Z Tarsycjuszem raźniej

Jakub Zakrawacz

|

MGN 01/2022

publikacja 17.03.2022 11:13

Różni ich wiek. Łączy ołtarz. Pomaga Tarsycjusz, który Jezusa nosił ukrytego na sercu.

 Do grona liturgicznej służby ołtarza zaliczają się  osoby w różnym wieku Do grona liturgicznej służby ołtarza zaliczają się osoby w różnym wieku
Jakub Zakrawacz /Foto Gość

Nasz patron niósł Jezusa w Najświętszym Sakramencie do chorego – mówił w homilii do ministrantów ks. Łukasz Świerniak. – Nie miał niebieskiej szarfy kandydata, komży, pelerynki czy alby, ale miał wielką wiarę i powierzono mu tak ważne zadanie. Dlatego ministranci wybierają często św. Tarsycjusza na swojego patrona. Tak też było w parafii św. Wojciecha w Lubinie, w diecezji legnickiej. 20 listopada podczas dnia skupienia służby liturgicznej poświęcono obraz z podobizną młodego rzymskiego męczennika z III wieku.

Iskra zapalna

Niektórzy przy ołtarzu znaleźli się zachęceni przykładem innych. Bo czasem wystarczy jedna iskra… – Pewnego dnia brat kolegi postanowił zostać ministrantem – opowiada Kuba Nowacki. – Za nim poszli inni. I tak zaczęła się też moja historia z ministranturą – przyznaje. – U nas na podwórku było tak samo. Jeden się zdecydował i reszta też ruszyła – wtrąca Dawid Cyga, ceremoniarz. – Ja chciałem być bliżej Pana Boga – o swoich początkach mówi Dominik Pacura, lektor. – Siedzenie w ławce jakoś mnie zniechęcało. – Przy ołtarzu to zupełnie inny świat – przekonuje Wojtek Czerniawski, ministrant od czterech lat. – Gdybym nie był ministrantem, to chyba przychodziłbym do kościoła tylko spełnić swój katolicki obowiązek – mówi Dawid.

Dorośli też

– Chcieliśmy, by nasz syn Bernard dorastał w grupie wyznającej podobne wartości – tłumaczy Łukasz Licznierowski, tata jednego z kandydatów, który kiedyś też był ministrantem. Ciekawe, że do liturgicznej służby ołtarza dołączają też dorośli mężczyźni. Wśród nich pan Krzysztof Kuc. – Kiedyś byłem innym człowiekiem – wspomina. – Chciałem zmienić swoje życie, prosiłem Boga o przełom. I przyszedł. W kopalni miedzi, gdzie wtedy pracowałem, miałem ciężki wypadek, ledwo z tego wyszedłem. Dostałem drugą szansę i postanowiłem ją wykorzystać. A jeśli w coś wchodzę, to na sto procent. I nie chciałem uczestniczyć we Mszy św. tylko w niedziele i święta. Pewnego dnia proboszcz powiedział: „Chcę, żebyś służył przy ołtarzu”. Od tamtego momentu minęły trzy lata – dodaje lektor. – I prawdę mówiąc, nie umiem już bez tego żyć.