Podłoga tańczyła…

Krzysztof Błażyca

publikacja 07.10.2020 17:18

Pochodzi z malowniczej Indonezji. W Polsce studiował, Polskę wybrał. Teraz uczy młodzież w polskiej szkole.

Uroczystości poświęcenia kościoła pw. Najświętszej Rodziny  z Nazaretu w rodzimej parafii o. Heri. Na zdjęciu lokalny biskup Uroczystości poświęcenia kościoła pw. Najświętszej Rodziny z Nazaretu w rodzimej parafii o. Heri. Na zdjęciu lokalny biskup
Archiwum o. Heribertusa Wea

O jciec Heribertus Wea jest werbistą, misjonarzem Słowa Bożego. Mieszka i pracuje przy parafii w Rybniku na Górnym Śląsku. Był na drugim roku nauki w seminarium w Indonezji, gdy przyleciał do Polski. – Najpierw trafiliśmy z kolegą na uniwersytet do Poznania, na kurs polskiego, a potem zaczęliśmy studia w naszym domu formacyjnym w Pieniężnie – opowiada. Po ślubach wieczystych mógł zaproponować trzy kraje, w których chciałby pracować. Wśród nich była Polska. – No i przypadła mi Polska – śmieje się ojciec Heri, jak go nazywają.

Tsunami i trzęsienia

Drugie imię ojca Heribertusa to Florianus. – U nas w Indonezji wielu katolików przyjmuje imiona łacińskie – tłumaczy misjonarz pochodzący z malowniczej wyspy Flores. – To mała wyspa niedaleko Bali, Komodo i Timoru. Długa na jakieś 350 km, mieszkają tam niecałe 2 mln mieszkańców – opowiada. Indonezja to rejon, który często nawiedzają trzęsienia ziemi i tsunami. Najtragiczniejsze było w 2004 r., zginęło wtedy ponad 280 tys. osób. 12 lat wcześniej wielkie tsunami przeszło też blisko Flores. – Chodziłem wtedy do niższego seminarium – wspomina ojciec Heri. – Byłem w pierwszej klasie. Pamiętam, jak podłoga dosłownie tańczyła i bardzo mocne wstrząsy, które całkowicie zniszczyły nasze seminarium. Klerycy przez jakiś czas mieszkali w barakach, które sami budowali. Z czasem seminarium odbudowano. Teraz jest pięknie... Poza tym, co ważne, mamy w Indonezji dużo powołań – uśmiecha się misjonarz.