześni usłyszeli Polacy we wszystkich zaborach. Kary przyniosły odwrotny skutek: w 1906 roku opór dzieci zmienił się w powszechny strajk, w którym wzięło udział około 75 tys. dzieci w ok. 800 szkołach, spośród 1100 wszystkich w zaborze pruskim.

Polskie strajki szkolne to było nadzwyczajne zjawisko – dzieci i młodzież pokazali podczas nich, że nie trzeba być dorosłym, żeby być dojrzałym.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.