To był sprawdzian

MGN 07-08/2020

publikacja 27.08.2020 11:09

Spotykają się w kościele, potem idą na spotkanie. Albo zaczynają od spotkania w grupach, potem idą zagrać w piłkę. Nie w czasie pandemii.

Przez 12 tygodni, co sobotę, ministranci z Chorzowa- -Batorego razem z ks. Piotrem Lewandowskim spotykali się na wirtualnych zbiórkach Przez 12 tygodni, co sobotę, ministranci z Chorzowa- -Batorego razem z ks. Piotrem Lewandowskim spotykali się na wirtualnych zbiórkach
roman koszowski /foto gość

Czas pandemii pokazał, na ile jesteśmy wspólnotą, na ile jednym zależy na drugich, czy to, co zbudowaliśmy, jest trwałe – mówi ks. Piotr Lewandowski z parafii Wniebowzięcia NMP w Chorzowie-Batorym. Na zakończenie cyklu Ministranci Świata zaglądamy do tamtejszej wspólnoty ministranckiej

Ciekawie

Jeśli chłopcy w sobotę rano przychodzą na zbiórkę, to oprócz formacji trzeba im też zaproponować coś atrakcyjnego. – Piłka nożna nie jest istotą posługi, ale z pewnością przyciąga – uważa ks. Piotr. – Nasi ministranci mają własne stroje piłkarskie i noszą je z dumą. To tylko dodatek do posługi, ale ważny. Ministranci nie lubią rutyny. Razem z animatorami staramy się, aby coś się działo. – Spotykamy się na osobnych zbiórkach. Rozważamy Pismo Święte, rozmawiamy o dokumentach Kościoła, na koniec odmawiamy nieszpory albo kompletę. Oczywiście rozmawiamy też o naszych sprawach – mówi ich opiekun. – Zależy nam, by było nas coraz więcej, by byli nowi kandydaci. Mamy dla nich specjalne zaproszenia. Imienne i ręcznie wypisane wręczamy chłopcom po I Komunii Świętej. Gdybym ja dostał takie zaproszenie, byłbym przeszczęśliwy – uśmiecha się ks. Piotr. – Nie zawsze ze strony chłopaków jest odzew… Nikt jednak nie ma obowiązku zostać ministrantem – podkreśla. – Nikogo nie zmuszamy, ale bardzo cieszymy się z każdego, kto przychodzi.

Wytrwale

W zeszłym roku jeden z kandydatów na ministrantów chodził do kościoła codziennie na poranną Mszę św. – opowiada ks. Piotr. – Pytam: „Zamieniłeś się z kimś?”. – Nie, proszę księdza, to moje wielkopostne postanowienie. Chłopak wytrwał, a ksiądz modlił się, by jego zapał szybko nie wygasł. – Ja nie chciałem być ani ministrantem, ani księdzem – opowiada ks. Piotr. – Zachęcili mnie koledzy. W pewnym momencie było nas przy ołtarzu nawet ośmiu z jednej klasy. Z biegiem czasu wszyscy zrezygnowali. Tylko ja zostałem. Dziś mówię ministrantom, że nadal służę jak ministrant i że jeżeli oni chcą być naprawdę ministrantami, muszą wiedzieć, Komu służą, i przynajmniej raz w życiu zapytać siebie, czy kapłaństwo to nie jest przypadkiem droga ich życia. Ważne jest już samo postawienie tego pytania. Bo ono jak echo może wrócić w innym momencie: na czuwaniu, na adoracji, podczas modlitwy. To tam dzieją się wielkie, ważne rzeczy między człowiekiem a Panem Bogiem. Bo służba ministrancka to nie jest maszynka do tworzenia powołań. Tak to nie działa – zaznacza ks. Piotr.

 

Gdy wybuchła pandemia, w jednej chwili jakby wszystko runęło: plany, rekolekcje, wyjazdy, spotkania. Z dnia na dzień całość trzeba było przeorganizować. Animatorzy sami zaproponowali zdalne zbiórki. Jednocześnie starali się, żeby to nie była kolejna zdalna lekcja. Czas pandemii pokazał, jak bardzo im zależy. Często pierwsi wychodzili z inicjatywą. Przez 12 tygodni spotykali się regularnie, co sobotę, na wirtualnych zbiórkach. Najpierw „słówko moderatora”, czyli księdza, najczęściej z kościoła, by ministranci mogli chociaż zobaczyć miejsce swojej posługi. Innym razem z plebanii lub farskiego ogrodu. Potem wirtualne spotkania w dwóch grupach: młodsi i starsi. – To ciekawe, że starsi głównie rozmawiali, a młodsi okazali się... cyborgami, w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście – mówi zaskoczony ks. Piotr. – Mówili i pisali w takim tempie, że opiekuna wprawiali wręcz w osłupienie. To było niesamowite. Ja za nimi nie nadążałem – przyznaje. Podczas zbiórek on-line mieli nawet konkursy: liturgiczny, biblijny (z Ewangelii wg św. Marka), o sakramentach, o Triduum Paschalnym i o św. Janie Pawle II. Każdy miał dostęp do linka z zadaniami i określony czas. Po 15 minutach wszystko musiało być gotowe. Wiele zadań przygotowali sami animatorzy.

Tęsknota

Mimo że wszyscy doskonale odnajdują się w świecie wirtualnym, zbiórek w salce i służby przy ołtarzu bardzo im brakowało. – Już podczas pierwszego spotkania on-line, 21 marca, od razu usłyszałem tęsknotę w ich głosie – opowiada ks. Piotr. – Rozmawialiśmy długo, nikt nie chciał kończyć. Potem ksiądz sam dzwonił do każdego ministranta. Brał listę, żeby nikogo nie pominąć. To były długie rozmowy telefoniczne... również z ich rodzicami. Co środę o 20.30, przez pięć kolejnych tygodni, odmawiali wspólnie Różaniec. Animatorzy upomnieli się, że chcą więcej. Do modlitwy zachęcali swoich bliskich, włączali się też parafianie. A nawet dołączyła jedna pani z… Wiednia. Rzecz jasna główną intencją modlitwy była prośba o zdrowie i ustanie pandemii. Ale nie tylko. Prosili też o wytrwałość i gorliwość przy ołtarzu. O to, by nikt się nie wykruszył ze służby. W tygodniu biblijnym codziennie czytali Pismo Święte przez internet. W akcji „Kwadrans ze Słowem” wzięli też udział ludzie spoza wspólnoty ministranckiej.

Obawa?

Ministranci z Chorzowa w normalnych warunkach otrzymują na zbiórkach najnowszy numer „Małego Gościa”. – Ale jak to zrobić w czasie pandemii? – zastanawiał się ks. Piotr i wpadł na pomysł, by „Mały Gość” przyszedł do każdego ministranta pocztą. I tak jego ministranci w jednej kopercie dostali dwa numery: kwietniowy i majowy. – I znów na zbiórkach, tyle że wirtualnych, dzieliliśmy się wrażeniami po lekturze wybranych tekstów – opowiada ks. Piotr. Czas pandemii pokazał, na ile ministranci naprawdę są zgraną grupą. Jakie relacje zbudowali i czy są one trwałe. – To był sprawdzian, czy jesteśmy wspólnotą tylko w czasie liturgii, kiedy mamy określone funkcje liturgiczne, czy też poza nią – mówi opiekun ministrantów. – Czy jest obawa, że nie wszyscy wrócą do służby przy ołtarzu? – pytam. – Trochę tak, ale ufam, że nikt nie odejdzie. Żałuję tylko, że w tym roku nie mogą się odbyć rekolekcje ministranckie – dodaje. – Bardzo chciałem, by jak najwięcej chłopaków wzięło w nich udział. Tym bardziej że dwóch miało jechać po raz pierwszy. A może jednak się uda... Może rekolekcje zdalne...