Moja kula u nogi

Notowała Joanna Kojda

Mały Gość 9/2025 |

publikacja 29.08.2025 16:34

O przedmiocie, największym szkolnym koszmarze, który nie dawał spokojnie spać mówią profesor polonista – językoznawca, muzyk, dziennikarz i restaurator.

Moja kula u nogi Marcin Kmieciński /StrefaGwiazd/PAP

Wojciech Modest Amaro, kucharz i restaurator

 

– Najtrudniejsza była dla mnie elektronika w technikum elektronicznym, ponieważ nie poszedłem tam z powołania. Ten przedmiot był dla mnie niezbyt ciekawy i niezrozumiały. Jak sobie z nim radziłem? Miałem bardzo zdolnych kolegów. Ich prosiłem o pomoc, a oni zrozumiałym językiem tłumaczyli mi, o co w tym chodzi.

 

Magda Anioł, muzyk

 

– Z czasów szkolnych bardzo mocno w pamięć wryła mi się matematyka. To była moja kula u nogi. Zdecydowanie jestem humanistką, lubiłam polski, języki obce, no i oczywiście przedmioty artystyczne – muzykę i plastykę.

Matematyka była dla mnie koszmarem. Pamiętam, że w drugiej klasie liceum muzycznego na półrocze miałam dwójkę z matematyki. Wtedy była to najgorsza ocena. Zaczęłam chodzić na korepetycje. Pamiętam, jakby to było dziś, mieszkanie pana korepetytora, miał duży bałagan, ale matematyki nauczył mnie skutecznie.

Do końca liceum miałam już tylko pozytywne oceny z tego przedmiotu. A na maturze, uwaga (!), z matematyki miałam czwórkę.

 

Prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca

 

– Najtrudniejszym przedmiotem szkolnym dla mnie była chemia. Przez cały czas wierzyłem i do tej pory wierzę, że to jeden z najważniejszych przedmiotów.

Znać dobrze chemię – to wiedzieć dużo o świecie. Mimo to nie potrafiłem w sobie wzbudzić zapału do nauki tego przedmiotu. I też nie najlepsze oceny dostawałem.

To znaczy one były dobre, ale w porównaniu z innymi – trochę gorsze.

Jak sobie radziłem z chemią? Uczyłem się jej i uczyłem – to jedyna droga. W moich czasach uczenie się, także na pamięć, było powszechnie przyjęte.

 

Krzysztof Ziemiec, dziennikarz

 

– Dla mnie najtrudniejszymi przedmiotami były matematyka i fizyka. Radziłem sobie z nimi jednak na tyle dobrze, że skończyłem politechnikę. To dowodzi, że to, czego się nie lubi albo z czego jest się słabym, można przekuć w siłę.

Mój przykład, to, że skończyłem politechnikę i obroniłem się na piątkę, pokazuje, że można się nauczyć nawet najtrudniejszych rzeczy. Na studiach uczyłem się takiej matematyki, o jakiej w szkole średniej nikt nie śnił. To były skomplikowane równania czy matematyka różniczkowa przestrzenna, które dla przeciętnego człowieka są w ogóle nie do ogarnięcia. Mieliśmy też mechanikę cieczy i gazów, termodynamikę – to były przedmioty bardzo trudne i oparte na matematyce. I musiałem sobie z tym poradzić, do dziś nie wiem jak.

Ale, jak widać, później porzuciłem przedmioty ścisłe i pochyliłem się ku temu, co najbardziej leży w mojej duszy i sercu, czyli ku naukom społecznym.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.