Żółta łódź podwodna

Piotr Sacha

publikacja 19.05.2022 06:00

Wszyscy się tu dobrze znają… Nie tylko w drużynie, lecz także w całym mieście króla.

„Żółta łódź podwodna”, czyli drużyna Villarreal CF w charakterystycznych żółtych strojach „Żółta łódź podwodna”, czyli drużyna Villarreal CF w charakterystycznych żółtych strojach
Colas Buera /PRESSINPHOTO/IMAGO/east news

Do niedawna miasto Villarreal (czyt. bijareal) znane było z uprawy pomarańczy i produkcji płytek ceramicznych. Dziś całemu światu kojarzy się jednak z piłką nożną. A konkretnie ze zgraną ekipą w żółtych koszulkach, która nikogo się nie boi i walczy do ostatniej minuty na każdym metrze boiska. Uwaga, nadpływa „żółta łódź podwodna”!

Wychowani w żółtej łodzi

Był rok 1966. W Anglii na listach przebojów królowała piosenka „Yellow Submarine”. W Hiszpanii mało znana drużyna Villarreal CF kopała piłkę w czwartej lidze. Gdy rok późnej udało jej się awansować, żółty kolor strojów skojarzył się komuś z hitem Beatlesów. Odtąd na miejscowym stadionie z głośników płynęła „Żółta łódź podwodna”, a jakiś czas później kibice zaczęli tak nazywać swój zespół. I marzyli o występach w hiszpańskiej ekstraklasie. Marzenie spełniło się dopiero trzydzieści lat później. Wtedy nowy właściciel klubu stwierdził, że potrzebny jest większy stadion, potrzeba też więcej pieniędzy oraz szkółki piłkarskiej na odpowiednim poziomie. Dziś widać owoce wielu lat pracy z młodzieżą. Tacy zawodnicy jak Pau Torres, Alfonso Pedraza, Mario Gaspar, Moi Gomez i Manu Trigueros to wychowankowie Villarreal FC. A superstrzelec Gerard Moreno pierwszy raz zakładał tu żółtą koszulkę jako junior. Aby jednak piłkarska orkiestra mogła myśleć o wielkich sukcesach, potrzebny był wybitny dyrygent, czyli trener. Unai Emery wcześniej tak dobrze dyrygował orkiestrą z Sevilli, że klub trzy razy z rzędu wygrywał Ligę Europy. W Villarreal hiszpański trener zjawił się dwa lata temu. Niedługo potem… zdobył puchar Ligi Europy, nie przegrywając w całej edycji ani jednego meczu.

Miasto króla

„Żółta łódź podwodna”, czyli ekipa Villarreal CF, niedawno pokonała żelazny Bayern Monachium. Tamten ćwierćfinał Ligi Mistrzów na hiszpańskim stadionie oglądała połowa miasta. No dobrze, statystycznie była to połowa. Na trybunach zasiadło przecież 24 tys. widzów, a całe Villarreal liczy nieco ponad 50 tys. mieszkańców – jak na Śląsku Świętochłowice lub na Mazowszu Ostrołęka. W nazwie hiszpańskiego miasta kryje się jego założyciel – Jakub I Zdobywca, król Aragonii i hrabia Barcelony. Bo Villarreal po polsku można przetłumaczyć jako „miasto króla”. Zresztą niedługo to królewskie miasto będzie świętowało swoje 750-lecie. Wspomniany Jakub Zdobywca założył je w 1274 r. A już w marcu przyszłego roku odbędzie się tu jeszcze jeden jubileusz. Villarreal CF dołączy do grona klubów 100-latków.

Gerard i Pau

Zdaniem wielu Gerard Moreno to najlepszy napastnik Hiszpanii. Rzadko na boisku podejmuje złe decyzje. Świetnie czuje się pod bramką przeciwnika, na skrzydle i w głębi pola. O takich jak on mówi się „piłkarz kompletny”. „Zaczynałem grać na ulicy. Uwielbiałem grać na szkolne bramki, a gdy ich nie było, to między plecaki czy cokolwiek innego. Dorastałem szczęśliwy, grając z moim bratem i jego starszymi przyjaciółmi” – wspominał w rozmowie z hiszpańskim dziennikiem „Marca”. Na co dzień skromny, pracowity, koleżeński, dobrze wychowany – tak opisują go koledzy i trenerzy. A co mówi o sobie sam Gerard Moreno? Niewiele. Woli grać w piłkę niż grać gwiazdę telewizji. O pięć lat młodszy Pau Torres to z kolei podpora obrony, prawdziwy lider Villarreal. To właśnie jemu w ćwierćfinałach trener wyznaczył zadanie, by przeszkodzić w zdobyciu gola Robertowi Lewandowskiemu. Przygodę w „żółtej łodzi podwodnej” rozpoczął jako pięciolatek. Zmieniał tylko trenerów i rozmiary żółtej koszulki. Dziś powtarza, że w Villarreal czuje, że jest sobą. – Wszyscy się tutaj znamy. Jeśli ktoś nie jest moim przyjacielem, to na pewno jest przyjacielem któregoś z moich kuzynów – żartował Pau w jednym z wywiadów. A wracając do kapitana reprezentacji Polski… – Jako środkowi obrońcy jesteśmy odpowiedzialni za pilnowanie Lewandowskiego. I to są wyzwania, które człowiek po prostu uwielbia – stwierdził Pau Torres dla gazety „Marca”.